Bralczyk znów podjął temat "zdychania" zwierząt. "Słowo nie jest dla mnie pejoratywne"

Wystarczyło jedno słowo, by w 2024 roku rozpętała się ogólnopolska dyskusja. Teraz Jerzy Bralczyk wraca do sprawy "zdychania" zwierząt i ponownie tłumaczy, dlaczego nie uważa tego określenia za pejoratywne. Przy okazji wspomniał o fali hejtu, z którą musiał się mierzyć.
Jerzy Bralczyk
Jerzy Bralczyk, KAPiF

W lipcu 2024 roku wypowiedź Jerzego Bralczyka na temat określenia używanego wobec umierających zwierząt wywołała szeroką dyskusję. Językoznawca stwierdził wówczas, że w przypadku psa właściwym dla niego określeniem jest "zdechł", a nie "umarł'. Choć jego słowa spotkały się z falą krytyki, profesor nie zamierza zmieniać swojego stanowiska. Po ponad dwóch latach Bralczyk ponownie odniósł się do tej kwestii.

Zobacz wideo Patrycja Kazadi o słowach profesora Bralczyka

Jerzy Bralczyk znów o "zdychaniu" zwierząt. "Słowo nie jest dla mnie pejoratywne"

W podcaście "W stylu Krychowiaka" w RMF FM Jerzy Bralczyk wyjaśnił, że słowo "zdychać" nie ma dla niego obraźliwego charakteru, jeśli odnosi się do zwierząt.

Słowo "zdychać" nie jest dla mnie pejoratywne. W odniesieniu do człowieka tak, ale w odniesieniu do zwierzęcia nie. Miałem dwa koty ulubione, jeden był wręcz ukochany i on zdechł. Niestety. Przykro mi

- powiedział. Tym samym językoznawca potwierdził, że jego poglądy w tej sprawie pozostają takie same. Jak podkreślił, używanie słowa "zdechł" w odniesieniu do zwierzęcia wynika z tradycyjnego sposobu posługiwania się językiem.

Warto przypomnieć, że pierwsza wypowiedź Bralczyka wywołała w 2024 roku wyjątkowo dużo emocji. Profesor tłumaczył wówczas, że określenie "umarł" w stosunku do zwierzęcia jest dla niego nienaturalne, nawet jeśli chodzi o ukochanego pupila. - Jednak co ludzkie, to ludzkie. Jestem starym człowiekiem i te tradycyjne formuły i tradycyjny sposób myślenia... Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies "umarł", będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety "zdechł". Bardzo lubię zwierzęta, naprawdę - mówił.

Sam Bralczyk po latach przyznał, że fala krytyki była dla niego przykra. Jak stwierdził w rozmowie z Krychowiakiem, odniósł wrażenie, że przedstawiono go jako osobę, która nie darzy zwierząt sympatią.

Bardzo dużo hejtu dostałem. Przykro mi z tego powodu, bo wyszedłem na kogoś, kto nie lubi zwierząt. A cierpienia zwierząt są dla mnie jak cierpienia ludzi

- wyznał.

Jerzy Bralczyk o słowie "Murzyn". "Potrzebne mi jest to słowo"

W tej samej rozmowie językoznawca został również zapytany o inne określenie, które we współczesnej polszczyźnie budzi kontrowersje. Chodziło o słowo "Murzyn". Bralczyk zaznaczył, że z jego perspektywy wyraz ten nadal może być potrzebny do opisywania osób o ciemnym kolorze skóry. 

Potrzebne mi jest to słowo na określenie ludzi, którzy tak wyglądają, mają ciemną skórę. Przecież ja nie czuję żadnej wyższości nad ludźmi czarnymi. Absolutnie

 - stwierdził. Mimo to Bralczyk zaznaczył, że jeśli dane określenie kogoś razi lub sprawia mu przykrość, bierze to pod uwagę i nie będzie używał go wobec takiej osoby. - Wobec nich tak nie powiem, bo ja nie lubię sprawiać przykrości - podsumował.

Więcej o: