Niepokojący moment na trasie Łatwoganga. Szukano lekarza

Łatwogang uruchomił kolejną transmisję charytatywną. Tym razem przemierza Polskę rowerem z Zakopanego do Gdańska. W kilkanaście godzin zebrał już ponad cztery miliony złotych. W trakcie trasy pojawiły się pewne komplikacje.
Łatwogang zbiera środki na rzecz ośmioletniego Maksa
Łatwogang zbiera środki na rzecz ośmioletniego Maksa. Fot. YouTube/Łatwogang screen

Łatwogang uruchomił kolejną transmisję, podczas której zbiera środki potrzebne na leczenie chorych dzieci. Tym razem celem jest zebranie 12 milionów złotych dla ośmioletniego Maksa Tockiego. YouTuber jedzie rowerem z Zakopanego do Gdańska. Wyruszył w piątek, a w sobotę rano pokonał już ponad 220 km. W pewnym momencie Łatwogang zauważył jednak niepokojące objawy. Musiał się zatrzymać. 

Zobacz wideo Wzruszający gest Władimira Semirunnija na streamie Łatwoganga. "Nie mam kasy, ale chcę dać coś wartościowego"

Łatwogang jedzie z Zakopanego do Gdańska. Zebrał już ponad cztery miliony złotych

Kilkanaście godzin po rozpoczęciu podróży Łatwogang dotarł w okolice Częstochowy. Oznacza to, że do przejechania youtuberowi zostało jeszcze około 500 kilometrów. Transmisję śledzi na bieżąco około 50 tysięcy osób. W sobotę po godzinie 9:00 na koncie zbiórki widniało już ponad 4 miliony 400 tysięcy złotych. W drodze wiele osób pozdrawia dzielnego influencera i życzy mu powodzenia. Niektórzy rowerzyści dołączają do Łatwoganga na poszczególnych odcinkach trasy. 

Trudny moment na trasie. Łatwogang zauważył niepokojące objawy

Pierwsze godziny trasy Łatwoganga przebiegały stabilnie, ale z czasem pojawiło się spore zmęczenie. Najbardziej niepokojący moment był około godziny 3:20. Łatwogang zatrzymał się wówczas na stacji benzynowej w Wolbromiu. W trakcie postoju pojawiły się objawy, które zaniepokoiły youtubera. Mówił o "białym stolcu" i "bezdechu". Rozważał pilną konsultację medyczną. W pewnym momencie pojawiła się nawet próba lokalizowania SOR. Po godzinie 04:45 postanowiono jednak kontynuować wyprawę. 

Łatwogang zbiera środki na leczenie ośmioletniego Maksa. Cel to 12 milionów złotych

Ośmioletni Maks Tocki cierpi na śmiertelną chorobę genetyczną - dystrofię mięśniową Duchenne'a (DMD), która powoduje stopniowy i nieodwracalny zanik wszystkich mięśni. Na leczenie chłopca potrzebna jest kwota 12 milionów złotych. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się nowa terapia genowa dla chorych z DMD. Może zatrzymać rozwój choroby, ale jej koszt to 15 milionów złotych. Do tej pory, od października 2025 roku, udało się zebrać trzy miliony złotych na leczenie chłopca. Niestety postęp choroby powoduje, że nie ma czasu, by potrzebne środki zbierać przez następne miesiące. Stąd inicjatywa Łatwoganga, żeby w ciągu kilkudziesięciu godzin zebrać brakujące 12 milionów. - Zobowiązuję się oficjalnie, że jeżeli uda się zebrać te 12 milionów przed moim dotarciem do Gdańska rowerem, to po dotarciu do Gdańska pójdę spać na 8-10 godzin, wstaję, i od razu jadę w drugą stronę rowerem z Gdańska do Zakopanego - zapowiedział Łatwogang na nagraniu, które zamieścił w mediach społecznościowych. 

Więcej o: