Droga do popularności rzadko bywa prosta. W życiu wielu artystów pojawiają się momenty zwątpienia, zmiany planów i zupełnie niespodziewane zajęcia. Tak było także w przypadku Cezarego Żaka. Aktor znany z seriali i teatru w pewnym okresie próbował swoich sił w handlu, a pomysł na biznes narodził się w bardzo zwyczajnych okolicznościach.
Po ukończeniu szkoły teatralnej aktor nie od razu znalazł swoje miejsce w teatrze. Rozczarowanie pierwszym sezonem sprawiło, że na kilka lat skierował się w stronę występów estradowych. Kabaret przyniósł mu regionalną rozpoznawalność oraz dobre zarobki, jednak po czasie zaczął dostrzegać ograniczenia takiej formy pracy.
Największym zagrożeniem estrady była dla Cezarego Żaka powierzchowność, ponieważ jeden program można było grać przez lata bez rozwoju aktorskiego. Z czasem uznał, że jeśli chce się rozwijać, musi wrócić do teatru i szukać bardziej wymagających ról. Doświadczenie sceniczne z tego okresu okazało się jednak bardzo cenne, ponieważ nauczyło go swobody w kontakcie z publicznością.
Po kilku latach przerwy aktor ponownie pojawił się na scenie teatralnej. Wrocławski teatr zaproponował mu udział w spektaklu "Wariat i zakonnica" Witkacego. Przedstawienie odniosło duży sukces i było grane setki razy. To właśnie ten spektakl pozwolił mu na nowo zaistnieć w środowisku teatralnym i rozpocząć kolejny etap kariery. Choć przez długi czas postrzegano go głównie jako aktora komediowego, stopniowo otrzymywał także role dramatyczne. Z czasem zmienił również swój wizerunek, między innymi po znacznym schudnięciu.
Pod koniec lat 80. sytuacja zawodowa aktora była mniej stabilna. Właśnie wtedy narodził się pomysł na zupełnie inny sposób zarabiania pieniędzy. Wraz z kolegą zauważył, że we Wrocławiu trudno było kupić słodycze. Aktor wykorzystał rodzinne powiązania z Toruniem i zaczął sprowadzać stamtąd pierniki, które sprzedawano z samochodu. Pierwsza dostawa okazała się ogromnym sukcesem.
Samochód wypełniony słodyczami sprzedał się w bardzo krótkim czasie, co pokazało, że pomysł był trafiony. Początkowo towar trafiał do Wrocławia, jednak później sprzedawano go także po drodze. Część pierników znikała już w Koninie i Kaliszu. Reszta błyskawicznie sprzedawała się po przyjeździe do miasta.
- Załadowaliśmy samochód po dach sercami, katarzynkami i Waflami Teatralnymi, które były nieprawdopodobnym przebojem (Prince Polo się przy tym chowało). Sprzedaliśmy to we Wrocławiu w dwie godziny. Potem stwierdziliśmy, że nie musimy wieźć tego do Wrocławia 300 kilometrów, tylko będziemy sprzedawać po drodze. Sprzedaliśmy jedną trzecią w Koninie, jedną trzecią w Kaliszu na targu, a do Wrocławia zostały nam trzy kartony. Tam ustawiła się do nas kolejka i tę resztę sprzedaliśmy w 17 minut - opowiadał na łamach toruńskiego informatora kulturalno-artystycznego "IKAR".
Biznes z piernikami nie trwał długo. Po około trzech miesiącach pojawiły się nowe zawodowe propozycje, które ponownie skierowały aktora na scenę. Wkrótce wyjechał do Stanów Zjednoczonych z kabaretem, a po powrocie otrzymał ofertę pracy w teatrze.
Powrót na scenę sprawił, że handel piernikami pozostał jedynie ciekawym epizodem w jego życiu. Choć była to krótka przygoda, dobrze pokazuje realia przełomu lat 80. i 90. w Polsce. Dla wielu ludzi był to czas szukania nowych sposobów na zarabianie pieniędzy i podejmowania odważnych decyzji.
Szwagier Magdaleny Majtyki przerwał milczenie. Mówi wprost o bardzo trudnej sytuacji
Damian Kordas ocenił menu, które podano szwedzkiej parze królewskiej. "Jedyne, czego nie rozumiem..."
Chotecka i Pazura urządzili dom w bieli i drewnie. Ogród to prawdziwa perełka
Dowbor odniosła się do słów Dody o "wrednym czupiradle". "Ruszyła lawinę"
Tusk spotkał się z królem Szwecji. Internauci zwracają uwagę na uścisk dłoni. "Widać różnicę w pojmowaniu..."
Przełomowe informacje ws. śmierci Magdaleny Majtyki. "Ślady hamowania były..."
Zamieniła apartament na dworek. Wnętrza jak z królewskiej rezydencji. Dominuje jeden kolor
Olga Frycz z całą gromadką dzieci. Fani od razu zauważyli zmianę
Krupa zapytana o dołączenie El Dursi do "Top Model". "Zobaczymy, jak..."