Majdan musiał odciąć się od rodziny. "Od czasu, gdy urodził się Henio, nie byłem w takiej sytuacji" [PLOTEK EXCLUSIVE]

Radosław Majdan wziął udział w obozie przetrwania. Godziny z dala od bliskich nie były dla niego łatwe. Nie mógł używać telefonu i zadzwonić do ukochanej, by zapytać co u ich syna, Henryka. W rozmowie z Plotkiem pochwalił się, że gra była jednak warta świeczki, bo nabył wiele ciekawych umiejętności.

Rodzina jest najważniejsza dla Radosława Majdana. Od kiedy trzy lata temu na świecie pojawił się jego pierwszy syn, zawsze był w kontakcie ze swoją rodziną. Nigdy się z nimi nie rozstawał na noc, ale ostatnio się to zmieniło. Sportowiec przyjął zaproszenie od BBC Earth w ramach emitowanych w dni powszednie "Wieczorów z przygodą" i wziął udział w małym obozie przetrwania. W samym środku lasu nie dało się korzystać z telefonu i to go bolało. - Można powiedzieć, że zostawiłem wszystko i pojechałem w Bieszczady. Zastanawiałem się, co u rodziny. To jest standard, że kiedy odbieramy Henia z przedszkola, to zawsze jest telefon do drugiej osoby czy spadł, czy zjadł, czy był zadowolony. Od kiedy się Henio urodził, nie byłem w takiej sytuacji, żebym stracił kontakt ze swoją rodziną, Małgosią i naszymi chłopakami. Nie mogłem zapytać, co słychać u Henia, jak zareagował na kolejne wyjście do przedszkola, czy płakał. To było dla mnie dziwne. Próbowałem, szukałem gdzieś tego zasięgu, ale nie było szans - mówi Radosław Majdan w rozmowie z dziennikarzem Plotka, Bartoszem Pańczykiem. Całą naszą rozmowę zobaczysz poniżej.

Zobacz wideo Radosław Majdan o obozie przetrwania. Było ciężko

Radosław Majdan zdradza, czego nauczył się w lesie na obozie przetrwania

Przy okazji Radosław Majdan powiedział nam, czego się dowiedział w towarzystwie Kazimierza Nóżki - leśnika z 41-letnim doświadczeniem. Sportowiec zamierza całą wiedzę wykorzystać w przyszłych podróżach kamperem z rodziną i zaimponować synom i ukochanej.

Mogłem się czegoś nauczyć, poznać różne tajniki, o których nie wiedziałem. Np. to, że z puszki tuńczyka można zrobić - w formie, jakby to była butla gazowa - palenisko i zagotować sobie herbatę. Potrzebny jest tylko papier, a ten olej z tuńczyka jest dosłownie jak paliwo, które się bardzo dobrze pali. Mieliśmy piłowanie drzewa, zbieraliśmy grzyby... - wylicza były bramkarz w rozmowie z Plotkiem.

Radosław Majdan mówi też, że choć miał wykład na temat niedźwiedzi, tych nie udało mu się tym razem spotkać. I choć Majdanowi podobało się przebywanie na łonie natury, nie umiałby zamieszkać na odludziu z dala od miejskiego zgiełku. - Jestem człowiekiem dużych miast. Urodziłem się w Szczecinie, później mieszkałem w Turcji, w Grecji. To są miasta na ponad dwa miliony mieszkańców. Warszawa jako miasto spełnia moje oczekiwania, jeżeli chodzi o infrastrukturę, kina, teatry, o sposób spędzania czasu. Wiem, że są te możliwości. Jestem kimś, kto lubi ten pęd i energię dużych miast. Duże miasto to jest coś, co dodaje mi energii - zdradza nam Radosław.

Zbieranie grzybów z Rozenek nie jest łatwe

Choć mimo szkolenia, Radosław Majdan sam bałby się iść na grzyby, bo to jednak wielka odpowiedzialność, chętnie chodzi na nie z rodziną. Obecność Małgorzaty Rozenek jednak bywa tam czasem problematyczna i nie sprzyja. - Zawszę się z tego śmieję... Małgosia mi kiedyś mówi: "Ty jakoś tak nie złapałeś takiej pasji na grzyby, jak ja czy chłopaki". Odpowiadam: "Skarbie, jak miałem złapać, jak widziałem ładnego grzyba, chcę go zerwać, a tu z tyłu twoja ręka". Małgosia traktuje bardzo zbieranie grzybów ambicjonalnie. Jak widzi dobry okaz, to chce, by jej koszyk był pełny. Ja sobie chodzę z tyłu spokojnie. Ja z naszej rodziny jestem największym outsiderem - opowiada były bramkarz. 

Więcej o: