Nie chciał roli w "Domu", a zrobiła z niego gwiazdę. Serialowy Andrzej Talar u szczytu sławy zostawił wszystko

Był jednym z najbardziej lubianych polskich aktorów lat 80. - wszystko za sprawą roli w kultowym serialu "Dom", który do dziś cieszy się uznaniem widzów. Jednak, co ciekawe, Tomasz Borkowy wcale nie chciał zagrać Andrzeja Talara. Propozycję przyjął z miłości, ale gdy był na szczycie, zostawił zarówno rodzinę, jak i karierę, i wyjechał z Polski.
Tomasz Borkowy w serialu 'Dom'
'Dom', reż. Jan Łomnicki, Zespół Filmowy Iluzjon, 1980 r.

Serial "Dom", opowiadający o losach mieszkańców fikcyjnej kamienicy przy ulicy Złotej w Warszawie, to jeden z przebojów telewizji, który do dziś ma sporą rzeszę fanów. Widzowie z zapartym tchem śledzili perypetie bohaterów, granych zarówno przez rozpoznawalnych aktorów, takich jak Bożena Dykiel, Jan Englert i Zbigniew Buczkowski, jak i tych, dla których rola w serialu była szansą na sławę. Do tych ostatnich zaliczał się odtwórca jednej z głównych ról. Tomasz Borkowy w "Domu" wcielił się w Andrzeja Talara - młodego chłopaka z prowincji, który po wyzwoleniu Warszawy przyjeżdża tam na studia techniczne. Aktor niemal z dnia na dzień stał się sławny, choć mało brakowało, aby rolę dostał ktoś inny. Bo Borkowy początkowo odrzucił propozycję udziału w serialu i uległ dopiero szantażowi ojca swojej ówczesnej miłości.

Zobacz wideo Co myśli o powrocie produkcji?

Rola, która zmieniła wszystko

Urodzony 17 września 1952 roku Tomasz Karol Borkowy już jako dziecko marzył o zostaniu aktorem. I choć ojciec widział syna raczej na stanowisku lekarza lub prawnika, chłopak postanowił pójść za głosem serca. Po ukończeniu liceum już za pierwszym podejściem dostał się na studia aktorskie. Jeszcze zanim został absolwentem renomowanej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, pojawił się w produkcjach takich jak "Tylko Beatrycze" Stefana Szlachtycza i "Nie zaznasz spokoju" Mieczysława Waśkowskiego. Wkrótce potem zadebiutował w głównej roli w filmie "Wysokie loty" Ryszarda Filipskiego. Nadal był jednak aktorem nieznanym szerszej publiczności. To miało się wkrótce zmienić.

W 1978 roku Tomasz Borkowy grał epizod w filmie Jerzego Hoffmana "Do krwi ostatniej". To właśnie tam zauważył go operator Jerzy Gościk i polecił Janowi Łomnickiemu. Reżyser od dłuższego czasu poszukiwał idealnego kandydata do głównej roli w swoim nowym serialu. "Dom", bo właśnie o nim mowa, opowiadał o losach mieszkańców warszawskiej kamienicy na tle powojennych zmian społeczno-politycznych. Osią produkcji były losy młodego chłopaka z prowincji, Andrzeja Talara, który po wojnie przybywa do stolicy zrealizować marzenie o zostaniu inżynierem. Widzowie śledzą jego wspinanie się po szczeblach kariery, a także perypetie uczuciowe: miłość i zaloty do pięknej Basi (Jolanta Żółkowska), mieszkanki Złotej, następnie ich ślub, życie rodzinne, a wreszcie rozwód i małżeństwo Talara z inną kobietą. Mało znany, lecz obdarzony talentem młody aktor wydał się Łomnickiemu wręcz stworzony do tej roli. Problem w tym, że Tomasz Borkowy nie podzielał jego entuzjazmu.

- Zadzwoniłem do reżysera Jana Łomnickiego i powiedziałem, że nie mogę wziąć tej roli, bo jestem strasznie zajęty. Zaproponowałem mu w zamian Krzysztofa Pieczyńskiego, aktora z mojego teatru - wspominał po latach Tomasz Borkowy. Z czasem jednak młody aktor zmienił zdanie. Jak się okazało po latach, wszystko za sprawą ówczesnego teścia, który uciekł się do szantażu. - Do wystąpienia w "Domu" zmusił mnie też Wilhelm Hollender, wszechmocny producent filmowy, ojciec mojej ówczesnej dziewczyny Barbary, która jest dziś znakomitym krytykiem i filmoznawcą. Zagroził, że nie będę się mógł z nią spotykać, jeśli nie zagram w serialu. Postanowiłem więc przyjąć rolę najstarszego z braci Talarów - wyznał Tomasz Borkowy w wywiadzie dla magazynu "Show".

Nowe życie na emigracji

Rola w serialu "Dom" przyniosła Tomaszowi Borkowemu sławę i mogła okazać się początkiem wielkiej kariery. Na jej drodze stanęła jednak historia - w Polsce wybuchł stan wojenny. Choć tak naprawdę dla aktora zawirowania w losach ojczyzny były jedynie pretekstem, aby zrealizować to, o czym od dawna marzył. Bo Tomasz Borkowy już jako student chciał wyjechać z Polski. Szansa nadarzyła się pod koniec 1981 roku. Aktor dostał wówczas zaproszenie do Berlina na spotkanie z Rainerem Wernerem Fassbinderem. Reżyser chciał go zaangażować do swojego nowego filmu. Borkowy miał lecieć 12 grudnia, ale traf chciał, że musiał przełożyć wyjazd. - 11 grudnia producent "Domu", Andrzej Zielonka, poprosił mnie, żebym wyjechał dopiero 14 grudnia po południu, bo z rana chciał nakręcić dużą scenę ze wszystkimi aktorami kolejnego odcinka. Oczywiście, zgodziłem się. 13 grudnia ogłoszono stan wojenny. Zamknięto granice. Wtedy postanowiłem, że muszę wyjechać - wspominał aktor w wywiadzie z Plejadą.

Ostatecznie Tomasz Borkowy opuścił Polskę dopiero 17 sierpnia 1982 roku. Wówczas przyleciał do Londynu, co umożliwił mu fikcyjny kontrakt filmowy z tamtejszą wytwórnią HandMade Films, załatwiony przez znajomego. A zamiast pracy na planie początkowo aktor musiał się imać zupełnie innych zajęć. W dzień pracował na budowie, nocami jeździł taksówką, a w międzyczasie pobierał lekcje angielskiego. To jednak nie wszystko. - Dla chleba pracowałem jako majordomus i szofer u pewnej bogatej Angielki. Moja pracodawczyni wiedziała, że od czasu do czasu dostaję małe role w filmach - relacjonował w jednym z wywiadów. Niestety w tamtym czasie posypało się życie prywatne aktora. Żona i synek Borkowego zostali w Polsce, a związek na odległość nie przetrwał próby czasu. Ostatecznie małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Tomasz Borkowy co jakiś czas wracał do Polski w połowie lat 90., ale tylko na zdjęcia do "Domu". - To trwało prawie dwa lata i wypadłem z rynku. Znów trzeba było chodzić na castingi, a mnie już nie bardzo się chciało, więc bez reszty oddałem się teatrowi. Ale wierzę, że jeszcze wiele dobrych ról przede mną - wyjaśniał na łamach magazynu "Show" w 2016 roku. Z kolei w Anglii uśmiechnęło się do niego szczęście. Pod pseudonimem Tomek Bork aktor stworzył ponad 20 ról w brytyjskich i amerykańskich filmach oraz serialach telewizyjnych. Wystąpił m.in. w głośnym filmie "Nieznośna lekkość bytu" oraz w kultowym brytyjskim serialu "Doctor Who". Udało mu się też na nowo poskładać życie prywatne. Drugą żoną Tomasza Borkowskiego została Laura Mackenzie Stuart, córka Johna Mackenzie Stuarta, byłego prezesa Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Para poznała się podczas festiwalu Fringe w Edynburgu. - Zaręczyliśmy się w 1995 roku, wyciągnąłem ją z festiwalu i zaczęła pracować ze mną w mojej firmie Universal Arts. (…) Jest wspaniała, bardzo skromna, spokojna i zrównoważona, w przeciwieństwie do męża wariata. To, że wytrzymała ze mną tyle lat, to cud - opowiadał aktor.

Tomasz Borkowy przez wiele lat był dyrektorem artystycznym Universal Arts, firmy zajmującej się prowadzeniem dwóch teatrów, organizacją Edinburgh Festival Fringe i sprowadzaniem do Szkocji spektakli z całego świata. A w czasie pandemii zaczął projektować zegarki. Wcale nie zamierza jednak zrezygnować z aktorstwa. - Ja ciągle jestem artystą i może jeszcze kiedyś będę aktorem, a moim zawodem jest twórczość w szerokim tego słowa znaczeniu - mówił Tomasz Borkowy w wywiadzie dla Plejady.

Więcej o: