Miała nie radzić sobie z zarzutami o nepotyzm, teraz zaprosiła ojca do "Tańca z gwiazdami". Ten występ dał mi do myślenia

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Helena Englert, która niedawno otwarcie mówiła o tym, jak bardzo ranią ją oskarżenia o nepotyzm, w rodzinnym odcinku "Tańca z gwiazdami" zatańczyłaze swoim ojcem, Janem Englertem. Czy sama wystawiła się tym samym na kolejny hejt? A może wydarzyło się coś zupełnie przeciwnego? Obejrzałam ich występ i ten widok skłonił mnie do refleksji.
Jan Englert, Helena Englert
Kapif

Helena Englert od początku swojej kariery mierzy się z łatką "nepo baby". Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny wielokrotnie musiała tłumaczyć, że znane nazwisko jest jednocześnie przywilejem i ciężarem. W czwartym odcinku "Tańca z gwiazdami" zdecydowała się na osobiste wyznanie dotyczące hejtu i oskarżeń o nepotyzm. - Zaczęła się afera, że mój ojciec załatwił mi Open'era. To uderzyło we mnie dużo bardziej. Przez tydzień nie wychodziłam z łóżka. Pierwszy telefon był do lekarza, że potrzebuję pomocy. Jestem na lekach od półtora roku. Nie radzę sobie z tym. Odbija się to na mojej rodzinie, moim związku i moim wszystkim - mówiła Englert. 4 października w "Tańcu z gwiazdami", zgodnie z tradycją programu, przyszedł czas na odcinek rodzinny. Helena Englert, która na parkiecie występuje w parze z Romanem Osadchiyem, mogła wówczas świadomie odsunąć od siebie wszystko, co ponownie mogłoby przypominać widzom o jej słynnym nazwisku. Jak się jednak okazało, zrobiła dokładnie odwrotnie. Do programu zaprosiła swojego ojca, Jana Englerta.

Zobacz wideo Helena Englert utarła nosa hejterom? Maserak mówi wprost, czy jest faworytką w "Tańcu z gwiazdami"

Helena Englert wystąpiła z ojcem w "Tańcu z gwiazdami". Jak się okazało, nie chodziło tylko o taniec

Iwona Pavlović wielokrotnie doceniała jej postępy. W jednym z odcinków sugerowała nawet, że chciałaby zobaczyć Helenę w finale. Helenie udało się więc budować swoją pozycję przede wszystkim tym, co dzieje się na parkiecie.  4 października wyemitowano w Polsacie odcinek rodzinny tanecznego show. Wydawałoby się, że dla osoby, która tak wiele razy słyszała zarzuty o nepotyzm, wybór ojca będzie niemal najgorszym możliwym rozwiązaniem wizerunkowym. Tymczasem Helena najwyraźniej nie chciała już podejmować decyzji pod dyktando tych zarzutów. Młoda aktorka zaprosiła Jana Englerta i zatańczyła z nim nie jeden, ale dwa tańce - walca i rock'n'rolla. Razem zdobyli 38 punktów.

Przyznam, że oglądałam ten występ ze wzruszeniem. Ale nie dlatego, że na parkiecie pojawił się jeden z najbardziej znanych polskich aktorów. Najbardziej poruszające było to, że przez taniec nie dało się usłyszeć: "Zobaczcie, Helena Englert ma sławnego ojca" i nie było w tym przesadnego epatowania nazwiskiem. Najpierw zobaczyliśmy walca, a potem nastąpiła zmiana. Jan Englert zamaszyście ściągnął marynarkę i rzucił ją na bok. Muzyka zmieniła się w rock'n'roll, a na koszuli aktora można było zobaczyć imię córki. Nagle 83-letni aktor zaczął energicznie tańczyć. To właśnie wtedy ten występ przestał być opowieścią o popularnym nazwisku, a stał się opowieścią o ojcu i córce.

W tym występie najbardziej podobało mi się to, że choreografia nie próbowała przykryć relacji między nimi. Przeciwnie - momentami to właśnie troska Heleny o ojca była ważniejsza od samego tańca. Było widać, że prowadzi go po parkiecie i że zwraca uwagę na jego komfort - że jest świadoma jego wieku i tego, że dla niej wyszedł na scenę i zrobił wszystko, co mógł. Trudno było patrzeć na Jana Englerta wyłącznie jak na "znanego ojca Heleny Englert" - w tym występie bowiem to on znalazł się trochę w cieniu córki. Englert nie przyszedł odebrać jej uwagi i nie próbował być najważniejszą gwiazdą parkietu - wyszedł tam po to, żeby zrobić coś dla niej.

Helena Englert nie uciekła od znanego nazwiska. Występ ze sławnym ojcem zmienia perspektywę

Czy Helena powinna była zatańczyć z kimś innym? Można oczywiście powiedzieć, że skoro Helena tak dużo mówiła o nepotyzmie, skoro tak bardzo cierpi z powodu kojarzenia jej kariery z rodzicami, to po co ponownie wystawiać się na ostrzał? Jeżeli Helena zaprosiłaby do programu kogoś spoza znanej rodziny, część osób mogłaby powiedzieć, że próbuje "ocieplić wizerunek" i uciec od nazwiska. Jeżeli zaprosiła ojca - ponownie można powiedzieć, że pokazuje swój przywilej. Wygląda więc na to, że niezależnie od tego, co zrobi, dla części osób będzie to argument przeciwko niej.

Decyzja, by zatańczyć z Janem Englertem może więc być bardziej szczera niż jakakolwiek próba kontrolowania własnego wizerunku. Helena nie musi przecież udawać, że nie jest córką Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Nie musi wypierać swojej rodziny tylko dlatego, że część ludzi używa jej pochodzenia jako argumentu przeciwko niej.

Najbardziej wymowny moment przyszedł jednak po występie. Jan Englert powiedział do córki: "Dziękuję, że załatwiłaś mi występ w tym programie". Przez ostatnie miesiące Helena słyszała, że to właśnie jej ojciec i znane nazwisko miały "załatwiać" jej kolejne zawodowe możliwości. Tymczasem tym razem role się odwróciły. To ona "załatwiła" ojcu występ. Oczywiście była to żartobliwa uwaga, ale trudno nie odczytać jej również jako symbolicznego mrugnięcia okiem do całej dyskusji, która od miesięcy towarzyszy Helenie. Występ ten pokazał, że można mieć uprzywilejowany start i jednocześnie samemu pracować na swoje miejsce. Można też mieć sławnego ojca i jednocześnie być dla niego po prostu córką. 

Więcej o: