Gdy przybywa kilka kilo po wakacjach prawdziwego sybaryty, czy też waga wariuje od świątecznej rozpusty, nikogo to nie dziwi. Nikt też nie załamuje rąk. Powrót do normalnego trybu życia zwykle wszystko załatwia. Jednak, gdy człowiek tyje ciągle i dużo, nie można tego uznać za normę. Choć wielu uważa, że nadwaga to wynik łakomstwa, to prawie zawsze stanowi ona skutek problemów znacznie bardziej złożonych: zaburzeń emocjonalnych czy psychicznych traum. Tak też było w przypadku Marka Klimka, uczestnika polskiej edycji " Fat killers ". Mężczyzna najpierw stracił matkę, z którą bardzo był związany. W jego życiu była jednak jeszcze druga, równie ważna osoba.
Kilka lat temu na swoim osiedlu Marek poznał o 10 lat młodszego sąsiada Leszka. Od razu udało im się nawiązać porozumienie. Dużo ze sobą rozmawiali, zżyli się ze sobą. Chłopak miał jednak ogromne problemy w domu. Jego rodzice nadużywali alkoholu i zaniedbywali go.
Bywało, że matka leżała pijana, a Leszek po dwa dni nic nie jadł - usłyszeliśmy w programie.
W pewnym momencie sytuacja w domu zaostrzyła się jeszcze bardziej. Leszek trafił do domu opieki dla osób nieletnich. Wtedy Marek podjął decyzję o walce o życie przyjaciela. Rozpoczął batalię o prawo do opieki nad Leszki.
Był moim przyjacielem i bratem. Spędzał ze mną i moją rodziną coraz więcej czasu. Jadał u nas, był na świętach - mówił Marek.
Święta Bożego Narodzenia kilka lat temu zmieniły bieg wydarzeń historii, która miała zokończyń się happy-endem.
Jadł z nami kolację wigilijną. Wszystko wydawało się w porządku -wspominał Marek.
Po posiłku Leszek wyszedł od Marka, aby złożyć bożonarodzeniowe życzenia swoim rodzicom. Nigdy jednak nie wrócił. Jego ciało znaleziono pod blokiem, gdzie mieszkali jego bliscy.
Pamiętam jedynie, że klęczałem nad jego ciało, gdy lekarze go reanimowali. Gdy jeden z ratowników pokiwał głową i stwierdził zgon, moje wspomnienia urywają się - mówił Marek. - Potem opowiadano mi, że wpadłem w obłęd, że nie pozwalałem im zabrać ciała. Ja jednak tego nie pamiętam.
W wersji oficjalnej Leszek popełnił samobójstwo. Marek w to jednak nigdy nie uwierzył. Za własne pieniądze pochował przyjaciela i dba o jego grób.
On mi mówił, żebym się odchudzał, żebym walczył. Wiem, że mnie wspiera - mówił Marek.
Obecnie, w 7. miesiącu odchudzania, 1 miesiąc przed końcem programu, Marek jest najbardziej zmotywowanym "Fat killersem". Nie ustaje w diecie, nie odpuszcza ćwiczeń, a swoją energią i zapałem wspiera też innych uczestników, którym szczególnie w końcówce procesu odchudzania brakuje motywacji. Schudł już 96 kg. Czy to właśnie jemu uda się wygrać show i nowe życie?
mat. prasowekaro
Daniel Martyniuk wpadł w tarapaty? Chodzi o jego słowa na temat Karola Nawrockiego
Lekarz Trumpa wydał oświadczenie. Chodzi o czerwoną wysypkę na szyi prezydenta
Nawrocka złożyła życzenia mężowi i pokazała ich stare zdjęcie. Tak kiedyś wyglądali
Był dziecięcą gwiazdą PRL-u. Porzucił aktorstwo i zamieszkał w Peru. Dziś ma nietypową profesję
Zarzucali im, że nie zaczynali od zera. Terrazzino przemówił po odcinku "TzG"
Szklana antresola i zachwycający widok zza okna. Tak wygląda dom Kayah we Włoszech
Pawłowski odpowiada na hejt "Rodzinki.pl". O tych słowach będzie głośno. Wspomniał też o Wieniawie
Tak Nawrocka wystroiła się na spacer z psami. Ekspertka załamana legginsami pierwszej damy
"Taniec z gwiazdami" popłynął? Nie uwierzycie, co wybrzmiało, gdy Pawłowski wszedł na parkiet