Do wspomnianej sytuacji z udziałem Donalda Trumpa doszło 13 stycznia. Prezydent Stanów Zjednoczonych odwiedził fabrykę Forda w miejscowości Dearborn w stanie Michigan. Jak wynika z nagrania opublikowanego przez TMZ, jeden z pracowników fabryki miał krzyknąć w stronę Trumpa, nazywając go "obrońcą pedofilów". W odpowiedzi polityk pokazał mężczyźnie środkowy palec. Do całej sytuacji odniósł się rzecznik Białego Domu Steven Cheung. - Jakiś szaleniec w napadzie wściekłości krzyczał przekleństwa, a prezydent udzielił mu stosownej i jednoznacznej odpowiedzi - stwierdził w rozmowie ze Sky News.
- To jest dokładnie styl Donalda Trumpa: on od lat pokazuje, że nie jest prezydentem od instytucji, tylko od emocji. Traktuje urząd jak scenę, a nie jak urząd, i konsekwentnie ignoruje zarówno protokół, jak i podstawowe zasady politycznej kultury - komentuje całe zajście ekspertka od PR Żaneta Kurczyńska, która prowadzi w mediach społecznościowych profil pod nazwą "Okiem PR-owca". Specjalistka w rozmowie z nami podkreśliła również, że gestu Trumpa nie można określić jako "wypadku przy pracy". - On idealnie wpisuje się w jego sposób bycia - ocenia.
- Można kogoś prowokować, można krzyczeć, ale prezydent nie jest od reagowania jak uczestnik ulicznej awantury. Gest środkowego palca to nie jest "stanowcza odpowiedź" - to jest komunikacyjna porażka, która w jednej sekundzie kasuje cały przekaz dnia. Jedno takie zdjęcie wystarczy, żeby z prezydenta zrobić bohatera memów, a nie polityki - dodaje Kurczyńska.
Ekspertkę zaniepokoiła również wspomniana reakcja rzecznika Białego Domu, który mówił o "szaleńcu" i "stosownej odpowiedzi". - To jest próba sprzedania braku kultury jako siły charakteru. W praktyce to wygląda tak, jakby Biały Dom mówił: "tak, nasz prezydent pokazuje środkowy palec i to jest w porządku". To nie jest gaszenie kryzysu - to jest jego legitymizowanie - zaznacza ekspertka.
Żaneta Kurczyńska nie ma również wątpliwości, że takie zachowanie spodoba się wyborcom Trumpa. - On od dawna buduje wizerunek polityka, który "nie gryzie się w język". Tylko że autentyczność nie usprawiedliwia braku kontroli, a państwo nie może komunikować się jak sekcja komentarzy na Facebooku - tłumaczy. - Z punktu widzenia wizerunku to jest podręcznikowy przykład degradacji urzędu - dodaje ekspertka.
Specjalistka od PR uważa przy tym, że mimo iż sytuacja wywołała oburzenie, to jednak temat nie będzie długo roztrząsany w mediach. - Bo świat po prostu przyzwyczaił się do takiego Trumpa. To jest być może najbardziej niepokojące - skandal przestaje być skandalem, kiedy staje się normą - tłumaczy, dodając, że "w Polsce podobne zachowanie polityka byłoby wałkowane tygodniami". - Analizowane klatka po klatce i mielone w studiach telewizyjnych bez końca. W przypadku Trumpa przejdzie to przez media jak kolejny "odcinek serialu", bo poprzeczka społecznej wrażliwości została już dawno przesunięta - podsumowuje Żaneta Kurczyńska.
- Donald Trump we wszystkim lubi być pierwszy, lubi też pokazywać ludziom, że on dyktuje narrację i styl. Użyty środkowy palec - prosty środek wyrazu, czytelny dla wszystkich - mówi: "nie interesuje mnie, co ty o tym myślisz, odczep się ode mnie, mam swoją wersję". Prezydent USA, który pokazuje taki gest swoim obywatelom, to jest zarówno dalszy spadek kultury komunikacji, jak i demonstracja siły na linii władza - ludzie, którzy jej podlegają - ocenia w rozmowie z Plotkiem sytuację mentorka marki, specjalistka od wizerunku Dorota Anna Wróblewska.
- Czy rozprzestrzeni się to dalej? Precedens już był, a Donald Trump jako "influencer" dla rządzących w innych krajach (szczególnie prawicy), przeciera ścieżki i wyznacza trendy - dodaje ekspertka. - Pytanie, co zrobią ludzie, do których ten sposób komunikacji i treść z nią idąca, zostały zaadresowane? Widzę tu pole do dyskusji z władzą poprzez głośne wyrażanie sprzeciwu przez obywateli i odpowiednie organizacje pozarządowe - mówi nam.
Dorota Anna Wróblewska nie jest pewna, czy tego typu zachowania nie przełożą się również na polską scenę polityczną. - My też mamy swój precedens - sejmowy - w komunikacji z użyciem odpowiedniego palca. Czy jest nadzieja, że obraźliwe gesty zostaną tylko jako incydentalny element sporu politycznego, czy przeniosą się na komunikację z obywatelami? - zastanawia się ekspertka.
Dorota Anna Wróblewska również jest zaniepokojona sposobem, w jaki rzecznik prezydenta zareagował na całe zajście. - Jest oczywiste, że Donald Trump wskazuje na rzecznika osobę, która będzie się wpisywać w jego ton narracji, nie zaś sugerować inny styl czy treść. Prezydent nie lubi sprzeciwu, preferuje wykonywanie poleceń. Steven Cheung doskonale to rozumie i jego słowa "jakiś szaleniec", "prezydent udzielił jednoznacznej i stosownej wypowiedzi" mają zasugerować, że publika powinna to przyjąć i zaakceptować - tłumaczy.
Zdaniem eksperki taka reakcja Białego Domu jest pewnym chwytem, który polega na budowaniu atmosfery akceptacji i przyzwolenia na postawy i zachowania osoby, która przekracza granice. - Donald Trump i jego sztab robią to świadomie, by móc przezwyciężyć ograniczenia i na końcu powiedzieć: nic się nie stało, przecież to akceptujecie. W sprytny sposób władza pokazuje też, że "jesteśmy wszyscy tacy sami, nas też może ponieść temperament lub nerwy". A przecież nie. Od elit powinno wymagać się więcej. Już od dawna walczą one, by zburzyć te wyższe, obowiązujące ich standardy - zaznacza specjalistka.
- W komunikacji politycznej - tej oficjalnej, wobec ludzi, nie tylko tej toczonej za zamkniętymi drzwiami pomiędzy frakcjami - już wszystkie chwyty są dozwolone. To jest lekcja, którą powinniśmy wynieść z tego zdarzenia. Nie nazywajmy go pojedynczym incydentem, to się będzie zdarzać - podsumowuje Dorota Anna Wróblewska w rozmowie z Plotkiem.
Farna ogłosiła rozstanie z mężem. "Modelowy przykład tego, jak..."
Grał Bola w "Rodzince.pl", a po skandalu zniknął z ekranów. Tak dziś wygląda Daniel Dziorek
Książulo oberwał za mrożoną pizzę. Ekspertka ma zupełnie inne zdanie. "Zdaje sobie sprawę z ryzyka"
Anna Przybylska zakochała się w tym domu od pierwszego wejrzenia. Bieniuk mieszka tam do dziś
Rozwścieczony Trump w obrzydliwy sposób zemścił się na senatorze. Poszło o zmianę czasu
Mama Anny Przybylskiej ujawniła, jak zaczęła się choroba córki. "Wydawało mi się, że przejdzie"
Miała nie radzić sobie z zarzutami o nepotyzm, teraz zaprosiła ojca do "Tańca z gwiazdami". Ten występ dał mi do myślenia
Jan Englert zatańczył w "Tańcu z gwiazdami" z córką. W komentarzach wrze
Ujawniono pytanie za milion w "Milionerach". Wielu może mieć z nim problem