Liam Payne zmarł 16 października 2024. Były wokalista zespołu One Direction wypadł z balkonu, z trzeciego piętra jednego z hoteli w Buenos Aires. Śledczy szybko ustalili, że jego śmierć nie była samobójstwem. Niedługo później pięć osób usłyszało zarzuty w sprawie śmierci muzyka. Wśród podejrzanych był m.in. przyjaciel muzyka (niektórzy nazywali go też jego managerem) Roger Nores. Teraz w sprawie nastąpił duży zwrot.
Liam Payne poleciał do Argentyny właśnie z Rogerem Noresem, aby odnowić wizę na pobyt w USA i obejrzeć występ swojego byłego kolegi z zespołu Nialla Horana. Roger miał odwiedzić Payne'a w hotelu trzy razy w ciągu kilku godzin przed jego śmiercią. Daily Mail szybko zaczął opisywać się o tym, że to właśnie przyjaciel muzyka jest "osobą z bliskiego otoczenia", która została oskarżona. Nores nie pojawił się także na pogrzebie Payne'a, bo rodzina gwiazdora uznała, że ten nie jest mile widziany.
Teraz portal The Mirror podaje, że Roger Nores przestał być podejrzanym w sprawie i został oczyszczony ze stawianych mu zarzutów (prokuratura twierdziła, że był przedstawicielem Liama i nie wywiązał się ze swojego obowiązku opieki nad nim). Adwokat Noresa Rafael Cuneo Libarona potwierdził, że jego klient został uznany przez sąd za niewinnego i jest z tego powodu "bardzo szczęśliwy".
Zawsze utrzymywaliśmy, że Rogelio Nores nie był odpowiedzialny za śmierć Liama Payne’a. Był tylko jego przyjacielem i nie miał żadnego obowiązku ani prawnego zobowiązania do zapewnienia mu bezpieczeństwa
- podkreślał prawnik.
Przypomnijmy, że Nores zabrał głos niedługo po tym, jak w sieci pojawiły się informacje o jego oskarżeniu. "Kiedy wychodziłem, w hotelowym lobby znajdowało się ponad 15 osób, które z nim (Paynem - przyp. red.) rozmawiały i żartowały. Nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się wydarzyć. 17 października zeznawałem przed prokuratorem w charakterze świadka i od tamtej pory nie rozmawiałem z żadnym funkcjonariuszem policji ani prokuratorem. Nie byłem menadżerem Liama, był po prostu moim bliskim przyjacielem. (...) Jestem naprawdę załamany tą tragedią i każdego dnia tęsknię za nim" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym na portalu Mail Online.
Na tym nie koniec - dwóch pracowników hotelu CasaSur Palermo w Buenos Aires oskarżonych o to samo przestępstwo także zostało oczyszczonych z zarzutów. Chodzi o recepcjonistę, który zadzwonił pod numer 911 chwilę przed śmiercią Liama, oraz o szefa ochrony hotelu. Obu mężczyznom podobno groziło do pięciu lat więzienia.
Klimczak zmarł na raka trzustki. Tak mówił o pierwszych objawach choroby. Przejmujące słowa
Szokujące wyznanie Sharon Stone. Mąż miał się z nią rozwieść przez mastektomię
Trump się odpalił i znowu doszło do starcia z dziennikarką. "Powinnaś się wstydzić"
Fabijański i Darya wyszli na scenę w Opolu i zrobili show. Internet rozpalony do czerwoności
Dawid Podsiadło podpadł fanom. I to jak. Teraz się tłumaczy
Marina i Szczęsny świętują rocznicę ślubu. Tłumy gwiazd i... robot przybyły na imprezę. Jest luksusowo, i tak jak!
Michał Wiśniewski nie czekał na wyniki i w pośpiechu opuścił Opole. Wiadomo, co się stało
Wiadomo, dlaczego Skawiński nie ma żony i dzieci. Gdzie indziej ulokował uczucia
Wojciechowski rozjuszył internautów słowami o depresji. Teraz się tłumaczy