Bad Bunny jest dziś jednym z najchętniej słuchanych artystów. Polacy mieli okazję zobaczyć go na żywo. 14 lipca wystąpił na PGE Narodowym w ramach trasy "Debi Tirar Mas Fotos World Tour", gromadząc tysiące fanów. Na koncert wybrała się również Mariola Bojarska-Ferenc. Postanowiliśmy skontaktować się z gwiazdą. Opowiedziała nam o tym, jak się bawiła na wydarzeniu. Wspomniała również o zakazie wnoszenia butelek z wodą.
Gimnastyczka przyznała, że doskonale bawiła się na koncercie portorykańskiego artysty. - Bawiłam się po prostu fantastycznie. To rzeczywiście taka muzyka, która nie pozwala nawet na sekundę usiąść, co widać było po wszystkich. Nikt nie korzystał z miejsc. Wszyscy wkręciliśmy się w tę atmosferę. Cudowny rytm, taniec, te rytmy latino to moja bajka. Ja mam chyba latynoską krew. Długo nie mogłam zasnąć wieczorem - relacjonowała nam Bojarska-Ferenc.
Dziennikarka zwróciła uwagę na to, że muzyk nie zapomniał o swoich fanach. - Bardzo mi się podobało, że on trafia do wszystkich serc. To było widać na Super Bowl, gdzie mogliśmy go podejrzeć. To spotkanie jego na żywo to dodatkowe emocje. Bardzo mi się podobało, że on szanuje swoich fanów. Był moment, że on zszedł do nich, podpisywał płyty, dawał autografy, podawał rękę. To było niezwykle ważne, bo myślę, że artyści są skupieni, zmęczeni, koncert wymaga dużej energii. Czasami zapominają o tym, że my - fani, czekamy na to "pogłaskanie". To forma takiego podziękowania, że jesteśmy z tą gwiazdą. On to przecudownie zrobił - podkreśliła.
Bojarska-Ferenc zachwyciła się również legendarną strefą La Casita - to miejsce, które przypomina portorykański dom. Tam pojawiają się fani Bad Bunny'ego, którzy mają okazję zatańczyć z nim na scenie. - Fajnie, że w tym domku mogły tańczyć normalne osoby - szczęściary. To jest przeżycie, które zostanie u tej młodzieży do końca życia. Ten taniec z gwiazdą, bycie wspólnie na scenie - mówiła w rozmowie z Plotkiem.
Emocje wzbudził fakt, iż na koncert nie można było wnieść butelki z wodą - jest to zasada, która obowiązuje na większości tego typu wydarzeń. Co sądzi o tym Bojarska-Ferenc? - Ja akurat byłam w takim miejscu, że woda była dostępna, ale mam taki pomysł dla organizatorów. Tyle ludzie płacą za te bilety. Jeśli się boją, że przez tych uczestników będzie wniesione coś innego niż woda, powinni dawać każdemu na wejściu tę butelkę przy wejściu, sprawdzając bilet. Przy takiej pogodzie, chociażby dla bezpieczeństwa, każdy powinien tę wodę mieć, żeby nie zemdleć - uważa gimnastyczka. - Wszyscy przez cały czas tańczyli, była to jedna wielka dyskoteka przez trzy godziny. Jak się tańczy przez trzy godziny, to chce się pić. Nie byłby to duży koszt, więc to by ułatwiło sprawę. Ludzie czuliby się bardziej zaopiekowani. To jest podstawa bezpieczeństwa - podkreśliła.
Na sam koniec postanowiliśmy zapytać, czy dziennikarka chętnie wybrałaby się na koncert artysty jeszcze raz? Okazuje się, że bardzo chętnie. Miałaby przy tym marzenie. - Jasne, że bym chciała pójść. Chciałabym z nim zatańczyć na scenie. To dopiero by było. Ale wybierają bardzo młode osoby, więc nie mam szans się załapać. Chyba w drugim wcieleniu się załapię. Albo założę duże okulary i kapelusz. Nie umiem tak tym tyłeczkiem pięknie ruszać, jak robiły to młode dziewczyny, bo biodra mam sztywne, gimnastyczne. Z przyjemnością bym tam wskoczyła. Czekam na zaproszenie - podsumowała żartobliwie.
Zagadkowa śmierć Patryka Palczyńskiego na morzu. Według śledczych sam się związał. Rodzina mówi o zbrodni
"Stało się tak, że guz odbił". Adrian ze "Ślubu" przekazał wieści o stanie zdrowia
"Trzy zawały, dwa raki i udar". Wstrząsające wyznanie żony Jerzego Stuhra
Tragiczny finał poszukiwań 24-letniej Jessiki. Policja odnalazła ciało modelki
Niespodziewana reakcja córki Wiśniewskiego i Mandaryny na pytania o ich związek. Nie wytrzymała
Wieniawa w rankingu najcenniejszych gwiazd kina wyprzedziła Jandę. Raczek: Jest słabą aktorką
Lewandowski zdradził kulisy przeprowadzki do USA. To dlatego opuszczają Europę
Dzieli ich 20 lat. Partnerka Pawła Deląga zabrała głos w sprawie dużej różnicy wieku
Marcin Wrona pokazał pierwsze chwile po operacji. Nie ukrywa, z czym się mierzy