Żulczyk świadkiem wstrząsającej sceny w rogrzanym pociągu. "Na naszych oczach zmarł"

Jakub Żulczyk podzielił się z internautami dramatyczną historią ze swojej podróży pociągiem z Warszawy do Berlina. Pisarz był świadkiem śmierci psa jednego z pasażerów i nie ukrywał, że był to jeden z najbardziej poruszających obrazów, jakie widział. Przy okazji zwrócił uwagę na ekstremalne warunki panujące w wagonie i nie szczędził mocnych słów pod adresem osób bagatelizujących falę upałów.
Jakub Żulczyk opisał wstrząsające chwile w pociągu. 'Nie widziałem nic smutniejszego'
fot. KAPIF, Agencja Gazeta.pl

Jakub Żulczyk opublikował w mediach społecznościowych przejmującą relację ze swojej podróży pociągiem relacji Warszawa-Berlin. Jak opisał, do jego przedziału w Poznaniu dosiadł się mężczyzna podróżujący z ośmioletnim buldogiem. Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, jednak po niespełna godzinie zwierzę nagle zaczęło się źle czuć. "Wczoraj, w pociągu Warszawa - Berlin do naszego przedziału dosiadł się facet z psem, ośmioletnim buldogiem. Dosiadł się w Poznaniu. Po czterdziestu minutach pies na naszych oczach zmarł. Najpierw zwymiotował, potem dostał drgawek, i tyle" - napisał dramatyczną informację. 

Zobacz wideo Rekordowe temperatury. Fala upałów ogarnia całą Europę

Tragedia podczas podróży pociągiem. Jakub Żulczyk był świadkiem dramatycznych scen

Żulczyk wspominał, że pasażerowie natychmiast ruszyli z pomocą. "Próbowaliśmy go reanimować, potem zmieniła nas pani z przedziału obok, która okazała się pielęgniarką. Konduktor przez radiowęzeł zapytał, czy na pokładzie jest weterynarz. Przybiegła jakaś dziewczyna, na widok psa wyszeptała tylko: 'k***a, ja jestem tylko technikiem, myślałam że on jest odwodniony'" - możemy przeczytać w niezwykle smutnym poście.

Po zatrzymaniu pociągu właściciel wysiadł ze swoim pupilem w Świebodzinie, licząc na pomoc weterynaryjną. Zdaniem pisarza było już jednak za późno. "Facet wysiadł w Świebodzinie, próbował tam pewnie zadzwonić po pogotowie weterynaryjne, ale było już myślę po frytkach. Nie widziałem nic smutniejszego niż ten biedny, zapłakany gość wynoszący z pociągu swojego martwego psa" - czytamy.

Żulczyk zastanawiał się, co mogło doprowadzić do tragedii. Zwrócił uwagę na bardzo wysoką temperaturę panującą w wagonie. "Może to wina kolei; w przedziale było, oceniam to jako doświadczony sauniarz, grubo powyżej czterdziestu stopni" - zaznczył. Jak dodał, różnicę odczuł dopiero po przyjeździe do Niemiec. "Dość powiedzieć, że wysiadając na peronie w Berlinie gdzie było 39 stopni poczułem ulgę, że jest chłodniej" - podkreślił. 

Wstrząsający wpis Jakuba Żulczyka po podróży pociągiem. Opisał dramat właściciela psa

Pisarz podkreślił jednocześnie, że nie zamierza jednoznacznie wskazywać winnych. Zwrócił uwagę, że znaczenie mogły mieć zarówno warunki w pociągu, jak i sam fakt podróżowania z wiekowym, otyłym psem podczas rekordowych upałów. "Może też ten facet nie powinien w taką pogodę podróżować z psem który miał osiem lat i nadwagę" - czytamy.

Dodał jednak, że szukanie odpowiedzialnych nie zmieni tego, co się wydarzyło. "Nie wiem czy rozstrząsanie tego ma większy sens. Wiem, że jeśli ktoś mówi że za dzieciaka takie upały były normalne jest zwyczajnie p**********y" - zaznaczył. Wpis błyskawicznie obiegł sieć, wywołując poruszenie i dyskusję na temat bezpieczeństwa zwierząt podczas podróży w ekstremalnych warunkach.

Więcej o: