Angelika Trochonowicz, znana w sieci jako Andziaks, od lat pokazuje swoim widzom codzienne życie, zakupy, podróże i rodzinne chwile. Ostatnio influencerka opowiedziała o wiadomości, którą miała otrzymać od jednego z odbiorców. Jak relacjonowała, jej filmy dają mu pozytywną energię i sprawiają, że "od razu chce mu się żyć". Choć takie słowa mogą być dla twórczyni źródłem satysfakcji, jednocześnie otwierają dyskusję o tym, jak odpowiedzialnie mówić o zdrowiu psychicznym i wpływie internetowych treści na samopoczucie odbiorców. Czy poprawa nastroju po obejrzeniu ulubionego twórcy rzeczywiście może być utożsamiana z leczeniem depresji? Jakie konsekwencje może mieć sugerowanie, że internetowe materiały pomagają wyjść z poważnego kryzysu psychicznego? O te kwestie zapytaliśmy psycholożkę Renatę Orłowską, która zwraca uwagę na istotną różnicę między chwilową ulgą a rzeczywistym leczeniem.
Renata Orłowska już na początku rozmowy z Plotkiem zaznacza, że nie śledzi twórczości Andziaks, dlatego nie zamierza oceniać jej ani jako influencerki, ani jako człowieka. Koncentruje się wyłącznie na samym przekazie dotyczącym gorszego samopoczucia. Jak wyjaśnia, depresja nie jest zwykłym pogorszeniem nastroju, które można odwrócić za pomocą przyjemnej rozrywki. To choroba wymagająca odpowiedniego rozpoznania i profesjonalnego leczenia. Orłowska przywołuje również stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która wskazuje na skuteczność dostępnych metod leczenia depresji, w tym psychoterapii i farmakoterapii. Problemem pozostaje ograniczony dostęp do pomocy, nawet w krajach o wysokich dochodach. - Gdy ktoś z dużym zasięgiem sugeruje, że "leczy" filmami, ten problem się pogłębia - zauważa.
Psycholożka nie neguje, że internetowe treści mogą mieć pozytywny wpływ na odbiorców. Zwraca jednak uwagę, że pozytywny wpływ na samopoczucie nie jest równoznaczny z leczeniem depresji. - Czy film może pomóc? Może. I nie zamierzam tego wyśmiewać - zaznacza psycholożka. Na poparcie tej tezy przywołuje metaanalizę opublikowaną w sierpniu 2026 roku w czasopiśmie "JMIR Mental Health". Jej autorzy, Yixuan Li, Zihao Liu i Fangqing Liu z uniwersytetów w Edynburgu, Leicester i Manchesterze, analizowali relacje paraspołeczne, czyli jednostronne więzi emocjonalne, które odbiorcy tworzą z influencerami.
Wynika z niej, że takie więzi wiążą się zarówno z lepszym samopoczuciem, jak i z problematycznym, kompulsywnym korzystaniem z mediów społecznościowych. Autorzy nazywają to wprost mieczem obosiecznym. Pozytywne efekty, zwłaszcza dla dobrostanu, były silniejsze, ale większość analizowanych badań była przekrojowa, więc nie dowodzi, że to influencer cokolwiek "wyleczył"
- tłumaczy Orłowska. Ekspertka przywołuje również badanie opublikowane w "Scientific Reports" w 2022 roku. Pokazało ono, że film na YouTubie, w którym twórca opowiadał o swoim zaburzeniu osobowości borderline, pomógł zmniejszyć uprzedzenia widzów wobec osób zmagających się z problemami psychicznymi. Wskazuje też na metaanalizę Thomasa Niederkrotenthalera i współpracowników, opublikowaną w "The Lancet Public Health" w 2022 roku. Badacze opisali w niej tak zwany efekt Papageno, zgodnie z którym historie nadziei i wychodzenia z kryzysu samobójczego mogą zmniejszać myśli samobójcze u osób szczególnie wrażliwych.
Treść w internecie może więc być kołem ratunkowym. Koło ratunkowe nie jest jednak statkiem
- podsumowuje psycholożka.
Gdzie zatem przebiega granica między pomocą a leczeniem? Zdaniem Orłowskiej kluczowe jest odróżnienie chwilowej poprawy nastroju od działań, które mają na celu leczenie choroby. - Granica przebiega tam, gdzie kończy się ulga, a zaczyna leczenie. Chwilowa poprawa nastroju to samoregulacja: coś na moment odciąga od ruminacji i daje oddech. To cenne, ale nie zmienia przebiegu choroby. Leczenie to diagnoza, plan i obserwacja, czy jest lepiej, czy gorzej - wyjaśnia.
Psycholożka zwraca uwagę, że nawet jeśli film pozwala komuś na chwilę zapomnieć o trudnościach, nie jest w stanie ocenić jego stanu psychicznego ani rozpoznać, że potrzebuje on pilnej pomocy.
Film nie zapyta, czy myślisz o odebraniu sobie życia. Nie zauważy, że od trzech tygodni nie wstajesz z łóżka
- podkreśla.
Orłowska przywołuje również przegląd badań Luke'a Balcombe'a i Diego De Leo, opublikowany w czasopiśmie "Informatics" w 2023 roku. Autorzy wskazali, że YouTube może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne znaczenie dla zdrowia psychicznego, a relacje paraspołeczne dodatkowo komplikują ten obraz. Zwrócili również uwagę na szczególną podatność dzieci i nastolatków.
W wypowiedzi Andziaks szczególną uwagę psycholożki zwróciły słowa o tym, że po obejrzeniu filmów influencerki odbiorcy "od razu chce się żyć". Orłowska uważa, że taka deklaracja powinna skłaniać do refleksji nad tym, w jak trudnym stanie może znajdować się osoba szukająca ulgi w internetowych treściach.
Najbardziej zatrzymuje mnie zdanie "od razu chce mu się żyć". Skoro po filmie chce mu się żyć, to co było przed filmem? To nie komplement dla twórczyni, tylko sygnał alarmowy
- mówi. Jak zaznacza ekspertka, w takiej sytuacji warto nie tylko docenić wiadomość od odbiorcy, ale również zachęcić go do szukania wsparcia, jeśli zmaga się z poważnym kryzysem psychicznym. - Dobra odpowiedź brzmi: "Cieszę się, że pomagam. Jeśli bywa ci tak ciężko, że nie chce ci się żyć, zadzwoń: 116 123 albo 800 70 2222". Oba numery wskazuje Ministerstwo Zdrowia jako miejsca pomocy w kryzysie - podkreśla Orłowska.
Psycholożka uważa, że taki przekaz może nieintencjonalnie umniejszać powagę depresji i wzmacniać przekonanie, że wystarczy zmienić nastawienie, by poradzić sobie z chorobą. - Czy to bagatelizowanie problemu? Tak, choć zapewne nieintencjonalne. Narracja "obejrzyj i przejdzie" wzmacnia przekonanie, że depresja to kwestia nastawienia. A według WHO mniej niż połowa chorych dostaje leczenie właśnie przez stygmatyzację i brak dostępnych usług - mówi ekspertka.
Zwraca przy tym uwagę, że łatwa dostępność internetowych materiałów sprawia, iż wiele osób szuka w nich ukojenia, zanim zdecyduje się na kontakt ze specjalistą. - Ludzie szukają ulgi na YouTubie, bo film jest za darmo i od ręki. To akt oskarżenia wobec systemu, a nie dowód, że filmik zastąpi psychiatrę - dodaje.
Jaką odpowiedzialność ponoszą zatem influencerzy, którzy mówią o zdrowiu psychicznym? Według Renaty Orłowskiej przede wszystkim powinni ostrożnie dobierać słowa i nie przypisywać swoim materiałom właściwości leczniczych. Wniosek psycholożki jest jednoznaczny: internetowe treści mogą poprawiać nastrój, dawać nadzieję i pomagać przetrwać trudne chwile. Nie należy jednak mylić ich wpływu z profesjonalnym leczeniem depresji. - Film może przynieść ulgę. Leczy leczenie - podsumowuje Renata Orłowska.
Jeśli potrzebujesz rozmowy z psychologiem, możesz zwrócić się do Całodobowego Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie. Z Centrum skontaktować mogą się także bliscy osób, które wymagają pomocy. Specjaliści doradzą, co zrobić, żeby skłonić naszego bliskiego do kontaktu ze specjalistą.
Aż tylu widzów Książulo stracił przez pizzę. "Nie ma co zamiatać sprawy pod dywan"
Zrobiła sobie zęby w Turcji. Szok, co się stało w samolocie. "Właśnie mi odpadły"
Szósty odcinek "Tańca z gwiazdami". Kto odpadł z programu? [RELACJA]
Burza po występie Rodowicz na Roztańczonym PGE Narodowym. W komentarzach armagedon
Tomasz Ciachorowski kupił stumetrowe mieszkanie na Sycylii w cenie kawalerki w Warszawie. Przed tym ostrzega
Patrycja Markowska o niecodziennej sytuacji. Chodziło o ojca. "Zastanawiałam się, czy mnie to zabolało"
Hugh Jackman apeluje do fanów po diagnozie raka. Chodzi o jeden nawyk
Englert wskoczyła na stół, a Wieniawa piała z zachwytu. W komentarzach wrze
Lewandowska nagrywała relację. Nagle wypaliła do córki. "Nie możemy pokazywać takich rzeczy"