Miała sondę karmiącą, brała leki zwiotczające, wypadły jej zęby. Uciekła od matki, zlecając jej zabójstwo

Białaczka, astma, epilepsja, dystrofia mięśniowa, a także znaczne opóźnienie w rozwoju - to niejedyne z długiej listy chorób, na które cierpieć miała Gypsy Rose Blanchard. A jednak to właśnie ona, wraz z poznanym online chłopakiem, zamordowała własną matkę. Bo jak wkrótce wyszło na jaw, w tej głośnej sprawie ofiarą była nie tylko Dee Dee Blanchard.
Historia Gypsy Rose Blanchard
Fot. HBO

Zespół Münchhausena to rzadkie zaburzenie psychiczne z grupy pozorowanych, w którym chory celowo wywołuje, symuluje lub zmyśla objawy chorobowe u samego siebie, aby wymusić badania, leki lub operacje. Ale w przypadku zastępczego zespołu Münchhausena, zwanego też przeniesionym, opiekun - najczęściej matka - wywołuje objawy chorobowe u osoby zależnej - zwykle u własnego dziecka. Zaburzenie to uznawane jest dziś za formę przemocy. I właśnie ono spowodowało, że Dee Dee Blanchard przez przeszło 20 lat poddawała córkę niepotrzebnym zabiegom i faszerowała ją hurtowymi ilościami leków, w celu wywołania objawów chorobowych. Pozując na pełną empatii i poświęcenia, samotnie wychowującą zmagającą się z niepełnosprawnością córkę, Dee Dee mogła liczyć na wsparcie i sympatię otoczenia. Problem w tym, że kiedy Gypsy Rose - obiekt jej zabiegów - dorosła i zrozumiała, co matka z nią robi, zaczęła się buntować. A kiedy Dee Dee usiłowała ten bunt zdusić, doszło do tragedii. Tragedii, za sprawą której ona straciła życie, a Gypsy Rose, choć początkowo groziła jej nawet kara śmierci, swoje życie odzyskała.

Zobacz wideo Karolina Szczepaniak walczyła z anoreksją. "Wiele mi zabrała ta choroba"

Matka i córka

Gypsy Rose Blanchard urodziła się 27 lipca 1991 roku w miejscowości Raceland w stanie Luizjana. Kiedy ją poczęto, matka - Claudine, zwana Dee Dee miała 24 lata, a ojciec - Rod Blanchard, zaledwie 17. Jak łatwo się domyślić, małżeństwo zawarte z powodu wpadki nie przetrwało próby czasu - Rod zostawił Dee Dee jeszcze przed narodzinami Gypsy. Utrzymywał jednak kontakt z córką i łożył na jej potrzeby. A te szybko stały się spore. Dee Dee oznajmiła Rodowi, że kilkumiesięczna córeczka cierpi na bezdech senny i konieczny jest zakup monitora oddechu. To jednak był zaledwie początek rzekomych schorzeń małej Gypsy. I o ile samodzielnie wychowująca zmagające się z niepełnosprawnością chore dziecko Dee Dee budziła współczucie, o tyle najbliższa rodzina zarówno jej, jak i Roda, z czasem zaczęła kwestionować fakt, iż z Gypsy miało być coś nie w porządku. Bo rzekomo ciepiąca na dystrofię mięśniową dziewczynka nagle zaczynała chodzić. Dee Dee wzięła więc sprawy w swoje ręce - przeprowadziła się wraz z córką do Missouri. Tam na wszelkie pytania odpowiadała, że dokumentacja medyczna przepadła w czasie huraganu Katrina, z którego ona sama wraz z córką cudownie ocalała. A kiedy jeden z lekarzy poznał się na jej kłamstwach i sporządził odpowiednią notatkę, Dee Dee już więcej do niego nie przyszła.

Samotna matka z ciepiącą na długą listę schorzeń córką, ocalałe z klęski żywiołowej, wszędzie, gdzie się pojawiały, mogły liczyć na ogrom empatii i wsparcia. Aby uwiarygodnić swoją historię, Dee Dee podawała Gypsy Rose leki zwiotczające mięśnie i inne, przez które dziewczynce wypadały zęby. Karmiła córkę specjalną sondą, wmawiając, że inaczej nie jest w stanie jeść. Ogoliła jej też głowę, aby wyglądała na bardziej chorą - dziewczynce powiedziała, że przy chemioterapii włosy i tak jej wypadną, a aby uczynić ten krok dla niej lżejszym, również siebie obcięła na zero. Dee Dee założyła zbiórkę na rzecz Gypsy, na którą sąsiedzi i znajomi ochoczo wpłacali okrągłe sumki. Rodzinie ufundowano wyjazd do Disneylandu, a nawet dom. Za sprawą niesamowitej zdolności do manipulacji, jaką obdarzona była Dee Dee, wszystko działało bez zarzutu. Aż do chwili, w której Gypsy Rose zorientowała się, że matka odbiera jej możliwość normalnego życia. Bo wbrew temu, co córce i otoczeniu usiłowała wmówić Dee Dee, Gypsy Rose wcale nie była opóźnioną w rozwoju kobietą o umyśle siedmiolatki.

