Kiedy morderca zadzwonił do Eleni, jej córka już nie żyła. Wokalistka podjęła zdumiewającą decyzję

Brutalne morderstwa zawsze wstrząsają opinią publiczną - szczególnie, jeśli ich ofiarami padają osoby młode, mające przed sobą całe życie. Jednak jeśli sprawa dotyczy gwiazd, tragedia przez wiele miesięcy, a nawet lat wzbudza szok i współczucie. Tak właśnie było w przypadku zabójstwa Afrodyty Tzoki, córki Eleni.
Eleni
KAPiF

Choć ma greckie korzenie, karierę zrobiła nad Wisłą. Polacy zakochali się w słonecznych rytmach muzyki i łagodnym brzmieniu głosu Eleni. Dzięki hitom, takim jak "Miłość jak wino", "A słońce sobie lśni" czy "Nasz najpiękniejszy dzień" w latach 80. ubiegłego wieku piosenkarka stała się uwielbianą przez tłumy gwiazdą. Układało jej się też w życiu prywatnym - małżeństwo z Fotisem Tzokasem było zgodne i szczęśliwe, a kiedy na świecie pojawiła się wyczekiwana córeczka, para nie posiadała się ze szczęścia. Afrodyta, nazwana na cześć bogini piękna i miłości, wyróżniała się egzotyczną, nietuzinkową urodą i radosnym charakterem rodem ze słonecznej Grecji. Otwarta na świat, niezwykle ciepła, uczynna i koleżeńska dziewczyna była uwielbiana nie tylko przez rodzinę, ale i przez rówieśników. Szybko też znalazła miłość. Niestety ta okazała się toksyczna. A kiedy Afrodyta przejrzała na oczy i zakończyła tę relację, wydarzyła się potworna tragedia.

Zobacz wideo Polska ją zniszczyła

Zła miłość

Afrodyta Tzoka była upragnioną, jedyną córką Eleni i jej męża Fotisa. Dziewczynka dorastała w domu pełnym miłości i typowej dla Greków otwartości na świat. Nic więc dziwnego, że sama również była nie tylko dobrze wychowana, ale też niezwykle koleżeńska, głodna życia i jego radości. W połączeniu z egzotyczną urodą - burzą czarnych loków i ogromnymi, ciemnymi oczami - sprawiało to, że Afrodyta wyróżniała się z tłumu, a rówieśników przyciągała do siebie niczym magnes. Dziewczyna przejawiała też talent artystyczny - dumni rodzice cieszyli się, kiedy dostała się do liceum plastycznego. Ich entuzjazmu nie podzielał za to chłopak Afrodyty - Piotr.

Afrodyta poznała Piotra jako młodziutka dziewczyna - miała wówczas 13 lat, on był o cztery lata starszy. Wydawało się jednak, że para świetnie się dogaduje pomimo sporej różnicy wieku. Zresztą Eleni zadbała o to, aby dowiedzieć się więcej o przyjacielu córki. "Bardzo dobrze znałam Piotra. Przychodził do naszego domu, bardzo często u nas bywał. Afrodytka też u niego była. Znałam jego mamę" - wyznała wokalistka w programie "Niepokonani". Niestety, kiedy Eleni dostała się do liceum plastycznego, wszystko zmieniło się na niekorzyść. Wówczas Piotr, który przerwał naukę w szkole zawodowej, zaczął się jawić jako zaborczy i chorobliwie zazdrosny. Nijak nie potrafił zaakceptować tego, że Afrodyta jest otwarta, kocha otaczać się ludźmi i zawierać nowe przyjaźnie. Pragnął mieć ją tylko dla siebie, zabraniał spotykać się z innymi, próbował obsesyjnie kontrolować dziewczynę.

