Zarzucili Lewandowskiej, że "zostawiła" córki i zajęła się swoimi sprawami. A mnie zastanawia jedna rzecz

Lewandowska znów podpadła internautom. Tym razem przyczepili się do niej, że zostawiła córki pod opieką najbliższych, a sama zajęła się swoimi sprawami.
Zarzucili Lewandowskiej, że zostawiła córki i zajęła się swoimi sprawami. A mnie zastanawia jedna rzecz
KAPIF/instagram.com/annalewandowska

W ostatnim czasie Anna Lewandowska znajduje się pod nieustannym ostrzałem internautów. Czepiają się, że nie towarzyszy Lewandowskiemu w jego pierwszych meczach z Chicago Fire i że "zostawiła" córki pod opieką najbliższych na czas wakacji, a sama wyjechała, by zająć się swoimi sprawami. Lewandowska celnie już odpowiedziała. "Ostatnio otrzymałam kilka wiadomości (i to od panów): 'Jak możesz tak wyjechać i zostawić dzieci?!'. Normalnie: wsiadam, jadę, a dzieci płaczą... ale tylko wtedy, gdy musimy już wracać do domu" - napisała, dodając: "Dziewczynki mają wakacje życia u babć z całą naszą rodziną (konie, traktory, brak limitów na słodycze) i zarówno one, jak i rodzina są przeszczęśliwi". A mnie zaczęła zastanawiać jedna rzecz w tej sprawie.

Zobacz wideo Stockinger i Lewandowska odpalili się na "DDTVN". "Trzeba brać się do roboty"

Znów przyczepili się do Anny Lewandowskiej. Aż trudno mi uwierzyć, o co poszło

Anna Lewandowska prawdopodobnie jest już przyzwyczajona do nieustannych ataków internautów, a te zdarzają się w ostatnim czasie coraz częściej. Wszystko zaczęło się od jej szczerego wpisu, w którym wprost przyznała, że martwi ją wyprowadzka z Barcelony do Chicago. Nie ukrywała, że opuszcza swoje ukochane miejsce na ziemi, ale także obawiała się, jak ta zmiana wpłynie na jej córki. Nie mogła jednak liczyć na wyrozumiałość internautów. Zupełnie tak samo było, gdy jej mąż już wyleciał do Chicago i rozgrywał tam swoje pierwsze mecze, a ona wciąż skupiała się na swoich biznesach w Europie. Wtedy również spadła na nią fala krytyki.

"I nie, nie mam poczucia winy, bo dzieci są pod najlepszą opieką na świecie. A ocenianie innych mam? Cóż, internetowa klasyka: niektórzy po prostu muszą utrzymać formę w wydawaniu wyroków" - podsumowała teraz Lewandowska.

No właśnie, o tym też pomyślałam - to znów kobieta jest atakowana, nie mężczyzna. Facet bez problemu może zająć się swoją karierą i nikt go nie pyta, co z dziećmi, nikt mu nie zarzuca, że porzucił rodzinę i wyjechał na drugi koniec świata. Zdaniem internautów to kobieta nie ma takiego prawa. Nie ma prawa do realizowania swoich zobowiązań zawodowych czy nawet pasji. Jej jedyną rolą jest poświęcenie się dla rodziny, rzucenie wszystkiego i wyjechanie za mężem. I choć mamy już 2026 rok, jak widać, nic w sposobie myślenia się u wielu nie zmienia. Kobiety są cały czas oceniane - bez względu na to, czy są Annami Lewandowskimi, czy "zwykłymi Kowalskimi".

Anna Lewandowska znów pod ostrzałem. Ta jedna rzecz mnie zastanawia

Co jednak ciekawe w konkretnie tej sprawie, to fakt, że Anna Lewandowska nie zrobiła niczego, czego nie robiliby inni rodzice od pokoleń. Choć mnie osobiście ominęły wakacje u dziadków na wsi, to doskonale wiem, że mnóstwo moich znajomych właśnie w ten sposób spędzało dwa miesiące przerwy od szkoły. Ich rodzice nie mogli pozwolić sobie w końcu na tak długie urlopy, nie było wtedy "lata w mieście" czy "półkoloni", za to byli chętni do pomocy dziadkowie na wsiach. Podejrzewam, że większa część krytykujących internautów również w ten sam sposób spędzała swoje wakacje i teraz publikuje rolki z nostalgicznymi wiejskimi kadrami i podpisami o cudownych wspomnieniach z wakacji. 

Pytanie więc, o co tak naprawdę chodzi? Bo przecież nie o to, że córki Anny i Roberta Lewandowskich spędzają czas z bliskimi i to w tak powszechny dawniej sposób. Znów nasuwa się więc tylko jedna myśl, że chodzi wyłącznie o krytykę i ocenę kobiety-matki. Wzbudzenie w niej poczucia winy, wyrzutów sumienia, sprawienie, żeby poczuła się niewystarczająca i zła. Na szczęście, jak widać po wpisie Anny Lewandowskiej, trenerka się nie daje. Tym samym daje przykład innym matkom, że taka postawa też jest w porządku, a wyrzuty sumienia nie muszą być wcale nieodłącznym elementem sytuacji, gdy trzeba (lub po prostu się chce) zająć czymkolwiek innym niż dziećmi.

Więcej o: