Na trasie do Morskiego Oka w ostatnich dniach ponownie doszło do protestów przeciwko wykorzystywaniu koni do przewozu turystów. 22 sierpnia, w sobotę, sytuacja zrobiła się szczególnie napięta - interweniowała policja, a jeden z protestujących został zatrzymany po próbie blokowania przejazdu fasiągów. Obrońcy praw zwierząt domagają się całkowitego odejścia od przewozów konnych. Ich zdaniem konie nie powinny być wykorzystywane do transportu turystów, zwłaszcza że istnieją alternatywne rozwiązania. Z kolei fiakrzy zwracają uwagę na wieloletnią tradycję, swoje miejsca pracy oraz fakt, że konie są regularnie kontrolowane. Do całej sytuacji postanowiła odnieść się Agnieszka Hyży.
23 sierpnia dziennikarka i prezenterka opublikowała na Instagramie wpis, w którym zestawiła dane dotyczące liczby koni pracujących na trasie, argumenty Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz informacje przedstawiane przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt. Już na początku swojego wpisu postawiła pytanie, które jest dla niej kluczowe: "280 koni. 10 turystów pod górę. I jedno pytanie: po co?".
W dalszej części wpisu prezenterka przywołała dane dotyczące tegorocznych badań koni. "W tym roku przebadano 282 konie pracujące na tej trasie. 280 dopuszczono do pracy. Para koni może wieźć pod górę 10 turystów plus fiakra. W dół 13" - przypomniała. Ponadto Hyży przedstawiła także stanowisko Tatrzańskiego Parku Narodowego, które wskazuje, że przeprowadzone badania nie potwierdziły przeciążenia zwierząt. "TPN podkreśla, że badania nie potwierdzają przeciążenia koni i że nie odnotowano śmierci zwierzęcia spowodowanej przeciążeniem czy przemęczeniem" - dodała, a jednocześnie przywołała dane Fundacji Viva, która analizowała los koni pracujących na trasie w latach 2012-2022.
Z drugiej strony Fundacja Viva prześledziła los 1002 koni pracujących na tej trasie w latach 2012-2022. Spośród 712 wycofanych z pracy 433 miały trafić do rzeźni…
- możemy przeczytać.
Następnie Hyży przeszła do sedna swojego stanowiska. Zwróciła uwagę na planowane zmiany, które mają wejść w życie już od 1 września. Mowa o skróceniu trasy konnych przewozów oraz zaangażowaniu elektrycznych busów. Jej zdaniem może to zmienić sposób, w jaki należy dziś patrzeć na cały spór. "Więc może pytanie nie brzmi już: czy konie są wystarczająco silne, żeby wozić ludzi? Może pytanie brzmi: skoro w 2026 roku potrafimy zrobić to inaczej, to dlaczego nadal mają to robić?" - zapytała w swoim wpisie.
Hyży zaznaczyła przy tym, że dostrzega znaczenie tradycji oraz sytuację osób utrzymujących się z przewozów. Jednocześnie podkreśliła, że w tej dyskusji jest coś ważniejszego - dobro zwierząt i możliwość zastąpienia transportu konnego innymi rozwiązaniami. "Tradycja jest ważna. Ludzie i ich miejsca pracy również. Ale tradycja nie może być argumentem kończącym każdą rozmowę o zmianie. Zwłaszcza kiedy mamy wybór" - stwierdziła. "Mamy ostatni tydzień wakacji, może część z was spędza go w górach. Zanim wsiądziecie do wozu, zadajcie sobie jedno pytanie: czy naprawdę musicie?" - zakończyła.
Milion na czeku, a na koncie zupełnie inna kwota. Tyle naprawdę dostał zwycięzca "Milionerów"
Koroniewska żartuje o rozwodzie z Dowborem. "Mam go już dosyć". W komentarzach się dzieje
Książulo odpalił się w sprawie napiwków. Wystarczyło pięć słów
Szczepanik z Pectus niedawno rozwiódł się z Gawędą z Blue Cafe. Teraz pokazał się z nową partnerką!
Daukszewicz gorzko o odejściu z TVN24 i wysokości emerytury. "Medialnie już dawno nie żyję"
Agustin Egurrola wziął ślub kościelny. Jego żona zachwyciła kreacją
"Co pan taki smutny?" Stanowski zdradza kulisy rozmowy z prezydentem
Dziennikarka TVP zmagała się z sepsą. "Nie wiedziałam, czy będę mogła chodzić"
Bursztynowicz upadła na spacerze. Nie mogła liczyć na pomoc. "Nikt się nie zatrzymał"