Widzowie oburzeni występem Rodowicz na PGE Narodowy. "Technicznie było beznadziejnie". Wydała oświadczenie

Maryla Rodowicz wystąpiła podczas koncertu Roztańczony PGE Narodowy. Widzowie nie byli jednak zachwyceni tym, co usłyszeli. Piosenkarka wydała oświadczenie. Mówiła o problemach technicznych.
Maryla Rodowicz
Fot. KAPIF.pl

Jubileuszowy koncert Roztańczony PGE Narodowy przyniósł sporo kontrowersji. Widzowie zauważyli, że gwiazdy miały problemy techniczne podczas swoich występów. Nie inaczej było przy okazji scenicznych popisów Maryli Rodowicz. Artystka wykonała utwór "Kolorowe jarmarki", a także zaśpiewała wraz z Roksaną Węgiel "Damą być". Wokalistka zamknęła wydarzenie wraz z Sound’n’Grace przebojem "To już było". Publika miała jednak wątpliwości co do jakości występu. "Oj, chyba pierwszy raz nie wyszło", "Nie udźwignęła", "Kocham ją, ale Marylka nie udźwignęła". Sama Rodowicz postanowiła zabrać głos i opublikowała oświadczenie.

Zobacz wideo Drozda o emeryturach gwiazd. Mówi, że ma tyle, co Rodowicz. "Kto takie głupoty gada?"

Maryla Rodowicz tłumaczy się z występu na PGE Narodowym. Jej występ skrócono 

Ceniona piosenkarka nie mogła milczeć, więc zdecydowała się wyjaśnić sytuację, która wydarzyła się podczas koncertu Roztańczony PGE Narodowy. "Miałam problem techniczny w trakcie koncertu i się posypałam" - podkreśliła już na wstępie. Problemy pojawiły się na dwa dni przed wydarzeniem, gdy dowiedziała się, że musi skrócić występ do siedmiu minut. "A moje trzy utwory miały 12 minut. Telefon do kierownika muzycznego: "Marcin, co robimy?". On na to: "Musimy wyrzucić 'Sekretarkę'. "No co ty, 'Sekretarka' być musi, bo jest zabawna, poza tym dobrze 'kopie', czyli inaczej dobrze żre, czyli 'Sekretarką' musimy kończyć. Skrócił całe wyjście o cztery minuty. Czyli powyrzucał wstępy, uciął zakończenia, solówki" - relacjonowała we wpisie Rodowicz.

Maryla Rodowicz przyznaje: Stres, morze ludzi, emocje i wpadka

Choć na próbach wokalistka nie miała problemów, pojawiły się one przy okazji wyjścia na scenę. "Na koncercie doszedł stres, scena wielka jak latający spodek, morze ludzi, emocje i wpadka. Wstęp... Czekam na zwrotkę, a słyszę, że chórek śpiewa refren. 'Boże, gdzie ja jestem?' Ja, jak ten koń do stajni, przyzwyczajona do starego wstępu. No ludzie, ja ten numer śpiewam 46 lat. Tego się nie robi wokaliście dwa dni przed koncertem. Zamiast się skupić na dobrym wokalu, czekałam w panice na refren, na zwrotkę, na zakończenie" - przekazała z niezadowoleniem artystka.

"To nie jest tak, że jak artysta jest na scenie tyle lat, co ja, to da radę w każdej sytuacji. (...) Tłumaczę się dlatego, żeby przeprosić fanów i powiedzieć, że śpiewanie na żywca w różnych warunkach niesie ze sobą pułapki" - podkreśliła Rodowicz. "Wiem, że złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a ja obiecuję nie zgadzać się w przyszłości na taki tor przeszkód" - napisała na koniec.

Więcej o: