Dla roli zaszczepił się na tyfus i zamknął się w szpitalu psychiatrycznym. "Dostałem kilka tysięcy wszy na nogę"

Był jednym z największych ekranowych amantów czasów PRL-u. Nazywano go uosobieniem kobiecych marzeń i polskim Jamesem Bondem. Wielu uważało, że był stworzony do ról arystokratów. Ale charyzma i uroda sprawiały, że w zakazane romanse Leszek Teleszyński wdawał się też poza planem filmowym.

Ordynat Michorowski z "Trędowatej", Bogusław Radziwiłł z "Potopu", redaktor Maj z "Życia na gorąco" i pilot Krzysztof Werner z pierwszej polskiej telenoweli "W labiryncie" - w czasach PRL-u gwiazda Leszka Teleszyńskiego świeciła mocno. Przystojny aktor zapisał się w historii rodzimego filmu, teatru i telewizji wieloma wspaniałymi rolami. Grywał u największych - Jerzego Hoffmana i Andrzeja Żuławskiego, ale współpracę z tym ostatnim wspominał jako traumatyczne przeżycie. Z kolei roli w "Weselu" nie dostał, ponieważ Andrzej Wajda uznał, że nikt nie uwierzy, iż ktoś obdarzony tak szlachetną urodą jest chłopem. Zakazane romanse - jak chociażby ten z "Trędowatej" - stały się udziałem Leszka Teleszyńskiego nie tylko w życiu zawodowym, lecz także prywatnym. Wzdychały do niego szkolne koleżanki i przypadkowe kobiety na ulicy, kochały się w nim profesorki, od licznych wielbicielek otrzymywał listy, bukieciki kwiatów, a nawet propozycje małżeństwa. Przystojny aktor został bohaterem skandalu obyczajowego po tym, jak uwiódł żonę pisarza, Jarosława Abramowa-Newerlego. Dziś jednak o Leszku Teleszyńskim prawie nie słyszymy. Wielu jego fanów zastanawia się, dlaczego tak doświadczony i niegdyś lubiany aktor nie pojawia się w nowych rolach.

Zobacz wideo Co się stało z Violettą Villas?

Przystojny szwarccharakter

Leszek Teleszyński przyszedł na świat 21 maja 1947 roku w Krakowie. Szybko podjął decyzję na temat swojej drogi życiowej - zaraz po zdaniu matury kroki skierował do krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Już wówczas wrażenie robił nie tylko jego talent, lecz także wygląd. "W Leszku, który był najmłodszy na naszym roku, kochały się nie tylko wszystkie koleżanki, ale i większość pań profesorek. Pamiętam doskonale, jak jeszcze podczas studiów szliśmy przez Kraków z Jurkiem Trelą i Leszkiem i słyszeliśmy za sobą damskie westchnienia: 'Patrzcie, ale facet'" - wspominał w magazynie "Tele" Henryk Talar, kolega Leszka Teleszyńskiego ze szkoły teatralnej. Wybranką bożyszcza kobiet została koleżanka z uczelni, Alicja Jachiewicz, znana później z roli Teresy Krasławskiej z "Rodziny Połanieckich". Tych dwoje tworzyło najpiękniejszą parę w Krakowie, a kiedy pod koniec lat 60. ogłosili, że zamierzają się pobrać, całe miasto czekało na ich ślub. Ten jednak nigdy nie doszedł do skutku, bo ponoć pewnego dnia Leszek zostawił ukochaną bez słowa wyjaśnienia.

Młodemu aktorowi w głowie nie był wówczas ślub, lecz kariera. Wkrótce po studiach Leszek Teleszyński zadebiutował na deskach Teatru Ludowego w Krakowie, później występował też w Teatrze Narodowym i Teatrze Polskim w Warszawie. Szybko upomniał się o niego świat kina. Debiut Leszek Teleszyński zaliczył u nie byle kogo - zaczął od roli Michała w filmie "Trzecia część nocy" Andrzeja Żuławskiego. Ale na tym łatwa część się skończyła, bo rola u wizjonerskiego reżysera okazała się niezwykle wymagająca. Po latach aktor wspominał ją jako traumatyczne przeżycie. "Żuławski wszystko robił naturalistycznie. Chciał, żebym wiedział, jak to wygląda, dlatego wysłał mnie do instytutu w Gdyni, który zajmował się starym sposobem wytwarzania szczepionek przeciwko tyfusowi. Pojechałem, dostałem kilka tysięcy wszy na nogę. Siedziałem. Karmiłem. Pan doktor powiedział: "Te wszystkie wszy są zdrowe. Ale co się stanie, gdy jedna będzie chora? Lepiej pana zaszczepię!". Wolałbym zachorować. Podanie szczepionki w postaci oleistego płynu da się chyba tylko porównać do uderzenia żelaznym prętem - wyznał aktor w jednym z wywiadów.

Mimo to młody aktor nie zniechęcił się i rok później pojawił się w kolejnym filmie Żuławskiego, "Diable". Tym razem było jeszcze gorzej, bo żądny autentyczności reżyser kazał aktorowi zdobyć doświadczenie w szpitalu psychiatrycznym. "Pojechałem do szpitala psychiatrycznego w Tworkach i dałem się zamknąć ze schizofrenikami w sali bez klamek" - wspomina Leszek Teleszyński. Dodatkowy problem polegał na tym, że filmy tego reżysera, choć dziś bardzo cenione, wówczas były mocno niszowe, więc Leszek Teleszyński pozostawał aktorem mało znanym. Ale to miało się wkrótce zmienić za sprawą roli w "Potopie" Jerzego Hoffmana. Postać księcia Bogusława Radziwiłła, zdrajcy narodu i cynicznego arystokraty, przyczyniła się do rozsławienia Leszka Teleszyńskiego. Na tym etapie kariery daleko mu było jednak do uwielbienia publiczności - wręcz przeciwnie, grana przez jego postać stała się jednym z najbardziej nielubianych filmowych bohaterów.