Wreszcie Afrodyta przejrzała na oczy - zdała sobie sprawę z faktu, że jej relacja stała się toksyczna i jesienią 1993 roku postanowiła ją zakończyć. W pamiętniku pisała wcześniej: "Straszne są sytuacje, w których dochodzi do zainteresowania się życiem innej osoby, powiedziałabym nawet ingerowania w nie. Nie mam tu na myśli rodziców czy opiekunów, bo to jest całkiem odmienna sprawa. Mówię o osobach tzw. bliskich, które zamiast zaakceptować nas takich, jacy jesteśmy, z czasem poznawać i odkrywać, próbują dostosować nas do siebie, przejmując nad nami kontrolę". A koleżankom zwierzała się, że boi się zerwać z Piotrem ze względu na reakcję chłopaka, który - jak przewidywała - nie przyjmie tego dobrze. Te jednak bagatelizowały jej słowa, mówiąc, że zakochany mężczyzna zrozumie jej decyzję i na pewno jej nie skrzywdzi. Niestety okazało się, że obawy Afrodyty były jak najbardziej uzasadnione.

Tragiczny wieczór

Rozstanie - choć burzliwe - przyniosło Afrodycie upragniony spokój. Wreszcie mogła żyć, tak jak chciała - zawierać nowe znajomości, bawić się i czerpać z młodego życia pełnymi garściami. Tak było przez parę miesięcy, aż do tragicznego popołudnia 20 stycznia 1994 roku. Wówczas pod szkołą Afrodyta zobaczyła czekający na nią samochód swojego byłego chłopaka. Z początku dziewczyna nie zamierzała do niego wsiadać, ale jej czujność zmyliła obecność jeszcze jednej osoby - jak się okazało, nowej ukochanej Piotra. Afrodyta uznała najwyraźniej, że były chłopak pogodził się wreszcie z rozstaniem, ułożył sobie życie na nowo, więc nie stanowi już dla niej zagrożenia. Zgodziła się więc na propozycję wspólnej przejażdżki i krótkiej rozmowy. Decyzja okazała się tragiczna w skutkach.

Eleni początkowo nie martwiła się, kiedy zapadł zmrok, a córki nie było jeszcze w domu - Afrodyta miała po drodze ze szkoły wpaść do koleżanki, artystka uznała więc, że dziewczęta się zagadały. Ale wraz z upływem czasu zaczęła mieć coraz gorsze przeczucia. Wreszcie zadzwoniła na policję, zawiadamiając o zaginięciu córki. Ledwo zdążyła odłożyć słuchawkę, telefon zadzwonił. Ktoś oznajmił, że za uwolnienie Afrodyty żąda okupu - szczegóły jego przekazania miał przekazać w kolejnej rozmowie. Do tej jednak nigdy nie doszło, ponieważ w momencie, kiedy Eleni odebrała złowieszczy telefon, jej ukochana córka była już martwa.

Piotr wywiózł niczego nieświadomą Afrodytę za miasto. Za cel obrał doskonale znane dziewczynie jezioro Powidzkie w okolicach Przybrodzina. W złotych czasach ich związku było to miejsce szczególne - w pobliskich lasach para spacerowała, spędzając romantyczne chwile. Tym razem było jednak inaczej. Piotr zatrzymał samochód i powiedział nowej dziewczynie, aby posłuchała sobie radia, podczas gdy on i Afrodyta pójdą porozmawiać. Kiedy para oddaliła się od samochodu, mężczyzna wręczył dziewczynie pistolet i rozkazał jej, aby go zastrzeliła. Przerażona Afrodyta miała odmówić, wówczas Piotr G. wyrwał jej broń i z bliskiej odległości oddał dwa precyzyjne strzały - w skroń i w serce. Afrodyta nie miała najmniejszych szans przeżyć, najprawdopodobniej zmarła na miejscu. Piotr G. nałożył ofierze na głowę kaptur, a jej ciało przykrył igliwiem. Po wszystkim wrócił do samochodu, odjechał, a następnie, aby zmylić trop, wykonał do Eleni telefon z wiadomością o porwaniu i żądaniem okupu.

