16 sierpnia w mediach wybuchła afera, której bohaterami byli Jacek Kawalec i Zenek Martyniuk. Wszystko dlatego, że wokalista zespołu Budka Suflera podczas jednego z ostatnich występów zakpił z króla disco polo i sparodiował go (więcej na ten temat przeczytacie TUTAJ). Nie spodobało się to liderowi Budki Suflera, Tomaszowi Zeliszewskiemu, który postanowił publicznie przeprosić Martyniuka. W efekcie Kawalec odszedł z zespołu. 21 sierpnia o całym zamieszaniu opowiedział na antenie śniadaniówki TVN-u.
Na kanapie "Dzień dobry wakacje" Kawalec podkreślił, że już wielokrotnie parodiował występy disco polo, a jego satyryczne materiały na ten temat krążą w sieci od lat. - Parodia, którą zrobiłem już parę lat temu, jeszcze zanim trafiłem do zespołu Budka Suflera, krąży w necie od bardzo dawna. Napisałem tekst, który jest jakby moim spojrzeniem na zjawisko, jakim jest disco polo i od jakiegoś czasu używam go scenicznie w swoich solowych występach. Oczywiście nie z Budką Suflera, tylko poza nią - opowiadał muzyk.
Kawalec dodał, że dotąd jego parodie miały nie przeszkadzać Tomaszowi Zeliszewskiemu. Nagle coś się jednak zmieniło. - I nagle jednemu z moich kolegów z zespołu to się nie spodobało. A dzień wcześniej słyszał tę piosenkę w moim wykonaniu na żywo i nie powiedział mi w oczy, że to jest nie w porządku. Wystosował oświadczenie, pod którym podpisał się jako cały zespół, nie informując o tym ani mnie, ani reszty zespołu, co uważam za przekroczenie warunków współpracy - grzmiał aktor.
Kawalec zapytany o to, czy parodiuje Zenka, stwierdził, że odnosił się do szeroko rozumianej muzyki disco polo. - Nie, niekoniecznie nawet Zenka Martyniuka. To są po prostu występy parodystyczne, w których odnoszę się do zjawiska disco polo. To moja artystyczna interpretacja tego gatunku muzyki - podkreślił.
Kawalec zapytany o to, czy został wyrzucony, zaprzeczył. Wyraźnie zaznaczył, że sam podjął decyzję o odejściu z zespołu, bo został ocenzurowany. - Nie, oni nie powiedzieli, że kończą [współpracę ze mną - red.], tylko ja powiedziałem, że kończę. Uznałem to za chwyt poniżej pasa wobec kogoś, kogo uważa się za kolegę. (...) Po 1989 roku nikt nie ma prawa cenzurować wypowiedzi artystycznych - usłyszeli widzowie.
Aktor podkreślił ponadto, że odszedł z zespołu, ale zagra ostatnie koncerty, bo czuje się do tego zobowiązany. - Będę miał jeszcze okazję pożegnać się z widownią, która oglądała mnie na scenie z Budką Suflera. W moim oświadczeniu rezygnującym ze współpracy, chcąc uniknąć problemów dla menedżera, którego bardzo szanuję za jego pracę, oraz dla organizatorów koncertów (gdzie umowy gwarantowały mój udział pod groźbą dużych kar), postanowiłem zagrać ostatnie zakontraktowane koncerty. Potem jednak definitywnie kończę współpracę, bo nie tak to sobie wyobrażałem - wyznał.
Kawalec nie martwi się przy tym o swoją zawodową przyszłość. Jak powiedział w śniadaniówce TVN-u, nie narzeka na brak pracy. - Teraz będę miał więcej przestrzeni na własną działalność. Przygotowuję obecnie trzy utwory (...). Jesienią pojawią się kolejne dwie piosenki. Oprócz tego nigdy nie porzuciłem aktorstwa - to mój zawód i pozostanę mu wierny do końca - zaznaczył. Na koniec pozdrowił fanów Zenka, Budki Suflera oraz swoich, a także samego Zenka.
Mąż Gawryluk jest nauczycielem. Pokazał wypłatę za nadgodziny. "Cyrk, naprawdę"
Pamiętacie skina z "Rancza"? Już tak nie wygląda! Z brodą moglibyście go nie poznać
Były chłopak Bianki Chajzer zabrał głos. Miał się z nią spotykać, gdy poznała Filipa
Tego Magda Gessler się nie spodziewała. "Pierwszy raz w życiu mnie to spotkało"
Pokazała Amerykaninowi Polskę. To go zszokowało. "Nie mógł się oswoić"
Dobrosz-Oracz zareagowała na oświadczenie TVP ws. słów Berkowicza. "Dziś ja, jutro ktoś inny"
Uczestniczka "Milionerów" powiedziała to przed całą Polską. W sieci zawrzało
Przejmujące chwile w "The Voice of Poland". Po tym występie Baron wspomniał o synu
Olejnik oburzona słowami Berkowicza. Ujawnia: Podałam posła do sądu