Cezary Pazura szczerze o głośnej porażce. "To mnie bardzo zabolało". Nie do wiary, co o sobie usłyszał

Choć od festiwalu w Gdyni minęło blisko 30 lat, temat wciąż budzi emocje. Cezary Pazura został zapytany przez fanów o głośny werdykt z 1997 roku. Jego odpowiedź może zaskoczyć.
Cezary Pazura, Krzysztof Krauze
Kapif

Cezary Pazura chętnie utrzymuje kontakt ze swoimi fanami, a jednym z jego sposobów na interakcję z widzami jest cykl pytań i odpowiedzi publikowany na YouTubie. W najnowszym odcinku poruszono temat, który do dziś budzi emocje w środowisku filmowym - werdykt jury oraz rozdanie Lwów na festiwalu w Gdyni w 1997 roku.

Zobacz wideo Cezary Pazura o związku z Edytą. "Odczuwam swój wiek"

Cezary Pazura po latach o kontrowersyjnym werdykcie w Gdyni. To mu sprawiło przykrość

"Był pan murowanym kandydatem do nagrody. Jeszcze przed festiwalem wielu przedstawicieli środowiska filmowego nie miało wątpliwości, że statuetka trafi właśnie do Cezarego Pazury" - napisał jeden z fanów. W dalszej części komentarza przypomniano, że ostatecznie wyróżnienie otrzymał zagraniczny aktor, który nawet nie pojawił się na festiwalu. Nawiązano również do faktu, że sam Pazura nie krył wówczas rozczarowania werdyktem i publicznie skrytykował decyzję kapituły. Fan postanowił więc zapytać aktora, jak dziś ocenia tamte wydarzenia i czy z perspektywy czasu jego spojrzenie na całą sytuację uległo zmianie. 

- Nie czuję żalu i niesmaku - zaczął Pazura. Następnie wyjaśnił, że jego krytyka nie była wymierzona w aktora, który otrzymał nagrodę, lecz w sposób, w jaki członek jury, reżyser Krzysztof Krauze, uzasadnił decyzję o nieprzyznaniu mu wyróżnienia.

Krauze powiedział wówczas, że nie dostałem nagrody, bo "po jego trupie" i że jestem aktorem zagubionym, który źle wybiera role i to mi sprawiło przykrość. (...) To mnie bardzo zabolało

- wytłumaczył.

Cezary Pazura szczerze o utraconej nagrodzie. Po latach ujawnił kulisy

Następnie Pazura odniósł się do realiów panujących wówczas w branży filmowej i zasad, które jego zdaniem miały wpływ na przyznawanie festiwalowych nagród. Aktor przyznał, że wiązał z tamtą edycją festiwalu duże nadzieje. Jak podkreślił, filmy, w których wówczas wystąpił, cieszyły się dużym uznaniem i jego zdaniem miały realne szanse na wyróżnienia. Ostateczny werdykt okazał się jednak zupełnie inny, co go rozczarowało. - Miałem wtedy cztery filmy: "Sztos", "Szczęśliwego Nowego Jorku", "Sara" i "Kiler". (...) To był przedziwny festiwal. O tym, kto ma dostać nagrodę, decydowali producenci. Jak mieli pieniądze załatwione na jakiś film, to musieli to oddać w nagrodach - wyjaśnił Pazura.

Więcej o: