Warto poznać - My Bloody Valentine

Znacie już zespół My Bloody Valentine? jane_

Zespół idealny. Kultowy, choć wydał zaledwie dwie płyty. Dla większości z nas dinozaury, przywoływani jedynie w tysiącach recenzji płyt młodziaków, którzy chcieliby być nimi. Ale to jedna z tych grup, której dorobku nie da się podważyć . Poznajcie zespół, który namieszał i który idealnie nadaje się do słuchania wieczorami.

My Bloody Valentine "To Here Knows When" przez fab2609

Powstali w 1984 roku. Trochę dawno, co? Pewnie połowa z was przekreśla ich już w tym momencie, jeśli w ogóle do tego momentu doczytała. A szkoda, bo to oni stworzyli historię. Nie byle jaką. Ten zespół, wydając swój debiut, "Isn't Antything", cztery lata po unormowaniu składu grupy, ustanowił nowy muzyczny gatunek. Shoegaze . Nazwę tego, co robili My Bloody Valentine, wymyślili autorzy wpływowego, brytyjskiego pisemka wydawanego do dziś - "New Musical Express", chcąc przez to jedno słowo wyrazić skłonność artystów wykonujących ten nowy gatunek do patrzenia w dół, na efekty gitarowe, znajdujące się na podłodze. Zatem shoegaze znaczy tyle, co 'wpatrywanie się w buty' . Łatwo poznać, kto się w shoegaze bawi - muzyka ma to do siebie, że jest gitarową ścianą dźwięku, za to wokal jest cichutki, niewyraźny, ale zadziwiająco melodyjny. Muzyka ta zawiera w sobie wiele emocji . Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach już pierwszą płytą stworzyć nowy gatunek, co równa się posiadaniu przez zespół własnego, niepowtarzalnego i nieprzewidywalnego stylu? Ja nie. I tak jak My Bloody Valentine udało się to za pierwszym razem, przy drugim albumie ich dotychczasowe osiągnięcia okazały się błahostką. "Loveless". To tutaj ten shoegaze doprowadzili do szczytu wytrzymałości. Lepiej się nie dało. To przykład płyty idealnej . Jeden z najlepszych albumów lat dziewięćdziesiątych, może zaraz po "Ok Computer" Radiohead. "Loveless" polecił przesłuchać mi znajomy. W kwietniu. Zapamiętałam tylko utwór "Sometimes", swoją drogą uznany za jedną z najlepszych piosenek o tematyce miłosnej . Lecz nazwa 'My Bloody Valentine' została mi w głowie, i tyle szczęścia. W czerwcu wciąż nie byłam w stanie przebić się ze zrozumieniem przez ten album. Udało mi się to całkiem niedawno. I poraził mnie swoją cudownością . Zbyt często używam zdania 'piosenki pop ubrane w trochę inną stylistykę', ale tym razem ma się to najbliżej prawdy. To świetne melodie, świetne teksty, głosy, dźwięki. Pomimo upływu czasu płyta nie straciła nic na wartości . Słucha się jej z nieukrywaną przyjemnością. Najczęściej właśnie wieczorem, najchętniej w okresie jesienno-zimowym, działa jak drzwi do innego świata, pełnego magii i zdecydowanie pięknych rzeczy. A mówi się, że druga płyta to sprawdzian, czy zespół coś znaczy i czy da radę. Oni nie dali. W 1997 zawiesili działalność. I rozbudzili wyobraźnię wielu młodych ludzi, którzy inspirowali się ich dokonaniami. Ale to troszkę później.

My Bloody Valentine "Sometimes" Lost in Translation przez fab2609

Współczesny shoegaze, choć zdecydowanie inny od tego, co działo się na płytach My Bloody Valentine. Z jednej strony mamy Silversun Pickups, proponujący ten bardziej oryginalny, z drugiej M83 czy wręcz Telefon Tel Aviv, określanych również jako IDM. Sigur Rós i The Raveonettes. Glasvegas i The Big Pink. The Pains of Being Pure At Heart i nawet zespoły zwykle porównywane do Joy Division, czyli coś jednak odmiennego, takie jak Interpol czy Editors. Jednak najbardziej miły dla ucha wydaje mi się najnowszy album The Horrors, zatytułowany "Primary Colours". To faktycznie powrót do tego, co serwowali nam prekursorzy tego stylu, oprócz MBV między innymi Ride czy Jesus and the Mary Chain.

Wracając do głównego punktu zainteresowania - My Bloody Valentine powrócili w 2007 roku, tylko na koncerty. Jednak co chwilę pojawiają się plotki, że coś nagrywają. Na chwilę obecną jedyne, czego możemy od nich wręcz żądać, to odwiedzenia naszego kraju w najbliższej przyszłości . Najchętniej nie na wielkim festiwalu, ale od biedy dla kultowych zespołów wszystko. Moje serce zostało skradzione. My Bloody Valentine to mój ulubiony zespół. Mam nadzieję, że i na takie stare-nowe się otworzycie. Warto znać historię muzyki, szczególne tak ważne i przyjemne jej fragmenty. Powodzenia . c:

Jane_

Zespół idealny. Kultowy, choć wydał zaledwie dwie płyty. Dla większości z nas dinozaury, przywoływani jedynie w tysiącach recenzji płyt młodziaków, którzy chcieliby być nimi. Ale to jedna z tych grup, której dorobku nie da się podważyć. Poznajcie zespół, który namieszał, i który idealnie nadaje się do słuchania wieczorami.

Powstali w 1984 roku. Trochę dawno, co? Pewnie połowa z was przekreśla ich już w tym momencie, jeśli w ogóle do tego momentu doczytała. A szkoda, bo to oni stworzyli historię. Nie byle jaką. Ten zespół, wydając swój debiut, Isn't Antything, cztery lata po unormowaniu składu grupy, ustanowił nowy muzyczny gatunek. Shoegaze. Nazwę tego, co robili My Bloody Valentine, wymyślili autorzy wpływowego, brytyjskiego pisemka wydawanego do dziś - New Musical Express, chcąc przez to jedno słowo wyrazić skłonność artystów wykonujących ten nowy gatunek do patrzenia w dół, na efekty gitarowe, znajdujące się na podłodze. Więc shoegaze znaczy tyle, co 'wpatrywanie się w buty'. Łatwo poznać, kto się w shoegaze bawi - muzyka ma to do siebie, że jest gitarową ścianą dźwięku, za to wokal jest cichutki, niewyraźny, ale zadziwiająco melodyjny. Muzyka ta zawiera w sobie wiele emocji. Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach już pierwszą płytą stworzyć nowy gatunek, co równa się posiadaniu przez zespół własnego, niepowtarzalnego i nieprzewidywalnego stylu? Ja nie. I tak jak My Bloody Valentine udało się to za pierwszym razem, przy drugim albumie ich dotychczasowe osiągnięcia okazały się błahostką. Loveless. To tutaj ten shoegaze doprowadzili do szczytu wytrzymałości. Lepiej się nie dało. To przykład płyty idealnej. Jeden z najlepszych albumów lat dziewięćdziesiątych, może zaraz po Ok Computer Radiohead. Loveless polecił przesłuchać mi znajomy. W kwietniu. Zapamiętałam tylko utwór Sometimes, swoją drogą uznany za jedną z najlepszych piosenek o tematyce miłosnej. Lecz nazwa 'My Bloody Valentine' została mi w głowie, i tyle szczęścia. W czerwcu wciąż nie byłam w stanie przebić się ze zrozumieniem przez ten album. Udało mi się to całkiem niedawno. I poraził mnie swoją cudownością. Zbyt często używam zdania 'piosenki pop ubrane w trochę inną stylistykę', ale tym razem ma się to najbliżej prawdy. To świetne melodie, świetne teksty, głosy, dźwięki. Pomimo upływu czasu płyta nie straciła nic na wartości. Słucha się jej z nieukrywaną przyjemnością. Najczęściej właśnie wieczorem, najchętniej w okresie jesienno-zimowym, działa jak drzwi do innego świata, pełnego magii i zdecydowanie pięknych rzeczy. A mówi się, że druga płyta to sprawdzian, czy zespół coś znaczy i czy da radę. Oni nie dali. W 1997 zawiesili działalność. I rozbudzili wyobraźnię wielu młodych ludzi, którzy inspirowali się ich dokonaniami. Ale to troszkę później. Współczesny shoegaze, choć zdecydowanie inny od tego, co działo się na płytach My Bloody Valentine. Z jednej strony mamy Silversun Pickups, proponujący ten bardziej oryginalny, z drugiej M83 czy wręcz Telefon Tel Aviv, określanych również jako IDM. Sigur Rós i The Raveonettes. Glasvegas i The Big Pink. The Pains of Being Pure At Heart i nawet zespoły zwykle porównywane do Joy Division, czyli coś jednak odmiennego, takie jak Interpol czy Editors. Jednak najbardziej miły dla ucha wydaje mi się najnowszy album The Horrors, zatytułowany Primary Colours. To faktycznie powrót do tego, co serwowali nam prekursorzy tego stylu, oprócz MBV między innymi Ride czy Jesus and the Mary Chain. Wracając do głównego punktu zainteresowania - My Bloody Valentine powrócili w 2007 roku, tylko na koncerty. Jednak co chwilę pojawiają się plotki, że coś nagrywają. Na chwilę obecną jedyne, czego możemy od nich wręcz żądać, to odwiedzenia naszego kraju w najbliższej przyszłości. Najchętniej nie na wielkim festiwalu, ale od biedy. dla kultowych zespołów wszystko. Moje serce zostało skradzione. My Bloody Valentine to mój ulubiony zespół. Mam nadzieję, że i na takie stare-nowe się otworzycie. Warto znać historię muzyki, szczególne tak ważne i przyjemne jej fragmenty. Powodzenia. c:

Więcej o: