Michał Fajbusiewicz (a tak naprawdę Marian Fajbusiewicz, bo takim imieniem się przedstawiał, dopóki nie stracił głowy dla dziennikarki Barbary Chrzczonowicz. - Powiedziała, że będzie się wstydziła powiedzieć w towarzystwie "Maniek, chodź tu", więc powiedziałem jej, że może mi imię wymyślić. I tak zostało - zdradził w rozmowie z Gazetą.pl, dodając, że formalnie w urzędzie nigdy nie zmienił imienia) to popularny dziennikarz, który rozpoczął pracę w telewizji jako redaktor w TVP3 Łódź. Przez lata realizował i prowadził program o tematyce kryminalno-śledczej "Magazyn Kryminalny 997". Jak wspomina pracę na planie?
Michał Fajbusiewicz wystąpił w programie "Dzień dobry TVN" i wrócił wspomnieniami do pracy na planie "Magazynu Kryminalnego 997". Przypomniał, że aktorzy i statyści odgrywali w formacie prawdziwe sceny zbrodni, by zobrazować widzom, jak mogły wyglądać wydarzenia. Wielokrotnie zdarzało się jednak, że publika myliła ich z prawdziwymi przestępcami.
- Do tej pory mnie niektórzy pytają, czy te zdarzenia to były prawdziwe, czy to było reality? To mnie denerwowało w sumie. (...) Muszę powiedzieć, my nawet informowaliśmy często, bo ludzie nie odróżniali na przykład aktorów czy statystów od tych prawdziwych przestępców. No i z tego rodziły się problemy, bo przecież ilu aktorów było zamykanych na kilka godzin wyciąganych gdzieś z pociągów, bo ktoś kogoś rozpoznał - wspomniał w śniadaniówce.
Sytuacje na planie były również trudne dla samego Fajbusiewicza. - Ja miałem do czynienia, jak przyjeżdżałem na plan, z rodzinami ofiar. Traktowali mnie jak prokuratora generalnego, jak księdza, jak komendanta głównego milicji czy policji. I parę godzin musiałem ich wysłuchiwać, a wtedy aktorzy czekali, żeby wejść na plan, a ja nie mogłem odepchnąć matki, której zamordowano córkę czy syna. I to był dla mnie problem - powiedział. Dziennikarz dodał, że rozwiązał problematyczną kwestię, rezygnując z nagrań w miejscach, gdzie doszło do zbrodni.
Krzysztof Skórzyński poprosił Fajbusiewicza o to, czy mógłby wskazać sprawę, która szczególnie zapadła mu w pamięć. Dziennikarz wspomniał o zaginięciu swojej byłej dziewczyny Barbary Chrzczonowicz, która zniknęła bez śladu w 1986 roku (warto nadmienić, że o tej samej sprawie mówił również w rozmowie z Gazetą.pl, Fajbusiewicz zrobił również o Chrzczonowicz reportaż).
Media podkreślały rolę męża kobiety, który przekonywał, że miała ona wyjechać do Warszawy. W mieszkaniu zostały jej osobiste rzeczy oraz psy. Sprawa nie została wyjaśniona, a śledczy nie zebrali materiału dowodowego umożliwiającego postawienie zarzutów. - Moja dziewczyna najprawdopodobniej została zamordowana, nawet jesteśmy pewni, razem z policją. Sprawa nigdy się nie wyjaśniła. (...) Ona była znaną dziennikarką, ona nawet była korespondentką głównego wydania dziennika telewizyjnego - opowiadał. - Niesamowita dziewczyna, ale kiedy to się stało, to znaczy ona zniknęła w 1986 roku, ja już nie miałem z nią żadnego związku - dodał.
Wiadomo, kto będzie nowym komentatorem "Szkła kontaktowego". To znany twórca internetowy
Zaroiło się od plotek o jej relacji z Marcinem Prokopem. Mery Spolsky reaguje
Hejtowali stylizację Wieniawy. Teraz im odpowiedziała. "Ludzie czują się bezkarni"
Woźniak-Starak zdradziła sekret diety. Trzyma się jednej zasady
Wygląda jak z butiku, a to Sinsay. Komplet w dwóch kolorach za mniej niż 100 złotych
Gąsowski spotykał się ośmioma kobietami jednocześnie. Po latach zdradził, dlaczego nigdy się nie ożenił
Dorota Wellman wprost o popularnym leku. "Nie muszę go brać". Nie przebierała w słowach
Piotr Rubik wyjeżdża ze szpitala na wózku inwalidzkim. Agata Rubik wyjaśnia, co się stało
Pakulnis nie gryzła się w język. Mocne słowa o Kościele. "Chcą ustanawiać reguły dla wszystkich, a sami je łamią"