Narzeczony Halejcio twierdzi, że go oszukali. W tle 800 tys. zł. Odpalił się, mówiąc o prokuraturze

Milioner i przedsiębiorca Oskar Wojciechowski opublikował na Instagramie nagranie, w którym opowiada, że rzekomo został oszukany na 800 tys. zł. Podobno nie może liczyć w tej sprawie na pomoc prokuratury.
Klaudia Halejcio i Oskar Wojciechowski
Fot. Instagram oskar_selfmade/Instagram ; KAPIF

Klaudia Halejcio związała się z przedsiębiorcą Oskarem Wojciechowskim. Para mieszka w willi wartej ponad dziewięć milionów złotych (przy rosnących cenach nieruchomości z pewnością zyskała jeszcze na wartości) i wychowuje wspólnie córkę Nel (Oskar ma jeszcze córkę z poprzedniego związku). Narzeczeni zwykle chwalą się w mediach społecznościowych luksusowym życiem, jakie wiodą. 5 stycznia jednak Wojciechowski, który działa w branży nieruchomości, poinformował o problemach finansowych. Twierdzi, że został oszukany. 

Zobacz wideo Klaudia Halejcio o swoim domu wartym miliony. "Czujemy się w nim, jakbyśmy byli na wakacjach"

Oskar Wojciechowski utrzymuje, że oszukano go na 800 tysięcy złotych

Oskar Wojciechowski opublikował na Instagramie nagranie, w którym żali się, że stracił sporą sumę pieniędzy. Chodzi o 800 tysięcy złotych, których rzekomo nie wypłaciła mu jedna z firm, z którą współpracował. 

Na prokuraturę złożyłem zawiadomienie o możliwość popełnienia przestępstwa, ponieważ jedna z firm, z którą współpracowałem, nie zapłaciła mi ponad 800 tysięcy złotych. I jasno w mailach twierdziła, że nie mają zamiaru tego zrobić, że spółkę postawią w upadłość i że generalnie zobaczę jedno wielkie g***o

- opowiadał oburzony. 

Przedsiębiorca narzekał także na działania prokuratury. Twierdził, że ta nie chce zając się sprawą. Podobno prokuratura odesłała go do sądu. - Prokuratura powiedziała mi jasno, że nie wszczyna postępowania w tego typu sprawie. Jest to spór gospodarczy i mogę sobie iść na drogę sądową. Nie, no k***a, z*******e, po prostu super - grzmiał narzeczony Halejcio. 

W dalszej części nagrania milioner narzekał na to, jak według niego działa prokuratura w Polsce. - W momencie, kiedy ukradniesz batonika ze sklepu, gdzie umówmy się, jest to totalnie haniebny czyn, ale nagle na sygnale przyjeżdża policja i masz z defaultu założone takie postępowanie. Wtedy jakoś państwo potrafi działać i za batonika taką sprawę prowadzić, ale w momencie, kiedy przedsiębiorca przedsiębiorcy nie zapłaci, czy to o kilkaset tysięcy, czy miliony złotych, nie ma żadnego problemu - mogli usłyszeć internauci. 

Narzeczony Klaudii Halejcio narzeka też na sądy

Milioner ironicznie odniósł się do wskazówek prokuratury Założył, że na drodze sądowej nic nie zdziała. Narzekał też na koszty, jakie mogłaby generować taka sprawa sądowa. - Idź sobie do sądu. I co w tym sądzie niby mam zrobić? Co ja tam mam zrobić? Dzisiaj na dzień dobry trzeba zapłacić pięć procent opłaty sądowej, czyli w tym wypadku kolejne 40 tysięcy złotych, żeby tę sprawę prowadzić. Oczywiście trzeba mieć prawnika jak nie jednego, to dwóch. I za pięć, sześć lat - bo tyle to potrwa w sądzie gospodarczym w Warszawie z drugą instancją - dowiem się, że firma dawno splajtowała i jej nie ma, jest postawiona w upadłość, a po prezesie ani widu, ani słychu. Taka jest po prostu rzeczywistość - grzmiał, narzekając przy tym na los przedsiębiorcy w Polsce. 

 
Więcej o: