Justyna Steczkowska rozsierdzona telefonem od dziennikarza BBC. "Palant. Ludzka podłość nie zna granic"

Zazwyczaj grzeczna jak anioł Justyna Steczkowska zaskoczyła swoim wyznaniem. Poszło o telefon od zagranicznego dziennikarza, który miał ją wyprowadzić z równowagi swoimi oczekiwaniami.

Justyna Steczkowska dba o kontakt z fanami i regularnie uzupełnia swoje media społecznościowe, na których możemy nie tylko znaleźć informacje o jej koncertach i przeróżnych aktywnościach zawodowych. Czasem łączy się z fanami na transmisjach i chętnie odpowiada na wszystkie pytania. Pokazuje też zdjęcia z wakacji czy chwil z rodziną. Obecnie jej profil na Instagramie obserwuje ponad 209 tys. użytkowników. We wtorek pojawiło się na nim na InstaStories zaskakujące wideo. Piosenkarka z nałożonym filtrem na twarzy, który zdeformował jej twarz, opowiedziała o telefonie, który ją zaskoczył. To nagranie możecie zobaczyć poniżej.

Zobacz wideo Justyna Steczkowska opowiada o telefonie od dziennikarza BBC

Dziennikarz BBC dzwonił do Justyny Steczkowskiej?

Patrząc na to, że Steczkowska słynie z poczucia humoru i nałożyła na twarz zabawny filtr, niektórzy mogą przypuszczać, że sytuacja nie zdenerwowała ją tak mocno, jak to przedstawiła. Ale czy na pewno? Jakby nie było, nie przebierała w słowach. Zaliczyła też wpadkę, bo BBC nie jest z Ameryki, a Anglii. - No mówię wam, ludzie są niemożliwi. Dzwoni do mnie dziennikarz z USA z BBC. I mówi, że muszą mieć ze mną wywiad o 9 rano. Ja na niego patrzę i mówię: "Ludzka podłość nie zna granic. Czy pan nie wie, że diwa żeby udzieliła wywiadu o 9. rano, musiałaby wstać o 2. w nocy żeby się przygotować?!" Palant!" - wypaliła. Zwróćmy jednak uwagę, że w przeszłości wrzucała już nagrania w podobnym tonie, gdzie z przymrużeniem oka nazywała się diwą i wyolbrzymiała pewne sytuacje. Na co dzień piosenkarka nie jest agresywną osobą i jednak podczas przeróżnych wypowiedzi publicznych, nie pozwala sobie na takie słowa, jak na ostatnim nagraniu.

Steczkowska uważa, że nie jest diwą. Rodowicz podziwia jej kondycję

Swego czasu Justyna Steczkowska mówiła w sieci, że nie utożsamia się z tym, jakoby ze względu na swój mocny jak dzwon głos, była diwą. "Diwą nie jestem, nigdy nie byłam, nigdy nie będę, bo to jest rzecz niemożliwa. Gdzie mnie do diwy operowej? Poza tym wydaje mi się, że już nie ma takich diw jakie były kiedyś. Staram się żartować z tego, co czasem piszą media na ten temat i pokazać, że mam do tego dystans" - mówiła Steczkowska w internecie, podkreślając, że to pozwala jej nie zwariować i nabrać oddech. "Dystans do siebie to jest podstawa codzienności, żeby nie mieć sztywnego kija w plecach, by domownicy mogli z tobą wytrzymać" - dodała wokalistka. Niedawno Justyna przeżyła mocno przegraną na preselekcjach do Eurowizji. Przypomnijmy, że Luna pokonała ją tylko jednym punktem. Jej utwór z którym startowała, czyli Witch-er Tarohoro" przypadł mocno do gustu Maryli Rodowicz. - Justyna Steczkowska chyba jako jedna z pierwszych pokazała swoją piosenkę na Eurowizję. Potem ją zaśpiewała na sylwestrze. Wow, co to za petarda! Kilkakrotnie to obejrzałam i pomyślałam sobie: "Matko, w jakiej ona jest kondycji, że śpiewa i jeszcze się gimnastykuje". Zamurowało mnie, bo to niezwykle trudne. Byłam pełna podziwu i zazdrości dla jej kondycji, że ona potrafi te wszystkie hopsztosy i pajacyki połączyć z wokalem. Wykonała kawał świetnej roboty. To, co zrobiła, zapamiętuje się na zawsze - podsumowała niedawno w rozmowie z Plotkiem Rodowicz.

Justyna Steczkowska na koncercie w Teatrze Wielkim.Justyna Steczkowska na koncercie w Teatrze Wielkim. Fot. materiały prasowe

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.