Trzy dni przed śmiercią Kozłowski wysłał żonie tajemniczego SMS-a. "Nie rozumiałam tych słów"

Maciej Kozłowski przez lata tworzył role, których nie można było pomylić z kreacjami innych aktorów. Jego życie zmieniło się jednak po badaniu, na które zdecydował się, chcąc dać dobry przykład innym. Kilka lat później, zaledwie trzy dni przed śmiercią, wysłał żonie wiadomość, której początkowo nie potrafiła zrozumieć.
Maciej Kozłowski
Fot. KAPiF

Macieja Kozłowskiego widzowie pamiętają m.in. z takich produkcji jak "Listy Schindlera", "Kiler", "Psy" oraz "Ogniem i mieczem". Szczególnie dobrze odnajdywał się w rolach niejednoznacznych i czarnych charakterów. Poza ekranem przyszło mu jednak zmierzyć się z wyjątkowo trudnym doświadczeniem - najpierw wykryto u niego zakażenie, a później nowotwór wątroby. Nawet wtedy nie przestał angażować się w pomoc innym.

Zobacz wideo Dorota Lipko wspomina ostatnie dni choroby męża. "Żegnał się w piękny sposób"

Maciej Kozłowski zachorował na nowotwór. Aktor nie zrezygnował jednak z pracy

O chorobie Kozłowski dowiedział się przypadkiem w 2005 roku. Wziął wtedy udział w akcji "Krewniacy" Radosława Pazury i oddał krew, aby dać społeczeństwu dobry przykład. Podczas badań okazało się jednak, że jest zarażony wirusem zapalenia wątroby typu C. Kozłowski jednak nie przyjął tej informacji jako wyrok i wciąż pracował w teatrze oraz na planach filmów. Mimo leczenia choroba nie ustępowała. Po czasie aktor dowiedział się, że ma nowotwór wątroby.

Nie dyskutuję z wyrokami. Warto pamiętać, że w chwili poczęcia dostajemy nowe życie i nową śmierć. Należy żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim. Mam jeszcze trochę do zrobienia. Trzeba żyć i dawać świadectwo

- powiedział niegdyś Kozłowski, cytowany przez "Vivę!". Artysta podjął się przy tym działalności charytatywnej. Pomagał osobom w kryzysie bezdomności, wspierał ubogich, udzielał się w kampaniach wspierających osoby chorujące na nowotwory oraz angażował się w pomoc czworonogom. "Zanim zamieszkaliśmy razem, nie miał wcześniej psów. Przez to nie miał doświadczenia w postępowaniu z nimi, więc kompletnie je rozpieszczał. (...) Nie umiał żadnemu odmówić pomocy. Dlatego po trzech miesiącach wspólnego życia pod naszym dachem było ich już siedem. Nie mogliśmy przygarnąć więcej do domu, ale wciąż pojawiały się jakieś potrzebujące bidy. Więc Maciek obdzwaniał pół Warszawy w poszukiwaniu im nowych domów" - opowiedziała w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" żona Kozłowskiego - malarka Agnieszka Kowalska.

Kozłowskiego łączył z żoną specjalny rodzaj więzi. Przed śmiercią wysłał jej zagadkowego SMS-a

Kozłowski zmarł w maju 2010 roku w Warszawie. Na trzy dni przed śmiercią aktor wysłał żonie nietypową wiadomość, którą kobieta zrozumiała dopiero po jego odejściu. Brzmiała ona: "Silne kobiety nie chodzą po prośbie". "Nie rozumiałam tych słów. Złościłam się trochę, bo zostawiał mnie samą, z długami, z remontem domu. Dopiero później wszystko stało się jasne. Pierwsze dwa lata były bardzo trudne, ale zauważyłam, że wiele spraw się układa. Problemy niejako rozwiązują się same. Wtedy dotarło do mnie, że to Maciej pomaga mi z góry, dlatego nie muszę 'chodzić po prośbie'" - wyjaśniła Kowalska w rozmowie z "Dobrym Tygodniem".

Żona Kozłowskiego założyła też fundację Pan i Pani Pies imienia zmarłego ukochanego. "Tego rodzaju więzi, którą mieliśmy z mężem, nie jest w stanie przerwać śmierć. Duchowo ciągle jesteśmy razem. Bardzo wyraźnie to czuję i doświadczam na co dzień jego pomocy. Maciej dla mnie nadal żyje. Jest tylko w innym świecie" - mówiła o wyjątkowej relacji z Kozłowskim Agnieszka Kowalska, cytowana przez portal WP.

Więcej o: