W Polsce początku lat 90., w czasach transformacji, życie wielu osób uległo znaczącej zmianie. Nie wszyscy byli w stanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jedni pociechy szukali w używkach, inni zwracali się ku duchowości. I właśnie to stworzyło bardzo podatny grunt dla wszelkiego rodzaju samozwańczych guru. Charyzmatyczni liderzy przyciągali niczym magnes wszystkich tych, którzy poszukiwali odpowiedzi na pytania o sens życia albo po prostu leku na samotność, potrzebujących przynależności do grupy. Bogdan Kacmajor - bioenergoterapeuta, samozwańczy uzdrowiciel, a także założyciel i guru sekty Niebo - miał dar zjednywania sobie ludzi. A także wielką charyzmę, za sprawą której słuchali go niemal bezkrytycznie. W szczytowym okresie Niebo liczyło ponad 60 członków. Ale podczas gdy dla jednych Kacmajor był uzdrowicielem i mistrzem duchowym, inni postrzegali go jako bezwzględnego manipulatora. Z czasem więc na idealnym obrazie Nieba zaczęły pojawiać się rysy. Piętrzące się oskarżenia nie tylko o ciągłe kradzieże i bezprawne przetrzymywanie ludzi, lecz także o znęcanie się, a nawet nakłanianie do samobójstw i wręcz morderstwa przyczyniły się do upadku sekty.
Bogdan Kacmajor przyszedł na świat w Elblągu w 1954 roku. Już w czasach szkolnych przejawiał talent artystyczny i w tym kierunku pragnął się rozwijać. Pracował m.in. w teatrze lalek, projektował dekoracje i tworzył instalacje artystyczne. Ale choć według ówczesnych współpracowników Bogdan był przekonany o własnej wyjątkowości, nigdy nie udało mu się zrobić kariery artystycznej z prawdziwego zdarzenia. Został natomiast wcielony do wojska, co zdecydowanie stało w sprzeczności z jego przekonaniami. Buntował się tak bardzo, że najpierw skierowano go na obserwację psychiatryczną, a następnie do więzienia. Ponoć to właśnie za kratami Kacmajor doznał wizji, która przyczyniła się do jego późniejszej działalności.
Podczas jednego ze snów w więziennej celi Bogdan Kacmajor miał ujrzeć siebie samego idącego przez krystalicznie czystą wodę. Jej dno pokrywały rybie szkielety, ale pod stopami Bogdana kości zamieniały się w ptaki i wzlatywały ku niebu. Młody mężczyzna zinterpretował sen jako znak - ogłosił, iż otrzymał dar uzdrawiania przed dotyk. Pozbył się wszystkich ziemskich dóbr poza Biblią i zaczął przyjmować pierwszych pacjentów. Szybko rozniosła się wieść o rzekomych "cudownych ozdrowieniach", a wdzięczni ludzie obdarowywali uzdrowiciela nie tylko darami takimi jak płody rolne, ale i pieniędzmi i biżuterią. Kacmajor szybko zyskał lokalną sławę. Zrozumiał wówczas, że ma dar zjednywania sobie ludzi. A zgromadzone dzięki swoim praktykom środki pozwoliły mu zbudować własne miejsce - z dala od zgiełku i pokus świata.
Wraz z grupką najbardziej oddanych pacjentów Bogdan Kacmajor na kupionej przez siebie ziemi w Majdanie Kozłowieckim na Lubelszczyźnie zbudował dom. Stał się on siedzibą sekty Niebo. Z czasem do grupy dołączali nowi członkowie - w szczytowym okresie było ich aż kilkudziesięciu. Niektórzy dołączali całymi rodzinami. Zasady wspólnoty ewoluowały z czasem. Choć czuć było tam aurę mistycyzmu, początkowo w Niebie nie działo się nic szczególnie niepokojącego. Co więcej, dla wielu sekta stanowiła ucieczkę od trudnej sytuacji ekonomicznej i problemów osobistych. Wspólnota oferowała poczucie przynależności, duchową wyjątkowość oraz obietnicę zbawienia. Jej członkowie wiedli proste, skromne życie - pracowali na roli i trzymali się razem, stroniąc od obcych. Ale Bogdan Kacmajor stopniowo zaczął wprowadzać nowe zasady. Pierwszą z nich był obowiązek zmiany imienia. Nowe nadawał sam guru - czasem nawiązywały do Biblii, często jednak były absurdalne. Tęcza Atomowa, Anioł Rowerowy, Trójkątyzacja Kota i Śrubokręt Nie Pomoże, czy też imiona dzieci samego lidera: Idzie, Do, Nas, Co Dzień, Nowe, Świtem, i wreszcie: Mądrość. Nowe imiona były elementem kontroli tożsamości, ale, co więcej, Kacmajor nakazał wiernym odciąć się od rodzin i dotychczasowych przyjaciół. Dzieci nie chodziły do szkół, członkowie Nieba nie mogli też korzystać z tradycyjnej medycyny. Guru głosił bowiem, iż choroby wynikały ze zbyt małej wiary, a polepszanie stanu zdrowia było spowodowane umocnieniem więzi z Bogiem. Jeśli ktoś nie zdrowiał, najwyraźniej nie dość mocno wierzył.
Manipulacja i kontrola nie były jedynymi przewinieniami guru Nieba. Z czasem w sekcie zaczęły się pojawiać coraz większe problemy. Lider decydował o każdym aspekcie życia członków - to on łączył pary i udzielał ślubów. Czasem były to związki zupełnie niedopasowane, jak na przykład dojrzała kobieta i 14-letni chłopak. Ta członkini sekty, Ewa, stanęła zresztą potem przed sądem pod zarzutem obcowania z nieletnim. Inni byli zmuszani do sprzedaży wszystkiego, co mieli, aby zdobyte w ten sposób środki przeznaczyć na sektę. Na porządku dziennym szybko stały się też kradzieże - u okolicznych rolników i w sklepach. Nieposłuszeństwo w Niebie karano głodówkami, upokorzeniem psychicznym lub wykluczeniem.
Okoliczni rolnicy skarżyli się nie tylko na kradzieże - we wsi krążyły też pogłoski o mordowanych niemowlętach. Zdaniem wielu niektóre dzieci członków sekty miały być uśmiercane zaraz po narodzinach, a następnie potajemnie chowane na terenie posesji Nieba. Inni twierdzili, że aby podreperować sytuację finansową, członkowie zboru handlowali dziećmi. Żadne z tych pogłosek nie znalazły jednak potwierdzenia w policyjnym śledztwie. Okoliczni mieszkańcy bali się jednak Kacmajora - i trudno im się dziwić, bo mężczyzna rzucał na ludzi klątwy i straszył ich śmiercią. W obawie przed gniewem guru nie zgłaszali incydentów na policję. Ta jednak i tak zainteresowała się Niebem. Najpierw dzieci lidera odebrano interwencyjnie i umieszczono w domu dziecka. Tymczasem guru nie tylko nie próbował ich sprowadzić z powrotem, lecz także coraz bardziej się staczał - pił, stawał się agresywny, a jego rzekome "wizje" i zarządzenia były coraz bardziej absurdalne. W Niebie wkrótce brakowało wszystkiego - jedzenia, ubrań, elektryczności. Nic więc dziwnego, że członkowie jeden po drugim odchodzili.
Po tym, jak dom w Majdanie Kozłowieckim popadł w ruinę, Bogdan Kacmajor próbował reaktywować sektę na Podhalu, ale wśród religijnych górali nie poszło mu zbyt dobrze. Wreszcie sama żona lidera, której nadał imię Bo, odeszła i zabrała ze sobą 14-letniego syna. Chłopca wysłała do Krakowa, a sama zniknęła bez śladu - jej dalsze losy są nieznane. Tymczasem sam Kacmajor bezskutecznie próbował reaktywować swoje królestwo i swoją pozycję samozwańczego mesjasza. Kiedy zrozumiał, że to, co było, już nigdy nie wróci, wyjechał do Wielkiej Brytanii i powrócił do swoich korzeni. Skupił się na pracy artystycznej, tworzył kolaże i malował. Zmarł w 2022 roku.
Jednym z pierwszych, którzy opuścili Niebo, był Sebastian Keller - dawny entuzjasta Kacmajora, który po pięciu latach spędzonych w sekcie uciekł nocą wraz z partnerką i dzieckiem. Po latach w książce "Niebo. Pięć lat w sekcie" opisał swoje doświadczenia oraz manipulacje Bogdana Kacmajora. Jego wspomnienia zainspirowały serial HBO: "Niebo. Pięć lat w piekle".
Marcin Gortat pokłócił się z urzędniczką o imię syna. Wtedy sięgnął po ostateczny argument
Krupa, Szczepkowska i Janda odpaliły się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. To im zaszkodzi? Ekspertka nie owija w bawełnę
Dziewiąty odcinek "Tańca z gwiazdami". Kto odpadł z programu?
Joanna Krupa odpaliła się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. "Tusk, złaź z drogi"
Po aferze w TK posłanka PiS przerobiła polski hymn na cześć Nawrockiego. Biejat: Desperacka próba ratowania prezydenta
Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. "Ciężko jest mówić na głos..."
Nie żyje żona Witolda Pyrkosza. Spoczęła obok męża
Senatorka Lewicy nie podała ręki człowiekowi Nawrockiego. Ekspertka grzmi. Mówi o "nietaktownym zachowaniu"
Matylda Damięcka zaskoczyła na Halloween. O tej grafice będzie głośno