"Kuchenne Rewolucje". W tej restauracji nawet karta dań lepiła się od brudu. "To jest kuchnia, którą ja bym zamknęła!"

Magda Gessler już dawno nie trafiła do tak brudnej kuchni. Ale bałagan nie był jedynym problemem właścicieli restauracji w Odolanowie.

Magda Gessler w Odolanowie odwiedziła zajazd "U Stefana", który siedem lat temu otworzyli Ania i jej mąż Stefan. Niestety bez odpowiedniego nadzoru właścicieli restauracja szybko zmieniła się w pijalnię piwa, a dochody nie wystarczały nawet na pokrycie rachunków. Od dwóch lat właścicielka stara się jednak o to, by postawić lokal z powrotem na nogi. Potencjał już jest - wyznaje bowiem rzadką w tym programie zasadę, że jedzenie w restauracji nie powinno być mrożone - jednak o realizację naprawdę trudno. Wszystko przez to, że kobieta zajmuje się zarówno gotowaniem, jak i obsługą, zaopatrzeniem czy nadzorowaniem. Jej mąż natomiast ma w restauracji bardzo nieokreśloną funkcję, co powoduje liczne zgrzyty pomiędzy parą.

Mamie by się przydał odpoczynek i spokój - wyznała 14-letnia córka właścicieli, która już teraz pomaga mamie po szkole w kuchni i na sali.

Zanim Gessler przeszła do tradycyjnej degustacji, rozejrzała się po miejscu i... załamała. W zajeździe panował niesamowity bałagan, a każdy element wystroju dosłownie lepił się od brudu.

Wygląda to jak stołówka szkolna, każde krzesło inne, bar jak kibel... - zaczęła wypunktowywać błędy Gessler.

Brudne było nawet menu, którego restauratorka nie chciała wziąć w dłonie, czy krzesła.

Obraz nędzy i rozpaczy. Krzesełko miało być białe. Nie udało się. Zróbcie tu porządek, bo ja tu nie wejdę zjeść! - groziła.

Podobnie mówiła, gdy obejrzała równie zaniedbaną kuchnię. Niedomyte garnki, grzyb na ścianach - tego Gessler nie zamierzała tolerować.

Ty dajesz jeść ludziom! To jest kuchnia, którą ja bym zamknęła!

Gessler miała też dużo do powiedzenia na temat męża właścicielki, który nie czuje się zobowiązany do pomagania żonie w prowadzeniu biznesu.

On z tego korzysta jak pasożyt. W was nadzieja zamarła. Ania, ty się czujesz jak jedyna odpowiedzialna. A czemu nie on? Wszystko na nią zwalasz! Ja widzę, że ona nie ma sił! - diagnozowała.

Jej słowa ewidentnie zrobiły wrażenie na małżonkach. Po metamorfozie restauracja, która po wizycie Gessler przyjęła nazwę "Karpiówka", odżyła, a z nią także właściciele, którzy wreszcie mają więcej czasu dla siebie. Po powrocie Gessler zachwycała się smakiem nowych dań, które bazują głównie na hodowanych w sąsiedztwie karpiach, mówiąc, że to najlepsza restauracja rybna w Polsce.

Mogę was spokojnie mianować ambasadą karpiowego smaku! - podsumowała.
Zobacz wideo

MK