Krawczyk w Polsce był numerem jeden. W USA musiał walczyć o przetrwanie. To dlatego wyjechał

Dlaczego Krzysztof Krawczyk nie zrobił kariery w USA? Wyjechał do Stanów Zjednoczonych w czasie, gdy w Polsce mierzył się z ograniczeniami cenzury. Na miejscu szybko okazało się, że sam talent nie wystarczy, by przebić się na wymagającym rynku muzycznym.
Krzysztof Krawczyk, Fot. Sergiusz Pęczek / Agencja Wyborcza.pl
Krzysztof Krawczyk, Fot. Sergiusz Pęczek / Agencja Wyborcza.pl

Krzysztof Krawczyk był jedną z najważniejszych postaci polskiej muzyki rozrywkowej lat 70. Po sukcesach z zespołem Trubadurzy rozpoczął karierę solową i zdobył ogólnokrajową popularność. Występy na festiwalach i obecność w mediach umocniły jego pozycję. Sytuacja zmieniła się, gdy jego twórczość została objęta decyzjami władz PRL.

Zobacz wideo Kubańczyk śpiewa hity Krawczyka. "Marynaaaarzeeem!" [Lista Plotka]

Cenzura PRL przerwała dynamiczny rozwój kariery. Popularny utwór zniknął z mediów

Po wykonaniu utworu "Jak minął dzień" podczas festiwalu w Sopocie piosenka zdobyła dużą popularność wśród słuchaczy. Wkrótce jednak władze zdecydowały o wycofaniu jego twórczości z radia i telewizji. Decyzja o ograniczeniu obecności w mediach zahamowała rozwój kariery artysty w kluczowym momencie. Utrata wsparcia medialnego wpłynęła także na współpracę z zagraniczną wytwórnią, która została zakończona. W tej sytuacji wyjazd do USA stał się próbą kontynuowania kariery poza krajem.

Start w USA okazał się trudniejszy niż w Polsce. Krzysztof Krawczyk zaczynał od podstaw

Na początku lat 80. Krawczyk wyjechał do Stanów Zjednoczonych z nadzieją na rozwój międzynarodowej kariery. Popularność zdobyta w Polsce nie przełożyła się jednak na rozpoznawalność za oceanem. Aby się utrzymać, pracował między innymi na budowie, jako barman oraz przy pracach technicznych. Występował głównie dla Polonii, w klubach i podczas lokalnych wydarzeń. Dochody z koncertów nie zapewniały stabilności finansowej. W tym okresie zmagał się także z problemami osobistymi i uzależnieniami, co dodatkowo utrudniało koncentrację na karierze muzycznej.

O sukcesie decydowały miliony dolarów. Bez dużej promocji trudno było zaistnieć

Po latach artysta wskazywał, że kluczową barierą był brak środków na promocję. Amerykański rynek muzyczny wymagał dużych nakładów finansowych oraz silnego zaplecza wytwórni. Według jego relacji skuteczna kampania promocyjna w USA mogła kosztować od 2 do 3 milionów dolarów.

Samo wejście do dużych stacji radiowych wiązało się z wydatkami sięgającymi około 150 tysięcy dolarów. Bez takiego wsparcia trudno było dotrzeć do szerokiej publiczności. Konkurencja była duża, a rynek nasycony wykonawcami o podobnym repertuarze.

- Nie udało się tylko dlatego, że zabrakło pieniędzy. Nie miałem pieniędzy na wypromowanie siebie. Bo jeśli chodzi o warunki wokalne, mogłem się ścigać z bardzo dobrymi piosenkarzami. [...] W USA trzeba wydać dwa, trzy miliony dolarów, aby zaistnieć i aby dwa, trzy razy dziennie pojawić się w stacjach radiowych. Wejście do stacji to wydatek rzędu 150 tys. dolarów. Nie mieliśmy pojęcia, jak trudny jest to rynek, a takich śpiewających Krawczyków w Ameryce jest wielu. Ale tam nauczyłem się pracować na scenie i walczyć o widza - opowiadał Krzysztof Krawczyk w rozmowie z WP.

Powrót do kraju pozwolił odbudować pozycję. Polska publiczność ponownie wypełniła sale koncertowe

W 1985 roku Krzysztof Krawczyk wrócił do Polski. W kolejnych latach ponownie zdobył popularność i umocnił swoją pozycję na krajowej scenie. Powrót do kraju okazał się przełomem, który przywrócił mu stabilną karierę.

 

W 1990 roku wyjechał jeszcze na trzy lata do USA i nagrał tam album "Eastern Country Album". Ostatecznie to jednak polski rynek okazał się miejscem, w którym odniósł największe sukcesy.

Więcej o: