Miał wizję, więc udzielił ślubu 14-latkowi i dojrzałej kobiecie. Zgotował ludziom piekło, ale twierdził, że to Niebo

Cudowne ozdrowienia i miejsce wolne od zła nowoczesnego świata, ale też oskarżenia o kradzież, bezprawne przetrzymywanie osób, psychiczne znęcanie się, a nawet nakłanianie do samobójstw i uśmiercania noworodków. Sekta Niebo w latach 90. wstrząsnęła opinią publiczną, a jej historia nie przestaje budzić kontrowersji do dziś.
Bogdan Kacmajor z sekty 'Niebo'
Fot. WONA BURDZANOWSKA / Agencja Wyborcza.pl

W Polsce początku lat 90., w czasach transformacji, życie wielu osób uległo znaczącej zmianie. Nie wszyscy byli w stanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jedni pociechy szukali w używkach, inni zwracali się ku duchowości. I właśnie to stworzyło bardzo podatny grunt dla wszelkiego rodzaju samozwańczych guru. Charyzmatyczni liderzy przyciągali niczym magnes wszystkich tych, którzy poszukiwali odpowiedzi na pytania o sens życia albo po prostu leku na samotność, potrzebujących przynależności do grupy. Bogdan Kacmajor - bioenergoterapeuta, samozwańczy uzdrowiciel, a także założyciel i guru sekty Niebo - miał dar zjednywania sobie ludzi. A także wielką charyzmę, za sprawą której słuchali go niemal bezkrytycznie. W szczytowym okresie Niebo liczyło ponad 60 członków. Ale podczas gdy dla jednych Kacmajor był uzdrowicielem i mistrzem duchowym, inni postrzegali go jako bezwzględnego manipulatora. Z czasem więc na idealnym obrazie Nieba zaczęły pojawiać się rysy. Piętrzące się oskarżenia nie tylko o ciągłe kradzieże i bezprawne przetrzymywanie ludzi, lecz także o znęcanie się, a nawet nakłanianie do samobójstw i wręcz morderstwa przyczyniły się do upadku sekty.

Zobacz wideo Natalia Niemen o realiach życia w sekcie. "Po latach zdajesz sobie sprawę, że jesteś manipulowany"

Droga do Nieba

Bogdan Kacmajor przyszedł na świat w Elblągu w 1954 roku. Już w czasach szkolnych przejawiał talent artystyczny i w tym kierunku pragnął się rozwijać. Pracował m.in. w teatrze lalek, projektował dekoracje i tworzył instalacje artystyczne. Ale choć według ówczesnych współpracowników Bogdan był przekonany o własnej wyjątkowości, nigdy nie udało mu się zrobić kariery artystycznej z prawdziwego zdarzenia. Został natomiast wcielony do wojska, co zdecydowanie stało w sprzeczności z jego przekonaniami. Buntował się tak bardzo, że najpierw skierowano go na obserwację psychiatryczną, a następnie do więzienia. Ponoć to właśnie za kratami Kacmajor doznał wizji, która przyczyniła się do jego późniejszej działalności.

Podczas jednego ze snów w więziennej celi Bogdan Kacmajor miał ujrzeć siebie samego idącego przez krystalicznie czystą wodę. Jej dno pokrywały rybie szkielety, ale pod stopami Bogdana kości zamieniały się w ptaki i wzlatywały ku niebu. Młody mężczyzna zinterpretował sen jako znak - ogłosił, iż otrzymał dar uzdrawiania przed dotyk. Pozbył się wszystkich ziemskich dóbr poza Biblią i zaczął przyjmować pierwszych pacjentów. Szybko rozniosła się wieść o rzekomych "cudownych ozdrowieniach", a wdzięczni ludzie obdarowywali uzdrowiciela nie tylko darami takimi jak płody rolne, ale i pieniędzmi i biżuterią. Kacmajor szybko zyskał lokalną sławę. Zrozumiał wówczas, że ma dar zjednywania sobie ludzi. A zgromadzone dzięki swoim praktykom środki pozwoliły mu zbudować własne miejsce - z dala od zgiełku i pokus świata.

Piekło w Niebie

Wraz z grupką najbardziej oddanych pacjentów Bogdan Kacmajor na kupionej przez siebie ziemi w Majdanie Kozłowieckim na Lubelszczyźnie zbudował dom. Stał się on siedzibą sekty Niebo. Z czasem do grupy dołączali nowi członkowie - w szczytowym okresie było ich aż kilkudziesięciu. Niektórzy dołączali całymi rodzinami. Zasady wspólnoty ewoluowały z czasem. Choć czuć było tam aurę mistycyzmu, początkowo w Niebie nie działo się nic szczególnie niepokojącego. Co więcej, dla wielu sekta stanowiła ucieczkę od trudnej sytuacji ekonomicznej i problemów osobistych. Wspólnota oferowała poczucie przynależności, duchową wyjątkowość oraz obietnicę zbawienia. Jej członkowie wiedli proste, skromne życie - pracowali na roli i trzymali się razem, stroniąc od obcych. Ale Bogdan Kacmajor stopniowo zaczął wprowadzać nowe zasady. Pierwszą z nich był obowiązek zmiany imienia. Nowe nadawał sam guru - czasem nawiązywały do Biblii, często jednak były absurdalne. Tęcza Atomowa, Anioł Rowerowy, Trójkątyzacja Kota i Śrubokręt Nie Pomoże, czy też imiona dzieci samego lidera: Idzie, Do, Nas, Co Dzień, Nowe, Świtem, i wreszcie: Mądrość. Nowe imiona były elementem kontroli tożsamości, ale, co więcej, Kacmajor nakazał wiernym odciąć się od rodzin i dotychczasowych przyjaciół. Dzieci nie chodziły do szkół, członkowie Nieba nie mogli też korzystać z tradycyjnej medycyny. Guru głosił bowiem, iż choroby wynikały ze zbyt małej wiary, a polepszanie stanu zdrowia było spowodowane umocnieniem więzi z Bogiem. Jeśli ktoś nie zdrowiał, najwyraźniej nie dość mocno wierzył.

Manipulacja i kontrola nie były jedynymi przewinieniami guru Nieba. Z czasem w sekcie zaczęły się pojawiać coraz większe problemy. Lider decydował o każdym aspekcie życia członków - to on łączył pary i udzielał ślubów. Czasem były to związki zupełnie niedopasowane, jak na przykład dojrzała kobieta i 14-letni chłopak. Ta członkini sekty, Ewa, stanęła zresztą potem przed sądem pod zarzutem obcowania z nieletnim. Inni byli zmuszani do sprzedaży wszystkiego, co mieli, aby zdobyte w ten sposób środki przeznaczyć na sektę. Na porządku dziennym szybko stały się też kradzieże - u okolicznych rolników i w sklepach. Nieposłuszeństwo w Niebie karano głodówkami, upokorzeniem psychicznym lub wykluczeniem.

Okoliczni rolnicy skarżyli się nie tylko na kradzieże - we wsi krążyły też pogłoski o mordowanych niemowlętach. Zdaniem wielu niektóre dzieci członków sekty miały być uśmiercane zaraz po narodzinach, a następnie potajemnie chowane na terenie posesji Nieba. Inni twierdzili, że aby podreperować sytuację finansową, członkowie zboru handlowali dziećmi. Żadne z tych pogłosek nie znalazły jednak potwierdzenia w policyjnym śledztwie. Okoliczni mieszkańcy bali się jednak Kacmajora - i trudno im się dziwić, bo mężczyzna rzucał na ludzi klątwy i straszył ich śmiercią. W obawie przed gniewem guru nie zgłaszali incydentów na policję. Ta jednak i tak zainteresowała się Niebem. Najpierw dzieci lidera odebrano interwencyjnie i umieszczono w domu dziecka. Tymczasem guru nie tylko nie próbował ich sprowadzić z powrotem, lecz także coraz bardziej się staczał - pił, stawał się agresywny, a jego rzekome "wizje" i zarządzenia były coraz bardziej absurdalne. W Niebie wkrótce brakowało wszystkiego - jedzenia, ubrań, elektryczności. Nic więc dziwnego, że członkowie jeden po drugim odchodzili.

Koniec Nieba

Po tym, jak dom w Majdanie Kozłowieckim popadł w ruinę, Bogdan Kacmajor próbował reaktywować sektę na Podhalu, ale wśród religijnych górali nie poszło mu zbyt dobrze. Wreszcie sama żona lidera, której nadał imię Bo, odeszła i zabrała ze sobą 14-letniego syna. Chłopca wysłała do Krakowa, a sama zniknęła bez śladu - jej dalsze losy są nieznane. Tymczasem sam Kacmajor bezskutecznie próbował reaktywować swoje królestwo i swoją pozycję samozwańczego mesjasza. Kiedy zrozumiał, że to, co było, już nigdy nie wróci, wyjechał do Wielkiej Brytanii i powrócił do swoich korzeni. Skupił się na pracy artystycznej, tworzył kolaże i malował. Zmarł w 2022 roku.

Jednym z pierwszych, którzy opuścili Niebo, był Sebastian Keller - dawny entuzjasta Kacmajora, który po pięciu latach spędzonych w sekcie uciekł nocą wraz z partnerką i dzieckiem. Po latach w książce "Niebo. Pięć lat w sekcie" opisał swoje doświadczenia oraz manipulacje Bogdana Kacmajora. Jego wspomnienia zainspirowały serial HBO: "Niebo. Pięć lat w piekle".

Więcej o: