Początek tej historii sięga czasów szkolnych, gdy młoda mieszkanka Zamościa po raz pierwszy spotkała znanego aktora po spektaklu teatralnym. Wtedy nikt nie przypuszczał, że przypadkowy autograf stanie się symbolicznym początkiem relacji, która wiele lat później przerodzi się w trwałe małżeństwo.
Beata Ścibakówna dorastała w Zamościu i nie planowała kariery w show-biznesie od dziecka. Jako licealistka po raz pierwszy zwróciła uwagę Jana Englerta, gdy po spektaklu podeszła po autograf. Wtedy oboje nie mieli pojęcia, jak potoczą się ich losy. Krótkie spotkanie zapisało się w pamięci obojga, choć przez długi czas nie miało żadnych konsekwencji. Kilka lat później Beata dostała się do warszawskiej szkoły teatralnej. Tam ponownie spotkała Englerta, tym razem już jako studentka. Relacja miała wyłącznie charakter akademicki, a wszelkie granice zawodowe były konsekwentnie zachowywane.
Przełom nastąpił dopiero, gdy Beata Ścibakówna została zaproszona do udziału w spektaklu teatralnym. Współpraca na scenie sprawiła, że relacja zaczęła mieć charakter wykraczający poza akademicką znajomość. Wcześniej nie było mowy o romansie, a decyzje zawodowe zapadały ostrożnie. Próby i wspólna odpowiedzialność za spektakl pozwoliły im poznać się w nowym, zawodowym kontekście. Z czasem relacja zawodowa przerodziła się w prywatną, opartą na zaufaniu i wzajemnym szacunku.
Podczas zagranicznego wyjazdu zespołu doszło do sytuacji, która na długo zapadła im w pamięć. W trakcie wejścia do morza, Beata Ścibakówna znalazła się w niebezpiecznej sytuacji. Jan Englert pomógł jej bezpiecznie wyjść z opresji.
- Beata wyznała, że nie umie pływać i boi się wchodzić do wody. Powiedziałem: "Ze mną się nie bój!". Wziąłem ją za jedną rękę, Krzysiek Kolberger za drugą i poszliśmy. Nagle poczuliśmy, że nie mamy dna. A fale półtorametrowe. Kolberger przestraszył się i od razu czmychnął na brzeg, a ja zostałem sam z Beatą. Trzymałem ją za łokcie i kiedy fala przechodziła, wraz z nią wypływaliśmy - czytamy w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Mimo trudnej sytuacji aktorka zachowała spokój i opanowanie. Później uwagę zwróciła jej determinacja i samodzielność. Jej determinacja i samodzielność miały istotny wpływ na dalszy rozwój relacji.
Relacja nie była wolna od kontrowersji i komentarzy otoczenia. Związek z dużo starszym aktorem wiązał się z falą plotek i krytycznych komentarzy kierowanych głównie pod adresem Beaty Ścibakówny. Sytuację dodatkowo komplikowała przeszłość Englerta i jego wcześniejsze małżeństwo.
- Czułam, że jestem obserwowana i oceniana. I że ode mnie zależy, czy zostanę zaakceptowana. Presja była ogromna, największa chyba moja własna. Postawiłam na autentyczność. Nie udawałam, że wiem więcej, niż wiedziałam. A jednocześnie byłam ciekawa tych nietuzinkowych ludzi i ich świata - opowiadała Beata Ścibakówna w rozmowie z magazynem Twój Styl.
Po ślubie aktor unikał obsadzania żony w swoich spektaklach. Takie decyzje miały chronić ją przed zarzutami o karierę opartą na znajomościach, a nie na talentach. Oboje konsekwentnie podkreślali niezależność życia prywatnego od zawodowego. Dziś tworzą stabilną rodzinę i wspólnie wychowują córkę Helenę, która również jest aktorką.
Marcin Rogacewicz padł na kolana przed Agnieszką Kaczorowską. "Powiedziałam tak"
Andrzej z Plutycz podjął już decyzję. Szykuje się nowa inwestycja
Olga Frycz urodziła! Zdradziła imię malucha
Wyrasta nowa gwiazda młodego pokolenia aktorów. To córka znanej aktorskiej pary
Rozenek tak urządziła biuro w nowej willi. W takiej przestrzeni aż chce się pracować
Kubicka planuje wymianę implantów. Gojdź zareagował na jej obawy. Tak porównał Polskę i USA
Wojewódzki przebił Gessler. Trzycyfrowa cena za pączka. To nie żart
Komentator TVP Sport w ogniu krytyki po słowach na temat olimpijki. Stacja się tłumaczy
Miszczak stwierdził, że Doda nie ma "krzty lojalności". Ta mu dosadnie odpowiedziała