Ofiara i sprawczyni

Obok wielu innych kłamstw, Dee Dee sfałszowała akt urodzenia Gypsy Rose. Odjęła jej tym samym cztery lata. Co za tym idzie, w 2015 roku nie była już nastolatką - miała 24 lata. Trudno więc się dziwić, że już od pewnego czasu interesowała się płcią przeciwną. To jednak nie pokrywało się z wizerunkiem małej, schorowanej dziewczynki, który ze wszelkich sił chciała utrzymać Dee Dee. Pomiędzy matką i córką co chwila wybuchały więc coraz bardziej karczemne awantury. Gypsy Rose zaczęła też działać w tajemnicy przed Dee Dee. Założyła sobie konto na katolickim portalu randkowym. To właśnie tam poznała Nicholasa Godejohna. Młody mężczyzna, jak później wyszło na jaw, również zmagał się z problemami - cierpiał na zespół Aspergera i, jak w ramach ostrzeżenia poinformowała Gypsy jego była dziewczyna, miał problem z agresją. Ale Gypsy Rose, znająca miłość jedynie z bajek Disneya, widziała w Nicku swojego księcia z bajki. Księcia, który tak jak w bajce "Zaplątan", uratuje ją, swoją księżniczkę z zamku, w którym uwięziła ją okrutna macocha.

Gypsy Rose wraz z Nicolasem Godejohnem przygotowali plan zabicia Dee Dee. A w czerwcu 2015 roku postanowili wcielić go w życie. Wówczas, pod osłoną nocy, Nicholas przyjechał do Missouri, a kiedy Gyspy wpuściła go do domu, wszedł do sypialni śpiącej Dee Dee i zadźgał ją nożem. W czasie, kiedy mężczyzna mordował jej matkę, Gypsy Rose kuliła się w łazience, zasłaniając uszy. Szybko jednak odzyskała dobre samopoczucie - pojechała z Nickiem do motelu, w którym skonsumowali związek. Upragniona wolność nie trwała jednak długo. Gypsy Rose zamieściła w mediach społecznościowych wpis: "Ta suka nie żyje" - wkrótce pojawił się pod nim komentarz o równie szokującej treści: "Zadźgałem tę grubą świnię i zgwałciłem jej słodką, niewinną córeczkę. Jej krzyk był tak kurewsko głośny". Media społecznościowe szybko naprowadziły policję na trop Gypsy i Nicka. Ale początkowo nikt nie mógł uwierzyć, że cierpiąca na niepełnosprawność - zarówno fizyczną, jak i psychiczną - dziewczyna mogła zabić z takim poświęceniem opiekującą się nad nią matkę. Prawda wstrząsnęła opinią publiczną.

Skazana i celebrytka

Kiedy sprawa Gypsy Rose Blanchard trafiła do sądu, prokurator żądał dla niej kary śmierci lub przynajmniej dożywocia. Początkowo uwierzono, że to Gypsy udawała chorą, oszukując cały świat, w tym rodzoną matkę. A kiedy ta odkryła jej podstęp, z zimną krwią zabiła ją rękami kochanka. Fakty okazały się znacznie bardziej skomplikowane. W czasie procesu zaczęły wychodzić na jaw kolejne dowody, pojawiły się także zeznania osób, które odkryły okrutną mistyfikację Dee Dee. Do przełomu w sprawie doszło za sprawą powołanego przez obronę na świadka lekarza - neurologa, który jako jedyny zorientował się w sytuacji. Mężczyzna zeznał, że kiedy Dee Dee przyszła do niego z Gypsy Rose na konsultację, nie tylko odmówił leczenia dziewczynki, ale też zdiagnozował u jej matki poważne zaburzenie - przeniesiony zespole Münchhausena. Pojawiło się wówczas wiele pytań - dlaczego lekarz poprzestał na sporządzeniu notatki? Dlaczego opieka społeczna nie zareagowała? Jak to możliwe, że przez ponad 20 lat nikt nie zorientował się w sytuacji?

Gypsy Rose Blanchard zawiedli wszyscy - rodzina, która zrażona obcesowym traktowaniem przez Dee Dee praktycznie zerwała z nią kontakt, ale też system opieki społecznej i ochrony zdrowia. I choć na zlecenie zabójstwa własnej matki nie ma usprawiedliwienia, trudno dziwić się młodej kobiecie, że pragnęła wreszcie zacząć żyć na własne konto. Wcześniej zresztą już próbowała, ale ucieczka z domu szybko zakończyła się pojmaniem przez matkę. Wszystko to sprawiło, że Gypsy Rose mogła liczyć na znacznie bardziej łagodny wyrok - skazano ją dziesięć lat więzienia, z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po ośmiu i pół. Gypsy Rose Blanchard wyszła na wolność 28 grudnia 2023 roku.

W więzieniu udzielała wywiadów i pisała autobiograficzną książkę. Ta ukazała się wkrótce po zwolnieniu jej autorki. To jednak nie wszystko, bo Gypsy została bohaterką reality show, zatytułowanego "Życie od nowa". Za kratami poznała nową miłość, a jej mężem został Ryan Scott Anderson. Para chętnie zamieszczała w sieci wspólne zdjęcia. Związek nie przetrwał jednak próby czasu - i trudno się dziwić. W przypadku Gypsy Rose - młodej kobiety, która dopiero grubo po 30-tych urodzinach zaczęła żyć własnym życiem - można przypuszczać, że sporo czasu upłynie, zanim się tego nauczy. Ale pod koniec zeszłego roku - 28 grudnia 2024, dokładnie rok po zakończeniu odsiadki - Gypsy powitała na świecie córeczkę, Aurorę. Dziewczynka jest owocem związku z Kenem Ukerem. Partner podzielił się radosną nowiną w mediach społecznościowych, nazywając narodziny dziecka "największym prezentem". Być może więc jednak dla Gypsy Rose jest jeszcze szansa na normalne życie?

Więcej o: