Obejrzałam "Lalkę" Netfliksa. Scena porodu mną wstrząsnęła. Dalej też jazda bez trzymanki

Przedpremierowo obejrzałam "Lalkę" w reżyserii Pawła Maślony i każdy odcinek szokował mnie coraz bardziej i zastanawiałam się, czy Prus byłby zachwycony takim odczytaniem jego opowieści, czy może oburzony? Bo produkcja jest kontrowersyjna i zapewne podzieli Polki i Polaków. Nim jednak zacznie się ją oglądać, trzeba pamiętać, że nie jest to "Lalka" Prusa, ale Maślony, Demirskiego i Dutkiewicz. Może być traktowana jako zamach na świętość, a może jako twórcze przetworzenie genialnej powieści - pisze dziennikarka Plotka Anna Goworek.
Kadry z serialu 'Lalka', mat. prasowe
Fot. BARTOSZ MROZOWSKI; KRZYSZTOF WIKTOR

Zacznę od tego, że uwielbiam "Lalkę" Bolesława Prusa i jest to jedna z najlepszych polskich powieści. Kunszt Prusa dostrzegałam po latach, już jako dorosła osoba. Zachwyca to, jak pisarz barwnie portretuje swoich bohaterów, ukazuje rolę plotki, życie przedwojennej Warszawy. Po latach dostrzegłam też humor zawarty w "Lalce", a audiobooki czytane przez różnych aktorów towarzyszą mi w wielu podróżach. Nie mogłam się więc doczekać dwóch ekranizacji powieści i nie ukrywam, że intrygowała mnie zwłaszcza ta w wydaniu Netfliksa. Śledziłam wypowiedzi reżysera i aktorów na temat produkcji i właśnie to pomogło mi się cieszyć odbiorem serialu. Wszyscy zgodnie bowiem podkreślali, że "Lalka" w reżyserii Pawła Maślony nie jest wierną adaptacją powieści Prusa - zmieniono sposób przedstawienia bohaterów i niektóre wątki (dodano nawet kryminalny). Do serialu podeszłam więc z otwartą głową, co polecam również wam. Nie byłam jednak do końca gotowa na to, co zobaczę. Każdy odcinek (a jest ich sześć) zaskakiwał i szokował mnie coraz bardziej. Czy zastanawiałam się, czy Prus przewraca sie w grobie? Być może. Czy bawiłam się przy tym wybornie? Oczywiście. 

Zobacz wideo Tomasz Schuchardt na planie serialowej "Lalki"

To nie "Lalka" Bolesława Prusa, to "Lalka" Pawła Maślony, Pawła Demirskiego i Jagody Dutkiewicz

Paweł Maślona ma na koncie takie filmy, jak "Atak paniki" czy "Kos", po którym został okrzyknięty polskim Tarantino. Mając na uwadze ten dorobek reżysera, nie dziwi fakt, że do "Lalki" Prusa podszedł w sposób niestandardowy i nie zdecydował się na wierną adaptację powieści. Sam reżyser zaznaczał zresztą, że polskie kino doczekało się już takich adaptacji dzieła, nie czuje więc potrzeby, by powielać swoich poprzedników. Maślona, razem z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz (cała trójka była odpowiedzialna za scenariusz) zaserwowali więc widzom szaloną reinterpretację "Lalki", która odbiega od wizji Prusa. Twórcy produkcji, podobnie jak pisarz portretują przedwojenną Warszawę i ukazują bohaterów w sposób wielowymiarowy. Maślona, Demisrki i Dutkiewicz uwodzą odbiorcę i mówią: "chodź, pokażemy ci tę historię w taki sposób, na jaki nikt inny nie miał wcześniej odwagi". 

Już pierwsza scena wbija w fotel. Scenarzyści zaburzają chronologię opowieści i zaczynają od jej końca. Te szczątkowe sceny głównej intrygi (nie chcę wam spojlerować, dlatego ograniczę się do enigmatycznych opisów), wyjaśniają się jednak dopiero w ostatnim odcinku serialu. To, co jednak łączy tu produkcję z powieścią, to fakt, że o samym Wokulskim dowiadujemy się nie od niego samego, ale od innych bohaterów (w tym przypadku od Igancego Rzeckiego). W kolejnych ujęciach widzimy brudną i szarą XIX-wieczną Warszawę, by następnie przejść do arystokratycznych salonów Łęckich. Zachwycają tu scenografia i kostiumy ukazujące epokę. W bardzo szybkim montażu ukazane jest życie mieszkańców stolicy. Do tego momentu można jeszcze myśleć, że wiadomości o tym, że realizacja Maślony będzie szaloną reinterpretacją "Lalki", były przesadzone.

To wtedy jednak serwowane są widzom pierwsze wulgarne i pełne cynizmu dialogi, które brzmią jak fragmenty scenariusza z filmu Wojciecha Smarzowskiego, a nie napisane na podstawie powieści Prusa. W pierwszym odcinku jest też pierwsza erotyczna scena. Pojawia się też pełna krwi scena porodu, która przez szybki montaż i kadry ukazujące twarze bohaterów, a zwłaszcza Izabeli, robi piorunujące wrażenie.

Odważnych, wulgarnych scen, w których pojawiają się przemoc, alkohol, a nawet narkotyki jest w kolejnych odcinkach coraz więcej. Widzowie, którzy nie są na to gotowi, powinni uważać zwłaszcza na czwarty odcinek, który w mojej ocenie jest zbyt brutalny.

Czy Łęcka "to zła kobieta była"?

