Rzeczniczka Trumpa zwolniona po pięciu dniach. Wrona wskazał coś gorszego niż wpadki

Rzeczniczka Białego Domu, Katie Zacharia, straciła posadę po pięciu dniach. Zdaniem Marcina Wrony jej pełne wpadek przemówienie, o którym mówił cały świat, było tylko jednym z problemów.
Marcin Wrona komentuje zwolnienie Katii Zacharii
Marcin Wrona komentuje zwolnienie Katii Zacharii, Fot. REUTERS/Kevin Lamarque, Instagram/marcin_wrona

O byłej już rzeczniczce Białego Domu Katie Zacharii od kilku dni mówią wszystkie media. 13 października odbyło się jej pierwsze, zaledwie kilkunastominutowe wystąpienie podczas spotkania z dziennikarzami. Zacharia nie tylko czytała je z kartki, ale też zaliczyła kilka wpadek, m.in. myląc Donalda Trumpa ze swoim mężem. W piątek 16 października media obiegła informacja, że rzeczniczka została odwołana ze swojego stanowiska. Dziennikarz i korespondent w Stanach Zjednoczonych Marcin Wrona zwraca uwagę, że w przypadku Katie Zacharii większe kontrowersje wzbudzają nieścisłości związane z jej doświadczeniem zawodowym.

Zobacz wideo To nagranie obiegło świat

Marcin Wrona komentuje zwolnienie Katie Zacharii. Mówi o jej kwalifikacjach

W nagraniu na Instagramie Marcin Wrona przypomina, że Katie Zacharia pobiła dotychczasowy rekord Anthony'ego Scaramucciego. Były dyrektor ds. komunikacji Białego Domu pracował dla Donalda Trumpa 11 dni. - Do tej pory jednostką czasu określającą, jak szybko można wylecieć z administracji Donalda Trumpa, był "jeden Scaramucci", czyli 11 dni. Anthony Scaramucci wyleciał właśnie po takim czasie z pracy z pierwszej administracji Donalda Trumpa, a teraz ten rekord zdecydowanie pobija Katie Zacharia. Amerykańskie media informują, że wyleciała z pracy po pięciu dniach. Rozpoczęła pracę w poniedziałek, we wtorek miała pierwszą konferencję prasową, poległa podczas konferencji prasowej, poległa w wywiadach, których później udzielała - relacjonuje dziennikarz.

Zdaniem Marcina Wrony największym problemem nie było jednak to, jak słabo Zacharia poradziła sobie podczas konferencji prasowej. - Zacharia przedstawiała siebie jako prawniczkę. Tymczasem, aby używać tego tytułu w Stanach Zjednoczonych, trzeba zdać egzamin radcowski albo adwokacki, ona do takiego egzaminu podeszła raz, oblała go. Później twierdziła, że praktykowała prawo w Chinach, pracowała w kancelarii prawnej. Problem w tym, że chińskie kancelarie na stanowiskach prawników mogą zatrudniać tylko obywateli Chin - dodaje Wrona. - Zatem pięć dni, błyskawiczny strzał, błyskawiczna kariera i błyskawiczny upadek - podsumowuje dziennikarz.

Katie Zacharia wydała oświadczenie po stracie posady

Po głośnym zwolnieniu Katie Zacharia opublikowała oświadczenie na Instagramie. Wypowiadała się w nim o Trumpie w samych superlatywach i stwierdziła, że praca dla niego była zaszczytem. "Prezydent Trump jest człowiekiem życzliwym, wspaniałym, uprzejmym, troskliwym, pełnym entuzjazmu i pracowitym. Szkoda, że nie docenia go więcej Amerykanów. Nikt nigdy nie uczyni Ameryki wielką tak, jak on to zrobił i nadal robi. Praca dla niego była dla mnie zaszczytem" - napisała była rzeczniczka Białego Domu.

Więcej o: