Marcelina Zawadzka nadaje z Dubaju. "Co 30 sekund była jakaś rakieta zestrzeliwana na naszych oczach"

Z powodu ataków na Iran prowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael napięta sytuacja jest również w Dubaju. O niepokojących wybuchach opowiedziała mieszkająca tam Marcelina Zawadzka.
Marcelina Zawadzka
Fot. Instagram/marcelina_zawadzka

W sobotę, 28 lutego, Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły ataki na Iran. Celem były kluczowe obiekty wojskowe w Teheranie i innych lokalizacjach. Od kilku godzin wybuchy, które są wynikiem działania obrony przeciwrakietowej, słyszą także mieszkańcy Abu Zabi i Dubaju. Linie lotnicze wstrzymały wszystkie przyloty oraz odloty z miasta. Na miejscu jest wielu Polaków. Relacją z Dubaju podzieliła się Marcelina Zawadzka, która od jakiegoś czasu mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. 

Zobacz wideo Izraelska armia przyznała, że przerażające dane o ofiarach w Gazie są prawdziwe

Marcelina Zawadzka przerażona sytuacją w Dubaju. "Czujesz w całym ciele takie wstrząsy"

- Pewnie wielu z was zastanawia się, jaka jest sytuacja tutaj na miejscu w Dubaju. My byliśmy na urodzinach z grupą przyjaciół, znajomych. (...) Jak już byliśmy na tych urodzinach, to okazało się, że jest bombardowanie i zestrzeliwane są rakiety - zaczęła w najnowszej relacji Zawadzka. Prezenterka przyznała, że początkowo nie miała świadomości, jak bardzo sytuacja jest poważna. - Lekko paraliżujący temat, ja nie wchodziłam na newsy, ale czułam, że powinniśmy wracać do domu - mówiła. Później doszło do kolejnego wybuchu, zaledwie kilometr od miejsca, w którym przebywała Zawadzka i jej partner. - Wyglądało, że to dzieje się bardzo blisko. Czujesz w sercu, czujesz w całym ciele takie wstrząsy. Od razu szybko do środka, do budynku - tłumaczyła przejęta.

Marcelina Zawadzka bierze pod uwagę każdą możliwość. "Spakowaliśmy się" 

Para wróciła bezpiecznie do domu, ale sytuacja na miejscu wciąż wydaje się napięta. Niedługo później Zawadzka opublikowała kolejne relacje, w których zdradziła, że ona i jej bliscy są przygotowani do ewentualnego wyjazdu. - Spakowaliśmy się w razie czego. Oczywiście jesteśmy w domu, położyłam Leona spać. Aż ciężko mi się oddycha. Bo to jest naprawdę stresujące. Widzieliśmy na niebie, może to było z godzinę temu, mniej więcej co 30 sekund była jakaś rakieta zestrzeliwana na naszych oczach. (...) Nie siejąc paniki, te rakiety nie są celowane w nas. (...) A jednak one są zestrzeliwane w tych okolicach, więc w razie czego jesteśmy przygotowani do tego, żeby ewentualnie móc pojechać w jakąś część, która jest spokojniejsza - opowiadała. 

Więcej o: