Makijażystka Olejnik o sesji w "Vivie!": Dlaczego zaniedbane baby ośmielają się krytykować osobę piękną?

Co było sekretem zdjęć?

"Jak Madonna", "To Doda"? Internauci wątpili w fakt, że na okładce najnowszej "Vivy!" jest Monika Olejnik. Głos w obronie sesji zabrała Wiganna Papina, która robiła dziennikarce makijaż na planie.

Sesja Moniki Olejnik w "Vivie!" zebrała sporo krytycznych komentarzy. Zdaniem wielu ingerencja grafika na etapie postprodukcji była zbyt duża i zupełnie niepotrzebna. Efektów pracy, a zarazem tezy, że zdjęcia nie były przeretuszowane broni Wiganna Papina, która malowała do sesji Olejnik.

Otóż tak się wygląda, jeżeli podczas sesji jest grupa profesjonalistów, to wiadomo, że wydobędą z osoby wszystko to, co jest najpiękniejsze. (...) Każdy ma wady i nie wiem, czemu mieliśmy epatować tymi wadami - mówi na antenie Jak.tv

Monika OlejnikMonika Olejnik 'Viva!'/Fot. Piotr Porebsky 'Viva!'/Fot. Piotr Porebsky

Podczas profesjonalnych sesji zdjęcia można liczyć w setkach, o ile nie tysiącach sztuk, dlatego też producenci mogą sobie pozwolić na wybranie tego najładniejszego.

Wystarczy dobre oświetlenie, wystarczy naprawdę świetny makijaż i każdy z nas będzie wyglądał dobrze na zdjęciu - tłumaczyła dalej Papina. - Dasz blend, dasz mocne światło i wszyscy będą pięknie wyglądać. Monika nie jest wyretuszowana, nie musiała być, gdyż już podczas zdjęć zrobiliśmy po prostu fantastyczne oświetlenie.

Wizażystka nie szczędziła gorzkich słów osobom, które sesję krytykują.

Dlaczego w Polsce nie można wyglądać dobrze? Dlaczego wstrętny łysy facet ośmiela się cokolwiek mówić na temat urody kobiety? Dlaczego wstrętne stare baby, pomarszczone i zaniedbane ośmielają się krytykować osobę piękną? To powinno być zakazane! - mówiła Papina.

Wiganna Papina, Monika Olejnik i Tomasz ZiółkowskiWiganna Papina, Monika Olejnik i Tomasz Ziółkowski WBF WBF

W obronie postprodukcji sesji stanął też szef agencji, która ją realizowała. Zdradził nam, na czym polega tajemnica zdjęć Olejnik . Także sama dziennikarka na swoim Facebooku pokazała fotografie sprzed retuszu, aby udowodnić, że ingerencja graficzna nie była tak duża, jak sądzono.

embed

karo

Więcej o: