Za kulisami polskiej muzyki od dawna krążą historie, które brzmią jak gotowy scenariusz filmu. Jedna z nich dotyczy dwóch znanych artystek, wspólnej fascynacji tym samym kompozytorem i relacji, która nie wytrzymała uczuciowego zamieszania. Po latach wróciły do siebie, a ich wspólny występ tylko podsycił legendę.
Krystyna Prońko i Majka Jeżowska szybko znalazły wspólny język, choć dzieliła je spora różnica wieku i doświadczeń. Starsza (Krystyna Prońko, ur. 1947) z nich była dla młodszej (Majka Jeżowska, ur. 1960) nie tylko ważną osobą w życiu zawodowym, ale też kimś, kto otwierał jej drzwi do muzycznego świata. Relacja była na tyle silna, że przez pewien czas wydawało się, że nic nie będzie w stanie jej zniszczyć.
- Krysia nie tylko była moją panią profesor w Akademii Muzycznej w Katowicach. Kiedy byłam na pierwszym roku, zostałam jej ulubienicą, zapraszała mnie do Warszawy. Nocowałam u niej, poznawałam ludzi z branży. Wchodziłam dzięki Krysi w świat show-biznesu. Ona mogła otworzyć wszystkie drzwi - opowiadała na łamach "Faktu" Majka Jeżowska.
Sytuacja zmieniła się w chwili, gdy w ich życiu pojawił się ten sam mężczyzna. Młoda artystka zakochała się w kompozytorze związanym wcześniej z jej mentorką. Zaczęło narastać napięcie, które ostatecznie doprowadziło do rozpadu przyjaźni.
Krystyna Prońko próbowała ostrzec młodszą koleżankę przed relacją z Januszem Komanem. Dobrze wiedziała, z jak trudnym charakterem ma do czynienia. Zakochana Majka Jeżowska nie chciała tego słuchać. Zauroczenie było tak silne, że ostrzeżenia zostały odebrane nie jako troska, lecz jako zazdrość i żal.
Wkrótce związek nabrał tempa, pojawił się ślub i dziecko. Z czasem okazało się jednak, że życie u boku kompozytora nie przypominało szczęśliwej historii. W relacji pojawiły się rozczarowania, samotność i trauma, o której artystka opowiedziała dopiero po latach.
Najtrudniejszy moment przyszedł wtedy, gdy w małżeństwie doszło do przemocy. Wydarzenie stało się przełomem nie tylko dla związku, ale też dla dawnych relacji między obiema kobietami. Kiedy Krystyna Prońko dowiedziała się o tym, co się stało, od razu ruszyła z pomocą, odkładając na bok dawne urazy.
- Uderzył mnie tylko raz. Trafił w szyję. Wylądowałam w środku nocy na pogotowiu z wylewem do strun głosowych. Gdybym została uderzona ciut mocniej i gdyby pękła mi krtań, straciłabym głos na zawsze! To był gwóźdź do trumny naszego małżeństwa - wyjawiła Majka Jeżowska w "Vivie!".
Okazało się, że mimo bolesnej przeszłości ich więź nie zniknęła całkowicie. Wspólne doświadczenia Jeżowskiej i Prońko oraz upływ czasu pozwoliły spojrzeć na dawny konflikt z zupełnie innej perspektywy.
W 1986 roku podczas festiwalu w Opolu obie artystki wykonały razem utwór "On nie kochał nas". Piosenka szybko została powiązana z ich życiem prywatnym i relacją z Januszem Komanem. Choć wokalistki podkreślały, że utwór nie jest dosłowną historią ich związku, wielu słuchaczy do dziś widzi w nim odbicie ich przeżyć.
Po latach ponownie pojawiły się razem publicznie, między innymi w programie "Niedziela z Krystyną Prońko" emitowanym w TVP Kultura. Co ciekawe, w pewnym momencie dołączył do nich także sam kompozytor, co tylko podsyciło zainteresowanie widzów i pokazało, jak bardzo zmieniły się ich relacje. Majka Jeżowska przyznała, że wybaczyła Komanowi, jednak na zawsze zapamięta krzywdy, które jej wyrządził.
Córka Fraszyńskiej i Gonery też robi karierę w show-biznesie. Tak wygląda 35-letnia Nastazja
Nowe doniesienia ws. śmierci Celińskiej. Wiadomo, co się stało. "Była nieprzytomna"
Alicja Szemplińska nagle przerwała wywiad. Dosadna reakcja izraelskiego portalu
Tragiczny zbieg okoliczności. Maciej Musiał żegna Krzysztofa Piesiewicza w dniu premiery ich filmu
Lewandowski wygadał się, że balował z Tomaszewską i się doigrał. Pokazała nagranie
Michał Wiśniewski w sądzie. Jest decyzja, ale to jeszcze nie koniec
Gwiazdy Polsatu dopisały. Kayah i Sykut-Jeżyna zachwyciły, ale to Szroeder rozbiła bank
Gojdź tłumaczy się po skandalicznym wywiadzie u Żurnalisty. Odpowiada na zarzuty o rasizm
Eurowizja usłyszała jej głos, ale twarzy wciąż nie pokazuje. Za tym wyborem stoi osobisty dramat