Joanna Kurska nie ma po drodze z nowymi władzami spółki Telewizji Polskiej. Na początku poinformowano, że miała zarabiać spore kwoty, choć nie pojawiała się w pracy. Niedawno w "Newsweeku" pojawił się artykuł, w którym dziennikarz zarzucił żonie byłego prezesa TVP, że wzięła sporą łapówkę. Spotkało się to z ostrą reakcją Kurskiej, która dodała wymowny wpis. To jednak nie spodobało się likwidatorowi TVP. Postanowił jej odpowiedzieć.
"Newsweek" opublikował materiał, w którym producent telewizyjny Ryszard Krajewski opowiedział o łapówce, której beneficjentką miała być Joanna Klimek - obecnie Joanna Kurska. Te rewelacje spotkały się z reakcją oskarżonej o przyjęcie sporej kwoty. Na Instagramie Kurska opublikowała mocny wpis, w którym oskarża gazetę o szerzenie nieprawdziwych informacji. " Oświadczam, że nigdy nie wzięłam od nikogo żadnej łapówki (...) Teraz uzurpatorzy z TVP, którzy za wszelką cenę próbują zdyskredytować poprzednie kierownictwo, najwyraźniej targują się z szantażystą, że jeśli chce produkować dla TVP, to musi fałszywie zeznawać w prokuraturze przeciw nim".
To właśnie te słowa we wpisie nie spodobały się władzom Telewizji Polskiej. Wystosowano pismo do Joanny Kurskiej "z żądaniem zaprzestania działań naruszających dobre imię Spółki i członków jej organów oraz usunięcia skutków tych naruszeń". Likwidator zażądał, by żona Jacka Kurskiego usunęła post ze swoich social mediów. Kobieta ma opublikować wpis, w którym wysnuwa "stwierdzenie o nieprawdziwości informacji zawartych w ww. wpisie". Kurska ma również opublikować przeprosiny, a także wpłacić na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy kwoty 100 tysięcy złotych.
Aktualne władze Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji w ramach realizacji misji publicznej za priorytet stawiają sobie działania w zakresie szerzenia prawdy, z poszanowaniem wolności słowa, godności człowieka oraz zachowaniem najwyższych standardów dziennikarstwa i debaty publicznej. Nie ma i nie będzie z naszej strony przyzwolenia do szkalowania dobrego imienia Spółki, przez osoby, którym ta zmiana w widoczny sposób nie odpowiada
- takie słowa możemy przeczytać w oświadczeniu.
W głównym programie informacyjnym Telewizji Polskiej padły informacje związane z zatrudnieniem Joanny Kurskiej. Dziennikarka miała podobno pobierać pensję ponad 100 tysięcy złotych miesięcznie. W "19:30" porównano jej zarobki z pensjami nauczycieli i posłów. To bardzo zdenerwowało byłą dyrektorkę "Pytania na śniadanie". W rozmowie ze Światem Gwiazd skomentowała sytuację. Już wiemy, że postanowiła pozwać "19:30" oraz kierującego redakcją programu.
To oszczerstwa na mój temat, nigdy nie miałam pensji 117 tys. miesięcznie, jak podano w TVP, to, co zrobili, to szczucie i hejt, który ma mnie zohydzić. Nigdy nie zarabiałam więcej niż poprzednik na tym stanowisku. Jako dyrektor programowy zarabiałam 23 tys. brutto i grosza nie wzięłam za równoczesne pełnienie obowiązków dyrektora marketingu. Najwyższa zaś miesięczna wypłata, jaką kiedykolwiek dostałam w telewizji, opiewała na 32 tys. zł (tzw. podstawa etatu plus honorarium producenta) za produkcję 30 wydań miesięcznie "Pytania na śniadanie"
- wyznała.
Andrzej z "Rolnicy. Podlasie" zdradził, ile zebrał do puszki WOŚP. "Jak za jeden dzień, to chyba dobrze"
Czerwik i Sierpiński oceniają kreacje z Grammy 2026. "Jak na nią, to po prostu bida"
Paskowy TVN zażartował ze zdjęcia polityka. "Polska 2050 ma nową szefową, Hołownia..."
Emocjonalny wpis Pawła Małaszyńskiego. "Dwa lata temu umarł uśmiech"
Hołownia ogłasza na Instagramie: Dojrzałem do poważnej decyzji. Jego wpis wywołał sporo emocji
Gwiazdy podczas Grammy uderzyły w Trumpa i ICE. Były owacje na stojąco
Internauci zagotowali się po "The Voice Senior". Oberwało się Jeżowskiej
Sara James pojawiła się na studniówce w blondzie. Lawina komentarzy
Agnieszka Byrska-Zaczyk nie żyje. "Przykro, wyrazy współczucia dla rodziny"