Katarzyna Kolenda-Zaleska to jedna z najpopularniejszych polskich dziennikarek. W 1993 roku dołączyła do TVP, gdzie relacjonowała między innymi wydarzenia w sejmie. Dziesięć lat później związała się z TVN, gdzie działa do dziś. Często możemy ją oglądać w dopracowanych stylizacjach na ściankach czy przedstawiającą nowinki ze świata. Udało nam się odkopać kilka zdjęć z przeszłości dziennikarki. Przeszła ogromną metamorfozę.
Dziś Katarzyna Kolenda-Zaleska jest kojarzona z długimi brązowymi włosami i ciepłym uśmiechem. Jeden z instagramowych profili odkopał archiwalny kadr z sejmu, gdzie zasiadała w towarzystwie dziennikarza Grzegorza Miecugowa. Wówczas miała krótkie ciemne włosy i lekki makijaż. Stawiała na proste kobiece garnitury w stonowanych kolorach.
Drugi obok "Agrobiznesu" program, który oglądało się, będąc chorym w łóżku, czyli nudne transmisje z obrad sejmu - czytamy na profilu TeleNostalgia.
W sieci można znaleźć wiele innych starych zdjęć Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Już w 2003 roku mogliśmy ją zobaczyć na eventach branżowych. Z biegiem lat zaczęła zapuszczać włosy, eksperymentować z wyglądem, a przez moment pokazywała się w grzywce.
Trzeba przyznać, że dziennikarka przeszła ogromną metamorfozę. Więcej starych zdjęć Katarzyny Kolendy-Zaleskiej znajdziesz w naszej galerii na górze strony.
Doda o wynagrodzeniu za Sylwestra TVP. Wtem wygadała się o współpracy ze stacją
O tym występie na "Sylwestrze z Dwójką" mówią wszyscy. Maryla Rodowicz nie była sama na scenie
Dziennikarka trafiła na SOR. Tak skończyły się jej popisy taneczne w Republice
Widzowie rozczarowani występem Thomasa Andersa za 400 tysięcy złotych w Polsacie. To mu wytykają
TV Republika w ogniu krytyki po transmisji sylwestrowej imprezy. W komentarzach armagedon
Odmieniona Górniak na sylwestrowej scenie. W nowej odsłonie trudno ją rozpoznać!
Kiełbaski, ognisko i góralska muzyka. Tak Rozenek, Woźniak-Starak i Krupińska bawiły się w Zakopanem
Krupa rozmawia z córką po polsku. Tacie Ashy się to nie podoba
Węgiel skradła show na "Sylwestrze z Dwójką". Widzów rozczarował jeden szczegół