Choć dziś unika skandali i żyje w zgodzie z prawem, był czas, że nazywano ją "królową polskiej mafii". Ona sama woli określenie: "królowa życia", bo w latach 90., jako żona Andrzeja Banasiaka, pseudonim "Słowik" - jednego z szefów mafii pruszkowskiej - opływała w luksusy. Szampan lał się strumieniami, nie brakowało też kawioru, egzotycznych podróży, szybkich samochodów i drogich ubrań. Ale kiedy gang pruszkowski rozbito, a "Słowik" trafił za kratki, skończyło się wystawne życie. Wymiar sprawiedliwości dosięgnął również "Słowikową" - kobieta na ponad dwa lata trafiła do aresztu. Postawiono jej zarzut kierowania grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. I choć ostatecznie wyszła na wolność, Monika Banasiak musiała na długi czas zapomnieć o wystawnym życiu. Dawna "królowa życia" była zmuszona chwytać się różnych prac, aby związać koniec z końcem, przez pewien czas była nawet bezdomna. Ratunek "Słowikowa" znalazła w świecie show-biznesu.
Monika Banasiak, z domu Zielińska przyszła na świat 27 czerwca 1962 roku w Warszawie, na Saskiej Kępie. Wychowała się w tak zwanym "dobrym domu", w rodzinie z tradycjami. Jej matka była tancerką baletową - występowała w zespołach "Śląsk" i "Mazowsze", a następnie w Operetce Warszawskiej, uczyła też choreografii w szkole baletowej przy ul. Moliera. Ojciec Moniki był inżynierem, wywodził się z Łodzi, z rodziny posiadającej majątek ziemski pod Lwowem. Z kolei babcia od strony ojca przed wojną miała sklep jubilerski w Łodzi, a po zakończeniu II wojny światowej prowadziła na Saskiej Kępie kawiarnię Sułtan - kultowe miejsce lat 60. i 70., w którym spotykał się cały ówczesny światek artystyczny. Monika poszła własną drogą - najpierw ukończyła prestiżowe IV Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Warszawie, a następnie dostała się na studia medyczne - wybrała pielęgniarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.
Studiów nie udało się jednak Monice skończyć - na czwartym roku wzięła urlop dziekański i nigdy już z niego nie wróciła. Początkowo nie miała też szczęścia w miłości. Związek z Wojtkiem - o trzy lata starszym chłopakiem, poznanym jeszcze w liceum - nie przetrwał próby odległości. Kiedy zakochani rozpoczęli studia z dala od siebie, przyszło rozstanie. Z kolejnym partnerem było poważniej - Monika zakochała się w Krzysztofie, tak jak ona pochodzącym z dobrego domu. Para miała wziąć ślub, jednak w ostatniej chwili narzeczona rozmyśliła się i uciekła sprzed ołtarza. Ale już niebawem strzała Amora miała ją celnie trafić.
Po tym, jak zrezygnowała ze studiów, Monika Banasiak pracowała jako sekretarka w biurze jednego z warszawskich deweloperów - Wojciecha P., znanego pod pseudonimem "Pimpek". To właśnie tam poznała mężczyznę, za sprawą którego jej życie miało się zmienić o 180 stopni. Andrzej Z., znany jako Słowik, pojawił się pewnego dnia w biurze z zamiarem zakupu mieszkania. Nieprzyzwyczajony do bycia traktowanym jak przeciętny człowiek gangster próbował ominąć kolejkę. Nie spodobało się to Monice, która próbowała przywołać porywczego klienta do porządku. W efekcie ten zwrócił na nią uwagę - charakterna sekretarka wpadła mu w oko. Wkrótce zaczął ją adorować w pełnym rozmachu stylu. Obsypywał młodą kobietę luksusowymi prezentami i zabierał na drogie wycieczki. Po pierwszym spotkaniu Andrzej zaproponował Monice pójście na kawę i obiecał zabrać ją w ciekawe miejsce. Kobieta zgodziła się, nie przypuszczając zapewne, że wspomnianym "ciekawym miejscem" okaże się Paryż.
Andrzej Z., pseudonim Słowik, w świetle zeznań świadka koronnego Masy jawił się jako niebezpieczny, odpowiedzialny za śmierć wielu osób gangster. Ale Monika Banasiak w wydanych po wyjściu z więzienia wspomnieniach podkreślała, że dla niej był przede wszystkim tym, w którym się zakochała - oddanym mężem i ojcem, a także mężczyzną z charyzmą i władzą. Ona uczyła go wyniesionych z domu dobrych manier i obycia, on pokazał jej świat, o jakiego istnieniu nie zdawała sobie wcześniej sprawy. Zachłysnęła się nim i, jak później wspomniała, po prostu korzystała z życia.
"Cały ten czas pamiętam jako zabawę. Lał się szampan, były kawiory i dobre wina. Takie nieustanne święta, każdego dnia był 1 maja. (...) Były dobre samochody, dobre lokale, były wyjazdy. (...) Wchodziłam w ten świat bez obaw. Wchodziłam zafascynowana, patrzyłam przez różowe okulary, nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak ogromną cenę w przyszłości będę za to płacić" - wyznała "Słowikowa" w książce - wywiadzie rzece "Królowa mafii" autorstwa Piotra Pytlakowskiego.