Siła przebaczenia

Nieudolna próba zamaskowania zbrodni na niewiele się zdała - policja szybko ustaliła, że wszystkie tropy prowadzą do Piotra G., który niemal natychmiast stał się głównym podejrzanym. Świadkowie widzieli Afrodytę po raz ostatni, jak wsiadała do samochodu byłego chłopaka. Dzień po tragicznych wydarzeniach mężczyznę zatrzymano, a 22 stycznia informacja o zaginięciu córki Eleni pojawiła się w ogólnopolskich mediach. Tego samego dnia odnaleziono ciało Afrodyty. Jednak Piotr G. nie od razu przyznał się do zbrodni - próbował kłamać, plątał się w zeznaniach, raz mówiąc, że dziewczyna poniosła śmierć z rąk tajemniczego Rosjanina, by za chwilę przekonywać, że po kłótni sama odjechała do Poznania autobusem. Śledczym udało się jednak wreszcie wyciągnąć z niego zeznanie, w którym wyznał, że zastrzelił Afrodytę, wskazał też miejsce, w którym ukrył jej zwłoki. Współpraca nie zapewniła mu jednak łagodnego wyroku - wykluczono działanie w afekcie, ponieważ Piotr G. starannie się do zbrodni przygotował. Nielegalnie kupił broń i naboje, wszystko dokładnie zaplanował. Co więcej, podczas rozprawy oskarżony nie wykazał skruchy, a jak zauważył prokurator, na jego twarzy nie zauważył żadnych oznak żalu. W efekcie mężczyznę skazano na najwyższy wówczas wymiar kary 25 lat pozbawienia wolności. Uniknął kary śmierci, ponieważ już wówczas nie obowiązywała, a dożywocia, ponieważ jeszcze go nie wprowadzono. Wybaczenie dostał jednak z najmniej spodziewanej strony.

"Moi rodzice zawsze byli dla mnie przykładem. W ich życiu dominowała miłość do człowieka. Kiedy doszło do tragedii, nie miałam innego przykładu. Analizowałam, dlaczego doszło do takiego dramatu, szukałam przyczyn. Uważam, że najpierw trzeba rozpocząć od siebie. Od tego, gdzie my, dorośli, popełniliśmy błąd, co przeoczyliśmy, co przegapiliśmy? Myślę, że ta miłość do człowieka pozwoliła mi wybaczyć mordercy. Jestem osobą wierzącą, więc i z tego względu był to dla mnie ważny gest" - wyznała Eleni w wywiadzie dla "Głosu Niedzieli". Artystka mówiła też, że postanowiła przebaczyć mordercy swojego jedynego dziecka, ponieważ w przeciwnym razie nie mogłaby żyć ani tworzyć muzyki. Ponoć po procesie zadzwoniła do matki Piotra i powiedziała, że obie straciły dzieci. "Przebaczyć to pozbyć się negatywnych emocji, które zabijają nas od środka. To była tragedia dwóch rodzin. Naszej rodziny i rodziny Piotra. Ja jako matka czułam ból tej matki, która też nosi ogromny krzyż. (...) Gdybym nie wybaczyła, nie żyłabym" - przekonywała Eleni na łamach "Kobiety i Życia".

Eleni kontynuowała karierę po śmierci Afrodyty, ale już nie na taką skalę jak wcześniej. W domu zachowała pokój córki tak, jak wyglądał przez tragicznymi wydarzeniami. Pali też dla Afrodyty świeczki, kultywując jej pamięć. W lesie, gdzie doszło do zbrodni, postawiono krzyż z napisem: "Zgasłaś jak promień słońca. Zniknęłaś jak sen złoty". Tymczasem Piotr G. wyszedł z więzienia przed ustalonym terminem końca odsiadki, w 2015 roku. Zmienił nazwisko i wyemigrował do Berlina. Eleni nie skomentowała nigdy faktu, że zabójca jej córki nie odsiedział całego wyroku. Głos w specjalnym oświadczeniu zabrał za to menadżer i jednocześnie założyciel grupy Prometheus, Kostas Tzoka. "To dla niej (Eleni - przyp. red.) bolesna sprawa. To, że mu wybaczyła, to jedna sprawa. Ale boli ją, jak to się potoczyło. Gdyby ode mnie zależało, to bym zasądził karę śmierci, bo tyle ta kobieta przez tego człowieka wycierpiała i cierpi nadal. Ale Eleni to inna kobieta i ona nie jest za tym" - podkreślił Kostas Tzoka.

Eleni
EleniKAPIF
Więcej o: