Jerzy Brzęczek opowiedział o śmierci mamy Kuby Błaszczykowskiego. "Nigdy nie zapomnę tamtego wieczoru"

W wieku 10 lat Kubę Błaszczykowskiego spotkała ogromna tragedia. Mama piłkarza została zamordowana i zmarła na rękach piłkarza. Po latach to tragiczne wspomnienie przywołał wujek Kuby, Jerzy Brzęczek.

Kuba Błaszczykowski nie miał łatwego dzieciństwa. Jako dziesięcioletni chłopiec przeżył ogromną traumę. Na jego rękach zmarła mama, którą zabił ojciec piłkarza. Sportowiec kilkakrotnie opowiadał o tej tragicznej historii.

Rok temu w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego", tamte wspomnienia postanowił przywołać obecny trener reprezentacji i wujek Kuby, Jerzy Brzęczek.

Jerzy Brzęczek o śmierci mamy Kuby Błaszczykowskiego

Tamtego wieczoru Jerzy Brzęczek odebrał telefon i usłyszał, że mama Kuby nie żyje.

Nigdy nie zapomnę tamtego wieczoru. Było po 22, żona z dziećmi już spali. Odebrałem telefon, usłyszałem od rodziny, że Hania nie żyje. Musiałem zadzwonić do mojej siostry i brata, drugiego syna Hani, Dawida, którzy przebywali wtedy w Niemczech i przekazać im tę informację.

Ta sytuacja spowodowała, że Brzęczek miał traumę przez długie lata.

Byłem w rodzinie osobą, która często podejmowała ważne decyzje, załatwiała ważne sprawy. To było naturalne. Ale i bardzo trudne, najtrudniejsze. Przez wiele lat każdy dźwięk telefonu po godzinie 22 wywoływał u mnie strach. Podnosiłem słuchawkę zastanawiając się, kogo usłyszę, co się wydarzyło – powiedział Brzęczek w rozmowie z "Przeglądem sportowym".

Selekcjoner wyznał też, że po śmierci swojej siostry miał wyrzuty sumienia. Zastanawiał się, czy popełnił błąd, nie reagując wcześniej na pewne sygnały.

Przyleciałem do Polski na drugi dzień, nie chciałem, by w austriackiej prasie pisano, w jaki sposób zginęła moja siostra. Poprosiłem, by ogłosili, że zmarła w wypadku, prawdę znał tylko trener, menedżer klubu. Zacząłem się zastanawiać, czy czegoś nie zaniedbaliśmy, nie popełniliśmy błędu. Czuliśmy, że może się coś wydarzyć, wszyscy mieliśmy wyrzuty sumienia, że nie zareagowaliśmy wcześniej. Gdybyśmy coś zrobili, może udałoby się zapobiec tej tragedii. Ja byłem daleko, najtrudniej było mamie, chłopcom, rodzeństwu, czyli tym, którzy zostali w Truskolasach. Zawsze powtarzam, że podziwiam mamę, która mimo tylu tragicznych przeżyć, ma tak wiele energii i zawsze dawała nam wszystkim siłę – wyjawił.

Kuba Błaszczykowski o śmierci swojej mamy

Kilka lat temu na rynku ukazała się biografia Kuby Błaszczykowskiego. Piłkarz opisał w książce to tragiczne zdarzenie.

Bawię się klockami, jest uchylone okno i naglę słyszę rozmowę. Wiem, kto rozmawia, zamarłem, i słyszę, jak się kłócą. I słyszę: A masz ty k.! I krzyk: Aaa! Wybiegłem, jak stałem. I widzę, jak mama leży w rowie, i widzę, jak ojciec odchodzi. Wróciłem do domu i krzyczę: Mama leży w rowie.

Dalej było tylko gorzej. Dziesięcioletni Kuba wrócił do domu i zorientował się, że jego mama nie żyje:

Wróciłem do niej i zacząłem jej dotykać, taki specyficzny zapach się unosił. Myślałem, że to mleko się wylało. Wziąłem ją za rękę, a moje dwa czy trzy palce wpadły do rany. Wtedy wiedziałem, że jest niedobrze. Wydaje mi się, że mama zmarła mi na rękach. Trzy ostatnie wdechy wzięła i już nic. Cisza. Pobiegłem w skarpetkach, bo nawet butów nie założyłem, zadzwonić po pogotowie. Jak wróciłem, wszyscy już tam byli. A potem to już wszystko było obok mnie. Byłem oszołomiony.

Nawet trudno sobie wyobrazić, co musiał w takim momencie czuć mały chłopiec...

KS

Więcej o: