Szokujące sceny na streamie Łatwoganga. Youtuber musiał interweniować. "To jest niebezpieczne"

Łatwoganga ruszył z kolejnym charytatywnym streamem. Tym razem jedzie rowerem z Zakopanego do Gdańska, zbierając pieniądze dla ośmioletniego Maksa. Na jego trasie nie brakowało niebezpiecznych sytuacji.
Łatwogang
Fot. Youtube.com/latwogang

Łatwogang podbił internet za sprawą swojej zbiórki na rzecz Fundacji Cancer Fighters. Jak się okazało, youtuber się nie zatrzymuje i 22 maja uruchomił kolejną transmisję, podczas której zbiera środki na leczenie ośmioletniego Maksa Tockiego. Chłopiec zmaga się ze śmiertelną chorobę genetyczną - dystrofią mięśniową Duchenne'a (DMD). Łatwogang jedzie obecnie rowerem z Zakopanego do Gdańska, a jego celem jest zebranie 12 mln złotych. Niestety na jego trasie doszło do niebezpiecznej sytuacji.

Zobacz wideo Czy zbiórka Łatwoganga pójdzie na najlepszy z możliwych celów?

Łatwogang przemierza Polskę i zbiera pieniądze. Musiał interweniować ws. innych rowerzystów

Zważając na fakt, iż influencer jedzie rowerem przez wiele miejscowości, fani starają się go dopingować także na żywo. W pewnym momencie przeprawy nagle zaczęła jechać za nim większa grupa rowerzystów. Znaleźli się oni wyjątkowo blisko Łatwoganga i nagrywali go. Sytuacja zaczęła powoli wymykać się spod kontroli, przez co youtuber postanowił zareagować. - Proszę, uważajmy, żeby nikomu nic się nie stało, bezpieczeństwo jest najważniejsze - powiedział na transmisji. 

Ludzie nie mogą z nami jechać, to jest niebezpieczne - dodał Łatwogang, na chwilę się zatrzymując. Influencer może jednak liczyć na stałe wsparcie swojej ekipy, która towarzyszy mu, podróżując samochodem. W momencie pisania artykułu, po godzinie 15.00 w sobotę 23 maja, zbiórka przekroczyła właśnie kwotę 7,7 mln złotych.

Łatwogang zauważył u siebie niepojące objawy. Zastanawiali się nad znalezieniem lekarza

Przypomnijmy, że nie była to pierwsza niebezpieczna sytuacja podczas podróży Łatwoganga przez Polskę. W nocy z 22 na 23 maja, youtuber musiał zatrzymać się na stacji benzynowej w Wolbromiu, gdyż zaczął źle się czuć. Na transmisji wspominał wówczas o "białym stolcu" i "bezdechu", rozważając przy tym pilną konsultację medyczną. W pewnym momencie jego ekipa zaczęła nawet lokalizować najbliżej położony SOR. Po ponad godzinie postoju postanowiono jednak kontynuować wyprawę. Więcej przeczytacie w artykule: "Niepokojący moment na trasie Łatwoganga. Szukano lekarza".

Więcej o: