Awantura o warszawskiego cebulaka. "To po prostu brzydkie zagranie" vs. "świetne marketingowo"

Jedna z piekarni w stolicy wprowadziła do swojej oferty "cebulaka warszawskiego". Sprawa wywołała spore poruszenie, a internauci nie byli zadowoleni, że do lokalu trafia symbol kuchni z Lubelszczyzny. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy ekspertów.
Awantura o warszawskiego cebularza. 'To po prostu brzydkie zagranie'
Fot. Instagram/@zabojczopyszne_mirlak, Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl, Instagram/@kucharz_maestro

Cebularz to jeden z tradycyjnych produktów, który można zakupić na Lubelszczyźnie. Jest to okrągły placek z pszennego ciasta drożdżowego, pokrywany farszem z cebuli i maku. Od 2014 roku "cebularz lubelski" zarejestrowany jest w Unii Europejskiej jako Chronione Oznaczenie Geograficzne. Jedna ze stołecznych piekarni postanowiła zainspirować się daniem i wprowadzić je w warszawskiej wersji do swojej oferty. To wzbudziło niezadowolenie wśród internautów, którzy stwierdzili, że jest to kradzież lokalnego produktu. W rozmowie z Plotkiem do sprawy odniósł się kucharz Michał Mirlak oraz Piotr Mróz znany w sieci jako Kucharz Maestro. 

Zobacz wideo Pascal Brodnicki uważał, że lepsza jest kuchnia we Francji. A jak jest teraz? "Nie mamy się czego wstydzić"

Awantura o cebularza po warszawsku. Internauci są wściekli 

Galeria Wypieków Lubaszka pochwaliła się "cebulakiem warszawskim" w mediach społecznościowych. Sprawa szybko stała się przedmiotem dyskusji. Internauci byli zniesmaczeni tym, że piekarnia zdecydowała się na wprowadzenie produktu do swojej oferty. "Jako warszawianka z krwi i kości mieszkająca od 15 lat na Lubelszczyźnie sprzeciwiam się takim praktykom i podkradaniu innym regionom ich specjałów. Naprawdę taką ujmą dla Lubaszki byłoby oddanie hołdu pochodzeniu i utrzymanie nazwy 'cebularz lubelski'? Strasznie to słabe... Wstyd!", "No błagam! Cebulak warszawski?! Cebularz jest lubelski i to od lat", "Nawet nie macie praw do korzystania z nazwy "cebularz", tylko musicie cebulak nazywać. Strasznie słabo...", "Co to za profanacja" - grzmieli w komentarzach. 

"Cebulak warszawski" oburzył internautów. Takie zdanie mają eksperci

Michał Mirlak, twórca profilu "Zabójczo pyszne", w rozmowie z Plotkiem odniósł się do sprawy. - Nie będę udawał prawnika, bo jestem kucharzem i patrzę na to po prostu od strony jedzenia. Cebularz lubelski to tradycyjny produkt i absolutnie rozumiem, że mieszkańcy Lubelszczyzny mogą się wkurzyć, kiedy ktoś bierze coś mocno związanego z ich regionem i nagle robi z tego "warszawską" wersję. Samo inspirowanie się tradycyjnymi przepisami jest moim zdaniem czymś bardzo dobrym. W kuchni wszyscy się czymś inspirujemy i nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, gdy ktoś bierze regionalny produkt i robi własną interpretację, to dla mieszkańców danego regionu powinien być to powód do dumy. Znaczy, że ich kuchnia jest na tyle dobra, że inni chcą z niej czerpać - stwierdził kucharz. 

Mirlak zwrócił jednak uwagę, że jest różnica między inspiracją a kopiowaniem. - Jeżeli "cebulak warszawski" od cebularza lubelskiego różni się tylko nazwą, to dla mnie jest to po prostu brzydkie zagranie. Nie trzeba być geniuszem kulinarnym, żeby zmienić recepturę, dodać coś od siebie, zrobić trochę inne ciasto, inne proporcje albo nadać temu własny smak. Duża piekarnia naprawdę ma możliwości, żeby stworzyć swoją wersję, a nie przekleić cudzy pomysł i zmienić mu tabliczkę z nazwą - zauważa. - Dla mnie sprawa jest prosta. Inspiracja jest okej. Własna interpretacja jest okej. Kopiowanie czegoś praktycznie jeden do jednego i przedstawianie tego jako swojego pomysłu już okej nie jest. Jeśli chcemy korzystać z tradycji innych regionów, to korzystajmy, ale z odrobiną szacunku i własnej kreatywności - skwitował.

Piotr Mróz patrzy na to nieco inaczej. - Sytuacja jest dosyć prosta, ciasto drożdżowe z cebulą jest znane w całej Polsce i oczywiście kojarzone głównie z Lubelszczyzną. "Cebularz warszawski" to określenie z XIX wieku, które co prawda określało nie wyrób piekarniczy, tylko osobę, która handlowała warzywami na warszawskich ulicach. Nazwanie zatem bułki z cebulą cebulakiem warszawskim jest świetne marketingowo, bo wiadomo, że w sieci wręcz zawrze w tym temacie. I nawet jeżeli Lubaszka będzie musiała zmienić nazwę tego wypieku, to i tak ludzie dzięki tej coraz głośniejszej kontrowersji z czystej ciekawości kupią ten produkt - mówi nam kucharz. 

Więcej o: