Prawniczka Amber Heard gorzko komentuje wyrok i kamery na sali sądowej. "Z całej sprawy zrobili ZOO"

Prawniczka Amber Heard uważa, że podczas rozprawy urządzono w sądzie zoo. Od początku była przeciwna kamerom na sali. Zdradza, co sądzi o wyroku.

Więcej ciekawych newsów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Przez ostatnie sześć tygodni świat żył transmitowanymi rozprawami między Johnnym Deppem, a Amber Heard. W sieci nie brakowało materiałów nawiązujących do sprawy, a zwolennicy obu stron dyskutowali na temat ostatecznego werdyktu.

Zobacz wideo Jak wyglądało małżeństwo Deppa i Heard? Oto najmocniejsze momenty z zeznań świadków

1 czerwca sąd w Wirginii orzekł wyrok na podstawie ustaleń ławy przysięgłych. Zwycięzcą okazał się Johnny Depp, który pozwał eksmałżonkę o zniesławienie. Aktor nie był obecny na sali, jednak po reakcjach jego teamu można było stwierdzić, że są usatysfakcjonowani takim obrotem sytuacji.

Tego samego nie można niestety powiedzieć na temat Amber HeardAktorka już opublikowała oświadczenie, w którym poinformowała, że jest rozczarowana i uważa, że wyrok odrzuca ideę poważnego traktowania przemocy stosowanej wobec kobiet.

Prawniczka Amber Heard komentuje wyrok 

Teraz głos w sprawie zabrała prawniczka Amber Heard. Elaine Charlson Bredehoft uważa, że sąd zezwolił na pewne rzeczy, które w normalnym procesie nie powinny mieć miejsca. Uważa, że był to krok w tył dla ofiar przemocy. Nawiązała także do stanowiska brytyjskiego sądu.

To wysyła w świat okropny komunikat dla ofiar przemocy. Zrobiliśmy krok w tył. To oznacza, że jeśli nie masz w telefonie nagrania, na którym bije cię bliska osoba, to nikt ci nie uwierzy. Brytyjski sąd przyznał, że Depp dopuścił się co najmniej 12 aktów przemocy w sprawie o "żonobijcę", wliczając w to przemoc seksualną w stosunku do Amber. Co to oznaczało dla obrony Deppa? Demonizujmy Amber i odpierajmy zarzuty - argumentowała prawniczka Amber Heard.

Elaine Charlson Bredehoft wyznała, że od początku była przeciwna upublicznieniu sprawy, ponieważ zdawała sobie sprawę z konsekwencji, jakie może to za sobą nieść.

To na pewno nie było bez wpływu i to straszne. To było jak bitwa na rzymskim Koloseum. Od początku sprzeciwiałam się kamerom na sali, mają to na taśmach, i optowałam przeciw tej opcji z racji na delikatną naturę sprawy. Z całej sprawy zrobiono zoo.

Zgadzacie się z prawniczką Amber Heard?

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.