Urodzony amant

Dwa lata po premierze "Potopu", czyli w 1976 roku, Leszek Teleszyński znów zagrał u Jerzego Hoffmana, ale tym pojawił się w roli, która odmieniła jego życie. Mowa o filmie "Trędowata", w którym aktor wcielił się w ordynata Michorowskiego, ulegającego zakazanej miłości do guwernantki Stefci. Film, który jest adaptacją międzywojennej powieści autorstwa Heleny Mniszkówny, okazał się jednym z największych hitów tamtych lat. Bilety wyprzedawały się na pniu, a tuż przed seansem można je było jedynie zdobyć za dużo wyższą cenę u tzw. koników. Występujący w filmie aktorzy - zarówno wcielająca się w rolę Stefci Rudeckiej Elżbieta Starostecka, jak i Leszek Teleszyński - stali się prawdziwymi gwiazdami. W 30-letnim wówczas aktorze kochało się pół Polski, fanki zaczepiały go na ulicy, wysyłały mu liściki i bukieciki kwiatów.

Tymczasem Leszek znalazł sobie obiekt westchnień w osobie koleżanki po fachu - partnerującej mu w spektaklu wystawianym w Teatrze Polskim w Warszawie Ireny Szczurowskiej. Problem polegał na tym, że kobieta była wówczas żoną znanego pisarza, jednego z założycieli STS-u, Jarosława Abramowa-Newerlego. Ten, choć początkowo nie wierzył w niewierność żony, wkrótce przekonał się na własne oczy o prawdziwości plotek, od których huczała stolica. Po długich negocjacjach pisarz zgodził się na rozwód, a była pani Newerly została panią Teleszyńską. Para doczekała się nawet córki, Karoliny. Związek nie przetrwał jednak próby czasu i po kilku latach zakończył się rozwodem.

Uroda Leszka Teleszyńskiego była jego wielkim atutem, ale zdarzało się, że w życiu zawodowym zamykała pewne drzwi. Tak było w przypadku "Wesela" Andrzeja Wajdy. Reżyser, nie owijając w bawełnę, powiedział aktorowi, że nie ma warunków, aby wcielić się w rolę Janka. Zdaniem Wajdy ta sama szlachetna uroda, która predestynowała Teleszyńskiego do grania arystokratów i amantów, dyskwalifikowała go jako chłopa. W Janka ostatecznie wcielił się więc Marek Perepeczko. Leszek Teleszyński grywał jednak nie tylko romantyczne role - swojego czasu nazywano go nawet polskim Jamesem Bondem. Wszystko za sprawą serialu "Życie na gorąco" i roli redaktora Maja. Z kolei w latach 80. mogliśmy go oglądać w roli pilota w "W labiryncie". W tamtym czasie aktor poznał też swoją drugą żonę. I tym razem jednak nie obyło się bez komplikacji.

Kiedy na pewnej imprezie Leszek Teleszyński zobaczył piękną Jolantę, miał głośno powiedzieć, że ta kobieta zostanie kiedyś jego żoną. Jego słowa wywołały lekką konsternację, ponieważ Jolanta była już wówczas zamężna. Co więcej, wydawała się odporna na wdzięk aktora. Wszystko zmieniło się jednak po dekadzie, kiedy para spotkała się na działce znajomych - wówczas Jolanta była już wolna, a Leszek nie zmarnował danej mu przez los drugiej szansy. "Zaczęliśmy się spotykać i po roku wzięliśmy ślub. Jola była mi po prostu przeznaczona. Warto było na nią czekać tak długo!" - wyznał aktor w "Tele Tygodniu". Para wzięła ślub i jest ze sobą do dziś. Jolanta Teleszyńska z wykształcenia jest psychologiem, ale doskonale zna się na teatrze i ogląda wszystkie sztuki, w których gra jej mąż. 

Aktor starej daty

Z czasem gwiazda Leszka Teleszyńskiego zaczęła przygasać. Po zakończeniu zdjęć do serialu "W labiryncie" zagrał parę mniejszych ról, aż znalazł swoje miejsce w "Złotopolskich". W telenoweli TVP wcielał się w rolę senatora Jerzego Kowalskiego. Ale w 2010 roku i ten serial się skończył. Wówczas Leszek Teleszyński praktycznie zniknął z ekranów. Co się stało? "Miałem parę przerw w swej karierze, ale widocznie nie zawsze było zapotrzebowanie na aktora takiego jak ja. Nie walczę o role, nie walczę o siebie..." - kwitował w rozmowie z Interią.

W innym wywiadzie dodawał, że nauczył się akceptować taki stan rzeczy. "Ja się na to nie skarżę. Taki mam charakter, że nie będę chodził i się napraszał. Raczej czekam, aż role same do mnie przyjdą" - mówił w wywiadzie dla Polskiego Radia. W filmie Leszek Teleszyński po raz ostatni pojawił się za sprawą produkcji "Na układy nie ma rady". Ostatnio jednak powrócił na telewizyjne ekrany dzięki drobnej roli w serialu "Pierwsza miłość", w którym wciela się w ojca Fabiana. Charakterystyczny, głęboki głos Leszka Teleszyńskiego znają też słuchacze książki mówionej - aktor ma na koncie kilkadziesiąt takich współprac.

Leszek TeleszyńskiLeszek Teleszyński screen YouTube

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.