Para powiedziała sobie "tak" w Las Vegas w 1995 roku, a niedługo później ponowiła uroczystość w Jerozolimie. W 2000 roku na świat przyszedł syn pary, Dawid. Ale wkrótce potem na idealnym z pozoru życiu zaczęły pojawiać się rysy - a raczej dopiero wówczas Monika zaczęła je dostrzegać.
Podczas gdy "Słowik" pełnił funkcję szefa pruszkowskiej mafii, żona wiernie trwała u jego boku. Wzbudzała powszechny zachwyt. Nie zadawała niepotrzebnych pytań, była piękna i inteligentna. Ale dni szefostwa Andrzeja były policzone. Najpierw gangsterzy z Wołomina zorganizowali na niego zamach. Pod blokiem, w którym Słowik mieszkał z wraz żoną, podłożono skonstruowaną amatorsko bombę — eksplodowała, gdy para wracała z zakupów. Andrzej osłonił żonę własnym ciałem, a siła wybuchu wybiła w ośmiopiętrowym bloku wszystkie szyby. Oboje małżonkowie przeżyli, ale wówczas Monika zrozumiała, że to, czym zajmuje się jej mąż, nie jest "niegroźnym rozrabianiem", jak dotychczas starała się wierzyć. Co do tego, że całej jej rodzinie grozi niebezpieczeństwo, nie mogła mieć już wątpliwości po tym, jak ją porwano i przetrzymywano w piwnicy, przykutą do kaloryfera. Mąż odbił Monikę po trzech dniach. Wkrótce jednak miało jej zabraknąć jego wsparcia.
18 sierpnia 2005 roku Andrzej Z., pseudonim "Słowik", został aresztowany. Początkowo Monika przychodziła na wszystkie rozprawy i zapewniała męża o swoim uczuciu. Ale po pewnym czasie zdecydowała o rozstaniu. Jak wyznała, zrobiła to przez wizyty obcych mężczyzn z przestępczego półświatka, którzy w pewnym momencie zastraszali Andrzeja. Grozili, że jeśli nie będzie z nimi współpracował, Monika też trafi do więzienia, a ich syn do domu dziecka. "Byłam sama i coraz mocniej przestraszona. Andrzej nie wiedział, że były próby zabicia mnie. Była już cała przygotowana akcja. (...) Bandyci znali doskonale cały rozkład domu, do garażu mieli wejść i w garażu mieli mi to zrobić. Przetrzymać, aż wpłynie okup, a potem mnie zabić po prostu. Do akcji nie doszło, bo jak słyszałam, ci bandyci zostali zatrzymani za inne sprawki" - opowiadała Monika w książce Pytlakowskiego. Wreszcie 13 czerwca 2013 roku i ona trafiła za kratki. Postawiono jej kilka zarzutów - w tym kierowania grupą o charakterze zbrojnym. Nie przyznała się do winy i wyszła na wolność po dwóch latach i czterech miesiącach.
Wolność nie oznaczała wcale końca problemów Moniki Banasiak. Dawna "królowa życia" musiała nauczyć się żyć na własny rachunek. Nie była to łatwa lekcja - przez pewien czas kobieta borykała się nawet z bezdomnością. Ale stopniowo, imając się różnych prac, ze sprzątaniem domów włącznie, wyszła na prostą. Pomógł jej w tym świat show-biznesu.
"Słowikowa" udzieliła wywiadu, opublikowanego w cytowanej książce "Królowa mafii" autorstwa Piotra Pytlakowskiego. Potem pojawiły się też takie publikacje jak "Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz", "Słowikowa o więzieniach dla kobiet" oraz "Kochaj albo Żyj". W każdej z nich Monika Banasiak opowiadała o mafijnym półświatku z perspektywy kobiety. Za sprawą książek stała się celebrytką. Głośny stał się także jej konflikt z Patrykiem Vegą - Słowikowej nie spodobał się film "Kobiety mafii" i fakt, jakoby jedna z postaci miała być wzorowana na niej. Monika Banasiak po rozwodzie ze "Słowikiem" ułożyła sobie też na nowo życie prywatne - w 2019 roku wyszła za mąż za młodszego o 19 lat Macieja. Wszystko więc wskazuje na to, że z powodzeniem odcięła się od półświatka, i zbudowała zupełnie nowe życie.
Presley Gerber nie żyje. Syn Cindy Crawford miał 27 lat
Córka Andrzeja Dudy miała kolizję pod Kielcami. Trafiła do szpitala
Majdan skrytykował Bońka, a ten zakpił z byłego bramkarza. Wspomniał o Rozenek
Po aferze o Tosię kariera Szelągowskiej wisi na włosku? Opadły maski
Holland zabrała głos w sprawie nowej "Lalki". Mówi o jednym problemie
Nawrocka niczym Brigitte Macron. Ekspertka wyłapała jednak wpadkę. "Może wyglądać jak źle dobrana bielizna"
Widzowie "Tańca z gwiazdami" grzmią o faworyzowaniu Kuny. Terrazzino: To jest bardzo trudne
Trzeci odcinek "Tańca z gwiazdami". Kto odpadł z programu? [RELACJA]
Szczegóły kolizji Kingi Dudy. Mamy komentarz policji