Aktorsko "Lala" Netfliksa wypada genialnie. Tak jak u Prusa nie ma zbędnych postaci, tak i tu każdy bohater jest ważny, a aktorzy zostali dobrani na castingu znakomicie. Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski i Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka, rozbijają bank. Chemia jaka jest między nimi, gra spojrzeń i gesty wywołują gęsią skórkę. Ich postacie nie są jednowymiarowe. Trudno stwierdzić czy Wokulski jest bardziej nieszczęśliwym samotnikiem, nieradzącym sobie z kobietami, rodzącym się kapitalistą, który wyprzedza swoją epokę czy jednak stalkerem, który przekracza granice Łęckiej. Można zastanawiać się, co nim kierowało - miłość, potrzeba akceptacji i podziwu. Komu chce zaimponować - sobie samemu, Izabeli, czy arystokracji? Wokulski Schuchardta potrafi być cichy i nieśmiały, a w kolejnych scenach awanturniczy, głośny i... chętny do zażywania narkotyków. 

Kadr z serialu 'Lalka', mat. prasowe
Kadr z serialu 'Lalka', mat. prasoweFot. BARTOSZ MROZOWSKI

A co z Łęcką? Jest tu niekiedy feministką, która ma ambicje oraz pasje i próbuje sobie radzić w męskim świecie. Jednocześnie potrafi być samolubną awanturnicą, która nie liczy się z nikim (nawet kiedy komuś pomaga, kalkuluje, co będzie z tego miała). Uwagę zwracają jednak te sceny, w których czuje się bezbronna, samotna, osaczona i panicznie ucieka od cierpienia, popadając w nałóg. Drzymalska wybitnie radzi sobie z tą sinusoidą uczuć i pokazuje spektakularną przemianę swojej bohaterki. Hipnotyzujące są również oniryczne sceny z jej udziałem, w których jawi się jako demonica, jak również te, gdzie zamiast śnic o adonisie, jest świadkiem sekcji zwłok. 

Nowy Rzecki i wybitna Marianna

Doskonale radzą sobie również aktorzy drugoplanowi i trzecioplanowi. Całkowicie zmieniono postać Ignacego Rzeckiego - który przestaje być cichym subiektem, który żyje tylko przeszłością i sklepem Wokulskiego. Dariusz Chojnacki tworzy nowego, przebojowego Rzeckiego, który towarzyszy Stachowi, ale jednocześnie ma własne życie, zakochuje się i jest pełen pasji. Maślona zabiera więc Rzeckiemu starego Ira, niezmieniony od lat pokój i oddaje głos, tworząc alternatywną historię sprawczego mężczyzny. Przetwarza też postać prezesowej Zasławskiej (w tej roli Małgorzata Hajewska-Krzysztofik), którą czyni jedną z głównych antagonistek. Zachwyca też gra aktorska Jacka Braciaka jako Tomasza Łęckiego czy Piotra Adamczyka jako barona Krzeszowskiego. Widzowie pokochają zapewne Marię Kanię w roli Marianny, a więc bohaterki, która u Prusa była postacią epizodyczną, którą Wokulski ratował z trudnej sytuacji życiowej. U Maślony to ona staje się spiritus movens. Ważna jest także postać Elizy Orzeszkowej (w tej roli Agnieszka Grochowska), której w powieści Prusa nie ma, a która w serialu ukazuje siłę sprawczą kobiet i rodzącą się emancypację. 

Kadr z serialu 'Lalka', mat. prasowe
Kadr z serialu 'Lalka', mat. prasoweFot. BARTOSZ MROZOWSKI

A co nie zagrało?

Serial będzie miał swoich zwolenników, jak i przeciwników i na pewno wywoła narodową dyskusję, pt. czy tak wypada potraktować wybitną powieść Prusa? Tym, którzy są wierni oryginałowi, nie podchodzą do historii Maślony jako odważnego przetworzenia, ale jak "poprawiania" Prusa, serial się nie spodoba. Z kolei ci, którzy mimo całej miłości do "Lalki" Prusa, są otwarci na to, że to forma "prze-pisywania" historii Łęckiej i Wokulskiego na nowo, będą zachwyceni. Ja należę do drugiej grupy, choć nie ukrywam, że początkowo miałam mieszane uczucia. W odbiorze tej alternatywnej wersji "Lalki" pomagała mi myśl, że wiernej, odświeżonej adaptacji mnie nie pozbawiono, bo niebawem w kinach pojawi się "Lalka" Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską w rolach głównych. Ta wersja zapowiada się jako wierna adaptacja powieści i nic nie wskazuje na to, by w niej Łęcka jak u Maśliony szeptała do ucha Wokulskiego "Przyjdź do mnie w nocy". 

Mimo że uważam, że "Lalka" Netfliksa jest udaną produkcją, widzę też jej pewne wady. Przede wszystkim serial powinien mieć więcej odcinków (przynajmniej osiem), ponieważ momentami fabuła gna jak oszalała. Tracimy przez to na przykład niuanse ukazujące skompikowane relacje Łęckiej z Wokulskim, czy takie problemy epoki, jak narastajacy antysemityzm. Ponadto niektóre sceny są zbyt brutalne, przez co niekiedy miałam wrażenie, że oglądam produkcję Smarzowskiego. Fabularnie te sceny (zwłaszcza scena gwałtu) mają uzasadnienie, ale jako widz nie byłam na nie gotowa. Ostatecznie cieszę się jednak, że zaserwowano mi tak odważną i alternatywną wersję "Lalki". Bela i Stachu zostaną ze mną na długo. 

Więcej o: