Zanim powstał "Klan" czy "Złotopolscy", przed ekrany milionową publiczność przyciągała ich poprzedniczka - pierwsza polska telenowela. Serial "W labiryncie", bo właśnie o nim mowa, zadebiutował w 1988 roku i na zawsze wpisał się w historię polskiej telewizji jako produkcja bijąca rekordy popularności - oglądalność sięgała nawet zawrotnych 16 milionów widzów. Choć początkowo serial wzbudzał opory środowiska aktorskiego jako rzecz niskich lotów, producentom udało się ostatecznie zgromadzić świetną obsadę. W role wcielili się m.in. Marek Kondrat, Leon Niemczyk, Dorota Kamińska, Piotr Skarga, Sławomira Łozińska czy Jowita Budnik.
Pojawili się też jednak młodzi aktorzy, dla których udział w nowym serialu mógł się okazać trampoliną do kariery. Jedną z takich osób była odtwórczyni głównej roli kobiecej. 24-letnia wówczas Agnieszka Robótka-Michalska wcieliła się w postać młodej Ewy Glinickiej - kobiety, której przychodzi uporać się z tragiczną śmiercią narzeczonego. Ale choć Agnieszka za sprawą roli stała się sławna, w pewnym momencie nagle zniknęła - zarówno z produkcji, jak i ze świata z show-biznesu. Wówczas powody decyzji aktorki nie były do końca jasne, a wyjawiła je dopiero po latach.
Urodzona 7 grudnia 1971 roku Agnieszka Robótka nie miała dzieciństwa podobnego do tego, jakiego doświadczyła większość jej rówieśników. Bo w wieku dziewięciu lat dziewczynka wraz z całą rodziną wyjechała do egzotycznej Brazylii. Tam Agnieszka nie tylko poznała odmienną kulturę, ale też nauczyła się biegle mówić po portugalsku i francusku. A kiedy jako nastolatka wróciła do Polski, miała już sprecyzowane plany na przyszłość - pragnęła zostać archeolożką. Czas jednak zweryfikował jej zainteresowania i ostatecznie dziewczyna postanowiła zdawać na wydział aktorski. Wybór nie spotkał się z uznaniem rodziców - szczególnie mamy, która miała dla córki odmienne plany. Postanowiła zresztą wziąć sprawy w swoje ręce i złożyć w imieniu córki papiery do Instytutu Lingwistyki Stosowanej na UW. Ale, jak wspominała po latach Agnieszka, nie miała o to pretensji do rodzicielki, rozumiała bowiem, że jej działanie było podyktowane troską.
"Nie dziwię się, że martwiła się o mnie, bo konkurencja była bardzo silna. Pamiętam, że podczas egzaminów udało mi się rozśmieszyć komisję. Dostałam za zadanie zagrać scenkę oprowadzania po Paryżu Kameruńczyka, który nie mówi w żadnym znanym mi języku. Kameruńczyka podegrał mi Marcin Troński. Cała komisja popłakała się ze śmiechu. Byłam najmłodsza na swoim roku. Miałam 17 lat" - wspominała Agnieszka Robótka-Michalska w wywiadzie dla kobieta.onet.pl.
Po ukończeniu studiów Agnieszka Robótka-Michalska była związana z Teatrem Dramatycznym oraz Teatrem Nowym w Warszawie. Szybko też zaliczyła swój debiut na ekranie - pojawiła się w kultowym serialu "Zmiennicy". A już za moment miała dostać od losu prawdziwą szansę. Przynajmniej tak się wówczas Agnieszce wydawało, bo dla nieznanej szerszej publiczności aktorki główna rola kobieca w serialu z potencjałem na hit była nie lada gratką. Problem w tym, że rola, która miała uczynić ją sławną, okazała się jednocześnie przekleństwem.
Serial "W labiryncie" wzorowany był na amerykańskich operach mydlanych. Historia perypetii pracujących w laboratorium medyków kręcona była w naturalnych wnętrzach i plenerach. Kolejne odcinki emitowano raz w tygodniu. I choć początkowo wielu aktorów miało opory, aby wziąć udział w produkcji tak niskich lotów, szybko okazało się, że ci, którzy przyjęli propozycję, postawili na dobrą kartę. Bo serial "W labiryncie" przyciągał przed ekrany wielomilionową publiczność i stał się hitem, jakiego niemal nikt się nie spodziewał.
24-letnia wówczas Agnieszka Robótka Michalska wcieliła się w rolę młodej absolwentki farmacji Ewy Glinickiej. To właśnie historia tej postaci była osią fabuły. Ale, jak na operę mydlaną przystało, życie serialowej Ewy obfitowało w dramatyczne sytuacje. Już na początku bohaterka musiała uporać się z tragiczną śmiercią narzeczonego. To jednak nie wszystko, bo Ewa wiodła niezwykle burzliwe życie uczuciowe, była skłócona z siostrą i miała nieuregulowane sprawy spadkowe. Jak wyznała po latach aktorka, to właśnie nawał nieszczęść, jakie scenarzyści co rusz zsyłali na serialową Ewę, sprawił, że po 50-ciu odcinkach powiedziała dość. Jako pierwsza polska aktorka zdecydowała się na odważny krok - postanowiła odejść z serialu. Wkrótce potem wyjechała do Anglii.
"Po pierwsze: bo tak mi się ułożyło życie. Miałam okazję wyjechać za granicę i skorzystałam z tego. A po drugie, moja postać się nie rozwijała, musiała być nieszczęśliwa. Tak jak mi to mówili scenarzyści: widzowie kochają, że Ewa jest nieszczęśliwa. Więc ja wiedziałam, że i w 70., i w 80. odcinku moja postać będzie miała znowu pod górkę. I trochę mnie to znudziło" - tłumaczyła swoją decyzję Agnieszka Robótka-Michalska w programie "Dzień dobry TVN". A w wywiadzie dla onet.pl aktorka dodała, że udział w serialu niewiele jej dał poza chwilową sławą. "Ani pieniądze, ani wielkie role. (…) Serial zrobił mi dużo krzywdy, bo wszyscy oceniali mnie przez pryzmat Ewy. Możliwe, że po moim odejściu z serialu nikomu nie pasowałam do żadnej roli. Widocznie tak musiało być. Sama nie chciałam grać więcej w telenoweli i powielać postaci biednej, skrzywdzonej kobiety wiecznie w ciąży" - wyznała aktorka.
Scenarzyści "W labiryncie" poradzili sobie z odejściem Agnieszki Robótki-Michalskiej, usuwając jej postać z głównego wątku. W późniejszym czasie - w kontynuacji serialu - zastąpiła ją Beata Rakowska. Tymczasem Agnieszka Robótka-Michalska pragnęła uniknąć zamieszania wokół swojej osoby, zdecydowała się więc na wyjazd do Anglii. Przez dwa lata grywała tam w angielskich i francuskich filmach - dzięki świetnej znajomości języków nie miała z tym problemu. Po tym czasie postanowiła jednak powrócić do Polski. Niestety, okazało się, że nie mogła liczyć na atrakcyjne propozycje zawodowe - stało się jasne, że udział w 50-ciu odcinkach serialu wystarczył, aby ją zaszufladkowano. Wystąpiła co prawda w drobnych rolach w kilku serialach, takich jak "Czterdziestolatek. 20 lat później", "Klan", "Na dobre i na złe", "Rodzina zastępcza" czy "Pensjonat pod Różą". Ale na dłuższą metę świat showbiznesu nie miał jej zbyt wiele do zaoferowania.
Agnieszka Robótka-Michalska mogła za to skupić się na życiu prywatnym. A to, w przeciwieństwie do jej serialowej bohaterki, ułożyło się szczęśliwie. Mąż aktorki jest prawnikiem, para doczekała się dwóch dorosłych już synów - Antoniego i Jana. Aktorstwo Agnieszka Robótka-Michalska zamieniła na politykę. Przez pewien czas była działaczką KOD-u - Komisji Obrony Demokracji. Ale w 2016 roku dowiedziała się, że organizacja usunęła ją z listy.
"Kochani, usunięto mnie z KOD-u Mazowieckie! Byłam tam od początku! Śmiać się czy płakać? (...) Za polemikę, za stawianie na jedność opozycji... Zabranie KOD-u jako ruchu społecznego, a nie politycznego!" - pisała wówczas na swoim Facebooku pani Agnieszka. A co z aktorstwem? Wszystko wskazuje na to, że należy już do przeszłości. "Może faktycznie byłam aktorką niepokorną? Marzyło mi się coś więcej. Chciałam grać ambitne role. Gdy jest się młodym, inaczej podejmuje się decyzje" - wyznała Agnieszka Robótka-Michalska na łamach magazynu "Tele tydzień".
Rozenek otwarcie o finansach Henia. "W trakcie pierwszego pół roku życia zarobił na studia"
"Czasami też kupię sobie kebaba". Znany ksiądz ujawnił zarobki. Tyle dostaje jako katecheta
Cała rodzina razem, a wszyscy patrzą na paznokcie 11-letniej księżniczki Charlotte. "Zdecydowanie za młoda"
Firma zmienia plany z Łatwogangiem. "Nie na miejscu"
Dwie pierwsze damy, jedno miejsce. Spotkanie w Chorwacji przyciągnęło uwagę
Youtuber ujawnia, ile Łatwogang mógł zarobić z reklam. "To będzie porąbana kasa"
Łatwogang 30 kwietnia przemówił po historycznej zbiórce. "Ostatni raz pozwolę sobie..."
Internauci rozpisują się na temat wyglądu Olivii Wilde. Gojdź mówi wprost: Może to być efekt...
Lenka Klimentova trafiła do szpitala. Przekazała wieści ws. stanu zdrowia