Dominika Kulczyk to jedna z najprężniej działających polskich businesswoman. Jest szefową rady nadzorczej Kulczyk Investments, a także założycielką i prezesem organizacji Kulczyk Foundation. To także mama dwójki dzieci i właścicielka psa. "Gazecie Wyborczej" opowiedziała o tym, jak wygląda życie najbogatszej Polki. Przyznała, że czasem istnieje ryzyko, że "odleci".
Jeśli masz na myśli to, że mogę stracić kontakt z tym, jak żyje przeciętny człowiek, to rzeczywiście istnieje tego typu zagrożenie - mówi. - Każdy, kto dysponuje jakimś pieniądzem, lubi sobie stworzyć wygodną rzeczywistość: lepsze auto, ciuch, klasa biznes, w ogóle samolot – wpadasz w złotą klatkę wygody, komfortu. I w rezultacie przestajesz wiedzieć, jak to jest na przykład stać w kolejce.
Dzieci ciągle mnie pytają, przede wszystkim synek, bo ma już dwanaście lat i czuje się takim moim opiekunem, bo męża w domu brak: „Dlaczego, mamo, ty to wszystko robisz osobiście?”. Bo przecież może mi się stać krzywda. Mogę przywieźć poważną chorobę. Mogę nie wrócić – różne były sytuacje, niektóre dość ryzykowne, bo jeżdżę do miejsc naprawdę niebezpiecznych.
Sprawa komplikuje się, kiedy pojawia się temat mężczyzn. Kulczyk przyznała, że mężczyźni uważają, że powinni jej imponować, a wcale (przynajmniej na polu finansowym) nie jest to konieczne.
Jeżeli ktoś uważa, że nie może ze mną być, bo nie ma tylu pieniędzy, a w związku z tym tylu możliwości, by mi zaimponować i w rezultacie wcisnąć mnie w rolę podlotka zabiegającego o męski wzgląd, „bo przecież dostanę futerko” – to rzeczywiście ma problem, bo ja nie potrzebuję futerka od faceta - opowiada businesswoman. - Mnie nawet nie kręci, jak mi obieca, że mnie na łódkę weźmie. Nawet jak mówi, że ma helikopter i gdzieś tam mnie zabierze, bo ja też mam helikopter.
Te słowa zapadają w pamięć :) Zostały też już zauważone przez internautów. Na profilu "Tak trzeba żyć", gdzie pojawił się screen słów Kulczyk fani szeroko komentowali zdanie o helikopterze.
Umarłam - pisali.
No i dobrze. Mam tak samo.
Niby proste, a jednak głębokie.
Tak trzeba żyć! :D
Ale okazuje się, że dla Dominiki pieniądze ewentualnego wybranka faktycznie nie odgrywają wielkiej roli. Przyznała, że w czasie studiów spotykała się z chłopakiem, który nie należał do "jej sfery".
Jak byłam na studiach, to miałam chłopaka, który miał małe mieszkanko w bloku ze strasznie starą windą. Mój tato był już wtedy najbogatszym Polakiem i pamiętam, że właśnie wtedy dostałam od mamy żółty telefon z klapką.Mój pierwszy - opowiada. - A dostałam go dlatego, że po raz pierwszy zamieszkałam z chłopakiem i mama chciała mieć ze mną kontakt. Ale pamiętam również to, że nie miałam wtedy wrażenia, że jestem w jakikolwiek sposób bogata czymś materialnym. Bo gadżetem, który miał dla mnie największą wartość, był właśnie ten żółty telefon. No, a mieszkałam z facetem, który dojeżdżał na ósme piętro rozklekotaną windą.
red
Afera wokół Doroty R. Prokuratura wystosowała akt oskarżenia wobec piosenkarki
Szefowa TVN reaguje na odejście Dowbora. "Odważnie..."
Maciej Dowbor odchodzi z "DDTVN"! Pożegnał ekipę po ponad 180 wydaniach
Prokop rozumie, dlaczego Dowbor odszedł z "Dzień dobry TVN". Ależ słowa
Oto prawdziwe kulisy odejścia Ewy Kasprzyk z "Tańca z gwiazdami". Aktorka wcale nie chciała sama odejść
Duda poszedł wypolerować swoje Porsche i się zaczęło. Pracownicy warsztatu teraz się tłumaczą. "To jest chore"
Miała zostać drugą Beatą Kozidrak. Jeden dramat przekreślił jej wielką szansę
Doda przerwała milczenie. Mówi o akcie oskarżenia. "Ponad pięć lat na to czekałam"
Książulo sprawdził produkt Skolima. Po kilku kęsach wszystko było jasne