Filip Chajzer o byłym teściu. "Nie usłyszałem słowa przepraszam"

Filip Chajzer w 2015 roku przeżył ogromną tragedię. W wypadku samochodowym zginął jego syn Maks. W podcaście Cypriana Majchera dziennikarz został zapytany o to, czy usłyszał przeprosiny od byłego teścia, który wówczas prowadził auto.
Filip Chajzer o byłym teściu. 'Nie usłyszałem słowa przepraszam'
fot. Youtube.com/Cyprian Majcher

Filip Chajzer długo nie opowiadał o szczegółach tragedii. Dziennikarz w 2015 roku stracił syna Maksa, który miał wtedy dziewięć lat. Samochód, który prowadził teść Chajzera, zjechał z pasa jezdni i uderzył w tył w naczepy samochodu ciężarowego, stojącego na poboczu. Były prowadzący "Dzień dobry TVN" wziął udział w podcaście Cypriana Majchera, w którym wrócił do dramatycznych wydarzeń. Poruszył temat byłego teścia.

Zobacz wideo Klima o biznesie Chajzera

Filip Chajzer o byłym teściu. "Nigdy nikt nie podjął ze mną próby rozmowy"

Filip Chajzer w rozmowie z Cyprianem Majcherem został zapytany o to, jak ułożył sobie odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat jego spotkała taka tragedia. - Życie po takiej stracie nigdy nie będzie już normalne. I to wie każdy, kto przez coś takiego przeszedł. Nie da się posklejać, nie da się złożyć, nie ma na to antidotum. (...) Nie ma żadnego sposobu, żadnej terapii, nie ma takiego czasu, który może poskładać tę rozbitę głowę, rozbite serce i duszę - powiedział. 

Prowadzący zapytał Filipa Chajzera, czy po wydarzeniu w ogóle próbował rozmawiać z byłym teściem. Dziennikarz przyznał, że nie wyszedł on z inicjatywą. 

Nigdy nikt nie podjął ze mną próby rozmowy. Nigdy nie usłyszałem jednego słowa, nigdy nie usłyszałem słowa przepraszam

 - powiedział. Dodał, że przez lata analizował w głowie zdarzenie, zastanawiał się, "co by było, gdyby". Powiedział także, że wybaczył byłemu teściowi.

Filip Chajzer o stracie syna. Podzielił się niewiarygodną historią

Filip Chajzer, który również prowadzi swój podcast, do jednego z odcinków zaprosił Roberta Bernatowicza. W rozmowie ujawnił, że w czasie, gdy zginął jego syn, przebywał w Miami. Chciał przywieźć stamtąd pamiątkę dla dziecka. - W jednej z walizek był prezent, który kupiłem mojemu synowi. On miał wtedy dziewięć lat i marzył o określonej koszulce (...). Ona była szczelnie spakowana w walizce - opowiedział. Kiedy przyleciał do Warszawy po tym, jak wydarzyła się tragedia, okazało się, że na koszulkach są czarne plamy, które nie wiadomo, skąd się wzięły. - Cała torba była w środku dokładnie taka, jak ją spakowałem. Wszystkie rzeczy były na swoim miejscu - czyste. I doszedłem do tej zafoliowanej torebki na prezent dla mojego dziecka. I wyobraź sobie, że te koszulki dla niego były całe w plamach. Czarne plamy. Ja mam te koszulki do dzisiaj - wyznał.

Więcej o: