"Nie walczcie ze mną i pozwólcie mi odejść". Dramatyczne słowa legendarnej aktorki

Jadwiga Barańska, słynna Barbara Niechcic z "Nocy i dni", jest w bardzo złym stanie. Jej mąż Jerzy Antczak ujawnił szczegóły i przytoczył jej dramatyczne słowa.

Jadwiga Barańska zasłynęła rolą Barbary Niechcic z "Nocy i dni". Film był nawet nominowany do Oscara w kategorii dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego i przeszedł do historii. Potem aktorka grała jeszcze w produkcjach, takich jak: "Trędowata" i "Nido de viudas" i zniknęła na wiele lat. Wraz z mężem Jerzym Antczakiem i synem Mikołajem wyjechała do USA. Dziś aktorka ma 87 lat i jest w bardzo złym stanie.

Zobacz wideo Aktor jest poważnie chory

Mąż Jadwigi Barańskiej opublikował dramatyczny apel. Padły straszne słowa

Jerzy Antczak postanowił zabrać głos na swoim facebookowym profilu, gdzie opublikował właśnie długi post. Już we wstępie stwierdził, że długo ze sobą walczył, by opisać stan zdrowia Jadwigi. Na końcu zamieścił natomiast dramatyczny apel. Jerzy Antczak wyjaśnił, że wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, gdy u Jadwigi Barańskiej lekarz zdiagnozował schorzenie rogówki lewego oka. Stan określono jako poważny, a aktorce groziła nawet utrata wzroku. Zdjęcia aktorki i jej męża znajdziecie w naszej galerii na górze strony. 

Po pewnym czasie podobny syndrom odezwał się w drugim oku. Jadzia nie należy do osób histerycznych, ale powiedziała mi: "Życie bez wzroku nie ma sensu. Lepiej odejść". I nagle następuje dramatyczna sytuacja. Jadwiga upadła przodem ciała na kamienie. Straciła przytomność i trzeba było wezwać pogotowie. W szpitalu dokonano prześwietleń i okazało się, że jeden z kręgów jest nieco przesunięty, ponadto w prawym biodrze nastąpiło pęknięcie. Jeżeli przesunięcie kręgu okazało się możliwe, z uwagi na wiek biodro nie może być operowane i trzeba czekać aż nastąpi samoistny zrost. Co może potrwać wiele miesięcy leżenia w łóżku - napisał Jerzy Antczak na Facebooku, dodając, że jego żona ma też niedowład nogi. 

W międzyczasie reżyser starał się podnieść na duchu swoją żonę i zaproponował jej stworzenie filmu dokumentalnego "Jadwiga i ja". Ona sama wybrała tytuł "Moi aktorzy". Jerzy Antczak pracował nad konspektem scenariusza, ale nie doczekał się odpowiedzi. W tym czasie Jadwiga Barańska zaczęła się czuć coraz gorzej, również psychicznie. "Trzeciego dnia Jadzia powiedziała: 'Bóg dał mi tak wiele i dlatego wszystko inne, należy przyjmować z pokorą'. I w tym jednym zdaniu jest cała Barańska, która dla dobra rodziny zrezygnowała z zawodu aktorskiego. Nastąpiły bardzo przykre dni. Jadwiga zamknięta w sobie leży nieruchomo na łóżku całymi godzinami z zamkniętymi oczyma. Któregoś dnia, nieoczekiwanie zapytała mnie: 'Czy decydenci odpowiedzieli na temat scenariusza?'. Odpowiedziałem gorzko: 'Nie ma odpowiedzi'. Długo milczała, po czym powiedziała cicho: 'Ano cóż, widocznie już nasz czas minął…'" - napisał Jerzy Antczak.

Jerzy Antczak zwrócił uwagę, że u Jadwigi Barańskiej zaczęły się objawiać "stany depresyjne". Mówiła o śmierci, zaczęła odmawiać obecności pielęgniarki, przyjmowania leków oraz jedzenia. Nie chce też jechać do szpitala na prześwietlenie, by dowiedzieć się, co było powodem pęknięcia biodra i niedowładu nogi.

Na moje i Mikołaja błagania odpowiedziała nieoczekiwanie: 'Nie walczcie ze mną i pozwólcie mi odejść', posłuszna decyzji hinduskiego przesłania 'Ani dłużej, ani krócej tylko tyle, ile przeznaczył Bóg!' - napisał Jerzy Antczak.

Na koniec reżyser opublikował apel, w którym błaga o "modlitwy i dobre wibracje, aby przywróciły Jadzi spokój myśli i pragnienie istnienia".

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.