Artur Andrus o Marii Czubaszek. "Nie chciała nikomu swoją śmiercią sprawić kłopotów". Najciekawsze są anegdoty z jej życia

Maria Czubaszek, pierwsza dama polskie satyry, umarła w łóżku, we śnie. Artur Andrus opowiedział o tym w wywiadzie dla magazynu "Viva! Happy".

Maria Czubaszek pozwoliła się zapamiętać jako osoba z ogromnym dystansem do siebie, słynęła z mocnych, często kontrowersyjnych wypowiedzi, jadła niemal wyłącznie parówki i nie wypuszczała z rąk papierosa. Zmarła 12 maja w wieku 76 lat.

Artur Andrus udzielił magazynowi "Viva! Happy" wywiadu, w którym opowiedział anegdoty z życia Marii Czubaszek, zdradził też, jak zmarła.

Chciała, żeby to odbyło się szybko, a najlepiej we śnie i żeby nikomu nie sprawić swoją śmiercią kłopotów. Nie byłaby więc zaskoczona, że właśnie tak to się stało. Zaskoczeni byli ci, co zostali - mówił w rozmowie z Krystyną Pytlakowską.

Opowiadał, że Maria Czubaszek w pewien sposób śmiercią była zafascynowana. Interesował ją Zdzisław Beksiński, autor również zafascynowany śmiercią i rozkładem. Powtarzała za Woody Allenem żart, że nie boi się śmierci, ale wolałaby, żeby kiedy przyjdzie, nie było jej przy tym.

W szpitalu już nie paliła, ale gdy wróciła do domu, to nie wiem, czy dała radę wytrwać w tym postanowieniu. Zresztą nie miało to już takiego wielkiego znaczenia - zdradził Andrus.

Maria Czubaszek oparła się rewolucji cyfrowej, internet był dla niej tworem całkowicie obcym. Nie miała konta na Facebooku, nie czytała komentarzy o sobie pod tekstami. Informacje o hejcie docierały do niej z drugiej ręki, ale i wtedy nie obrażała się, tylko obracała to w żart. Andrus opowiadał, że kiedy ktoś zażartował z niej, że jest tak stara, że "wisi Mojżeszowi 5 złotych", odparła, że "nieprawda, bo oddała". Korespondencję mailową załatwiał za nią mąż, Wojciech Karolak.

Do końca życia nie mogła zrozumieć, na czym to polega, że jak przyjdzie do niej e-mail, to może go odebrać nawet w Ełku. Była przekonana, że ta wiadomość trafia tylko do jej komputera na Starościńskiej i tylko tam może go Karolak dla niej otworzyć - czytamy w wywiadzie.

Jej dieta składała się głównie z parówek, ale czasami chciała sprawić mężowi przyjemność i ugotować coś ekstra. Raz kupiła w sklepie kaczkę gotową do pieczenia i wstawiła ją do piekarnika. Powiedziano jej, że żeby była ciepła, należy ją po upieczeniu zostawić w piekarniku. Nie powiedziano jednak, że piekarnik trzeba wyłączyć.

Marysia zostawiła więc kaczkę we włączonym piekarniku i pojechała na "Szkło kontaktowe". A Karolak, który wiedział, że czeka na niego odświętna kolacja, opowiadał potem, że już w garażu czuł "aromat" tej kaczuszki.

W ogóle, opowiadał Andrus, kuchnia była dla Marii Czubaszek źródłem wielu utrapień.

Pamiętam, że nie wiedziała, gdzie kupuje się rękawice żaroodporne do chwytania czegoś gorącego. Wcześniej kupowała jej takie mama. Kupiłem więc dla Marysi od razu trzy pary. A po tygodniu okazało się, że potrafiła wszystkie trzy od razu przypalić. W sklepie w Sezamie co chwilę kupowała garnek do gotowania na parze - odporny na wysoką temperaturę. Ekspedientka, widząc ją, bez słowa szła po taki garnek - mówił.

Do historii przeszły już jej powiedzonka, sama o sobie mówiła, że jest osobą o "nienachalnej urodzie", że prawdziwej miłości nie przeszkodzi nawet małżeństwo, czy że wszystkie kobiety są piękne, tylko po niektórych tego nie widać. Artur Andrus zakończył wywiad żartem, że tylko czeka, kiedy zaczną Marii Czubaszek przypisywać anegdoty z życia Himilsbacha i na odwrót.

JZ

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.