Afera wokół nowej rzeczniczki Trumpa i jej kwalifikacje. "W Polsce nie skończyłoby się to najlepiej"

Kwalifikacje prawnicze Katie Zacharii, nowej rzeczniczki prasowej Białego Domu, wywołały kontrowersje po tym, jak wyszło na jaw, że nie zdała egzaminu adwokackiego. Do sprawy i wyjaśnień Zacharii odniósł się w rozmowie z Plotkiem adwokat Michał Krysztofowicz.
Katie Zacharia
REUTERS/Kevin Lamarque

Katie Zacharia, która zastąpiła Karoline Leavitt na stanowisku rzeczniczki prasowej Białego Domu, znalazła się w centrum dyskusji po ujawnieniu informacji o niezdanym egzaminie adwokackim. Mimo to była wielokrotnie przedstawiana jako prawniczka, między innymi w wystąpieniach telewizyjnych oraz przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Podczas rozmowy w programie "Human Events Daily" odniosła się do zarzutów dotyczących swoich kwalifikacji. Wyjaśniła, że egzamin zdawała w okresie, gdy przygotowywała się do przeprowadzki do Chin, gdzie pracował jej obecny mąż. Jak tłumaczyła, wynik egzaminu był dla niej wówczas "bez znaczenia". Zacharia przekonywała również, że konsultowała z przedstawicielami branży możliwość posługiwania się określeniem "prawniczka", mimo braku uprawnień adwokackich. Według jej relacji uzyskała zapewnienie, że może tak o sobie mówić. O komentarz do sprawy poprosiliśmy adwokata Michała Krysztofowicza, na Instagramie działającego jako karnisci.pl.

Zobacz wideo Wpadka Katie Zacharii, nowej rzeczniczki Białego Domu. Pomyliła męża z Trumpem

Katie Zacharia przedstawia się jako prawniczka, choć nie zdała egzaminu. Adwokat komentuje sprawę

Sprawa Katie Zacharii wywołała pytania o granice posługiwania się tytułami zawodowymi i o to, czy sposób przedstawiania swoich kwalifikacji może wprowadzać opinię publiczną w błąd. Jak zaznaczył Michał Krysztofowicz w rozmowie z Plotkiem, on sam nie chce przesądzać, czy postępowanie Zacharii jest zgodne z amerykańskim prawem, ale zwrócił uwagę na znaczenie ochrony tytułów zawodowych. - Urzędujący prezydent Polski podpisał niedawno ustawę zaostrzającą odpowiedzialność za bezprawne posługiwanie się tytułem adwokata lub podszywanie się pod kancelarię adwokacką - zaznaczył. 

Adwokat podkreślił, że regulacje dotyczące tytułów zawodowych nie są wyłącznie formalnością. Mają znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa obrotu prawnego, jak i dla funkcjonowania samej adwokatury.

Pokazuje to, że ochrona tytułów zawodowych ma istotne znaczenie nie tylko dla pewności obrotu prawnego, lecz także dla funkcjonowania adwokatury i zaufania społecznego do zawodu adwokata

- wskazał. W jego ocenie sposób, w jaki państwo reguluje dostęp do określonych tytułów, pokazuje, jaką wagę przywiązuje do związanych z nimi standardów. - Można przyjąć, że im większą wagę państwo przywiązuje do danej kwestii, obejmując ją zakazami i sankcjami, tym wyraźniej podkreśla jej znaczenie - dodał Krysztofowicz.

Katie Zacharia nazywa siebie prawniczką, choć nie zdała egzaminu. Adwokat: W Polsce nie skończyłoby się to najlepiej

Sprawa Zacharii rodzi pytanie, czy osoba, która ukończyła studia prawnicze, ale nie zdała egzaminu adwokackiego, może przedstawiać się jako prawniczka i w jakich okolicznościach takie określenie mogłoby budzić zastrzeżenia. Istotne jest przy tym rozróżnienie między wykształceniem prawniczym a posiadaniem uprawnień do wykonywania zawodu adwokata.

Michał Krysztofowicz zastrzegł, że nie zna szczegółowych regulacji amerykańskich, dlatego nie zamierza oceniać, czy zachowanie rzeczniczki Białego Domu narusza tamtejsze przepisy. Jednocześnie zwrócił uwagę na różnicę między samym przedstawianiem się jako osoba z wykształceniem prawniczym, a posługiwaniem się tytułem zawodowym, do którego uzyskania konieczne jest spełnienie określonych wymogów. - Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to nie skończyłoby się to najlepiej - podsumował Krysztofowicz.

Więcej o: