Dziennikarka Radia Rzeszów oskarża szefową o mobbing. Pokazała też wyciąg z konta. Tragedia

Alina Pochwat-Cicha oskarżyła swoją pracodawczynię o mobbing. W tle pieniądze, inwektywy i przeciągająca się komisja antymobbingowa.

Alina Pochwat-Cicha to doświadczona dziennikarka, która ma za sobą 33 lata pracy w zawodzie. Od lat związana jest z Radiem Rzeszów. Niestety, w ostatnim czasie - jak twierdzi - atmosfera w pracy stała się dla niej nie do zniesienia. W maju 2023 roku dziennikarka oficjalnie oskarżyła swoją szefową Elżbietę Lewicką o mobbing. Dziennikarka pokazała też, ile zarabia. Włos jeży się na głowie. 

Zobacz wideo Małgorzata Kożuchowska o mobbingu. "Kiedyś to było na porządku dziennym"

Alina Pochwat-Cicha pokazała dane z banku. Tyle zarabia

Alina Pochwat-Cicha od jakiegoś czasu publicznie mówi o tym, że oskarżyła szefową o mobbing. By udowodnić, że jej sytuacja w Radiu Rzeszów jest, delikatnie mówiąc, trudna, postanowiła pokazać, ile wynosi jej honorarium za miesiąc pracy. Na portalu X (dawniej Twitter) pokazała bankowe potwierdzenie przelewu. Widać na nim, że pracownica, która przepracowała w radiu ponad trzy dekady, otrzymała niewiele ponad 860 zł. O problemach związanych z honorarium opowiedziała też w rozmowie z Wirtualnymi Mediami. Alina Pochwat-Cicha twierdzi, że jej zarobki są tak niskie, bo jest usuwana z kolejnych audycji. 

Ten mobbing był kroczący i trwał kilka lat. Wcześniej miałam kilka audycji w tygodniu, a z czasem zaczęłam być odsuwana od ich prowadzenia, aż miałam jedną albo wcale. Od liczby audycji zależą moje honoraria, ponieważ w radiu mamy pensję zasadniczą w wysokości najniższej krajowej i do tego honoraria za prowadzone audycje. Doszło do takiej sytuacji, że moje honoraria wynosiły 500-800 zł miesięcznie - oczytamy.

Ten sam wątek poruszyła również w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". "Mam 33 lata w zawodzie i najniższą krajową. Tak naprawdę zarabiamy na honorariach. Ale moje honorarium za czerwiec wyniosło 634 zł. Za lipiec, w związku z urlopami innych dziennikarzy było nieco wyższe, 1270 zł. Teraz znowu zarobię ok. 600 zł, bo we wrześniu na grafiku mam pięć audycji" - powiedziała. 

Alina Pochwat-Cicha: Nazwała mnie starą wdową, która użala się nad sobą

W rozmowie z rzeszowskim oddziałem "Gazety Wyborczej" Pochwat-Cicha powiedziała też, że szefowa miała publicznie mówić o jej chorobie. Miała też umniejszać fakt, że dziennikarka zmaga się z depresją i zażywa leki. 

Po powrocie ze zwolnienia poprosiłam o dłuższy urlop. Brałam leki, chciałam dojść do siebie. O swojej depresji powiedziałam Przemysławowi Tejkowskiemu i swojej przełożonej - Elżbiecie Lewickiej. Tylko oni wiedzieli, że mam depresję, stany lękowe. Po urlopie, podczas pierwszego spotkania przy koleżankach, moja ówczesna szefowa powiedziała: "Bez przesady, nie tylko ty masz depresję". Poczułam się fatalnie, bo to ciągle stygmatyzujące, poza tym pracodawca nie ma prawa tego ujawniać, bo to udostępnianie danych wrażliwych - wyznała.

Na tym nie koniec, bo dziennikarka miała słyszeć pod swoim adresem inwektywy. "Poszłam znowu na zwolnienie i wtedy szefowa zaczęła na mnie szczuć, że jestem wariatka, świrnięta, histeryczna. Szefowa wykorzystała do obelg moje dane wrażliwe" - zdradziła "Wyborczej". Z kolei w rozmowie z Wirtualnymi Mediami mówiła o innych rzekomych skandalicznych wypowiedziach szefowej. "Nazwała mnie starą wdową, która użala się nad sobą".

Problemy z komisją antymobbingową 

W końcu na wniosek samej zainteresowanej ruszyła komisja antymobbingowa. Dziennikarka twierdzi, że ten proces również przebiega w niewłaściwy sposób. Nim sprawa nabrała rozpędu, miało bowiem minąć aż kilka miesięcy. "Zabrałam dokumenty, maile, SMS-y i przyszłam z tym do pracy. Przedstawicielka pana prezesa, która pełniła funkcję sekretarza komisji, zaczęła na mnie krzyczeć, że miałam to napisać. Siedziałam więc całą noc i na siedmiu stronach przedstawiłam swoją historię, wybierając najbardziej bulwersujące sytuacje. Dołączyłam do pisma dowody w formie maili, zaznaczyłam też, że mam nagrania. Podałam listę świadków, którzy sami się do mnie zgłosili. Włożono to do szuflady, a ja czekałam dalej" - mówiła Wirtualnym Mediom. W rozmowie z portalem zdradziła, że rzekoma zwłoka z powołaniem komisji miała być jedynie początkiem problemów. Podobno na komisji miała stawić się oskarżana Lewicka. Jej obecność powodowała, że świadkowe nie chcieli zeznawać. 

Komisja antymobbingowa stała się komisją mobbingową. O dniu, godzinie przesłuchania świadków wiedzą szefowie, a komisja powinna być poufna. Wszyscy moi świadkowie odmawiają odpowiedzi na pytania w obecności stron. Nie chcą mówić o mobbingu przy byłej przełożonej, bo obawiają się, że znowu może nią zostać. Ja też nie chcę uczestniczyć w przesłuchiwaniu świadków i wpływać w ten sposób na to, co mówią. Zależy mi na rzetelnej ocenie tego, co się stało - zdradziła.

Kiedy Alina Pochwat-Cicha zaprotestowała przeciw takiemu obrotowi spraw i złożyła odpowiednie pismo, prace komisji znów miały ustać. Jak mówi, zarzucono jej, że obstrukcja jest efektem złożonego przez nią wniosku. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Alina Pochwat-Cicha nie jest jedyną dziennikarką, która oskarżyła szefostwo Radia Rzeszów o mobbing. Grażyna Bochenek wygrała sprawę o mobbing właśnie z tym nadawcą. 

Elżbieta Lewicka już odniosła się do sprawy. "Nie ma pani pojęcia o charakterze pracy dziennikarzy"

Co na to druga strona? Portal Wirtualne Media skontaktował się z Elżbietą Lewicką z prośbą o komentarz w tej sprawie. Była przełożona dziennikarki jasno określiła swoje stanowisko i dokładnie wyjaśniła, na jakiej zasadzie odbywa się praca w Polskim Radiu Rzeszów. - Stwierdzenie, że "dziennikarki z tak długim stażem nie wysyła się do pracy reporterskiej" świadczy o tym, że nie ma pani pojęcia o charakterze pracy dziennikarzy Polskiego Radia Rzeszów. Więc wyjaśniam: wszyscy chodzimy i jeździmy w teren, w celu nagrywana materiałów dotyczących bieżących wydarzeń na Podkarpaciu. Zdarza się, że z godziny na godzinę trzeba szybko zareagować i pracować pod presją czasu. Nasza praca ma charakter zadaniowy, w związku z tym otrzymujemy pensję zasadniczą w wysokości najniższej krajowej, a nasze główne zarobki opierają się na wypracowywaniu materiałów, za które otrzymujemy honoraria, czyli każdy materiał dźwiękowy jest osobno wyceniany. To stanowi główne źródło zarobków dziennikarskich - czytamy na portalu wirtualnemedia.pl. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.