Wachowicz weszła do restauracji i zaniemówiła. Poszło o porcję i cenę

Ewa Wachowicz zna się na gastronomii jak mało kto. Restauratorka nie stołuje się tylko we własnym lokalu w Krakowie, ale i odwiedza inne restauracje. Jedno z takich wyjść nie pozostawiło u niej pozytywnych wrażeń.
Ewa Wachowicz
KAPiF

Ewa Wachowicz związała karierę ze światem telewizji i gotowaniem. Doskonale zatem orientuje się w aktualnych cenach w restauracjach, a kwoty te bywają zaskakujące dla Polaków. W ostatnim wywiadzie wypowiedziała się na temat zdecydowanie za małych porcji w niektórych polskich restauracjach i powiedziała, co spotkało ją podczas wyjścia z mężem do jednego z lokali. 

Zobacz wideo Wachowicz to jadła w Wietnamie

Ewa Wachowicz zapamięta to wyjście na długo. Takie danie jej zaserwowali

W lokalach nie brakuje zaskakujących cen już za samą przystawką. Reporter Viva.pl zwrócił uwagę na kawałek pomidora za 17 zł w jednej z restauracji, co dawniej z pewnością byłoby nie do pomyślenia. - Też mam czasem takie wrażenie, że te ceny są kompletnie nieuzasadnione - skomentowała Ewa Wachowicz. Nie wszystko, co trafia na talerz w restauracji, odpowiada cenie z menu. Przytoczyła następnie, co zaskoczyło ją i jej męża, kiedy postanowili zjeść na mieście.

Wczoraj miałam taką sytuację, nie powiem, w jakiej restauracji, byłam na kolacji i przyznam szczerze, że mój mąż zamówił kaczkę, pierś z kaczki - przekazała gwiazda Polsatu. Restauratorka zobaczyła porcję i miała wątpliwości, czy faktycznie ma przed sobą całą kaczą pierś. - Były to cztery plasterki. Plasterki, nie kawałki, plasterki - dodała. Taką porcją niestety nie można było się najeść. Jednocześnie Wachowicz rozumie, dlaczego takie sytuacje mają miejsce. - Jeżeli są klienci takiej restauracji, przychodzą i zamawiają za te pieniądze ten plasterek kaczki, (...) to restauracja ma prawo tak funkcjonować - przekazała. 

Ewa Wachowicz wyjaśnia, skąd wynikają wysokie ceny w jej karcie. To dlatego

Restauratorka oferuje nie tylko klasyczne dania na co dzień, ale i co roku ma ofertę sezonową, z racji chociażby Bożego Narodzenia. Pół kilograma uszek kosztowało u Wachowicz 60 zł, a z kolei kilogram bigosu 90 zł. Nie każdemu pasują takie ceny. Właścicielka biznesu jest jednak odporna na hejt związany z cenami tego typu propozycji. - Pensja naszych pracowników, ceny produktów, i w to wchodzi jeszcze wynajem lokalu, więc naprawdę tych składowych jest wiele, a każdy z nas robi zakupy w sklepie i przecież wie, ile co kosztuje - mówiła Plejadzie w grudniu 2025 roku.

Więcej o: