Miał być na pokładzie Titana. Ostatecznie zrezygnował. Teraz tłumaczy dlaczego

Akcja poszukiwawcza łodzi podwodnej Titan, która zaginęła na Atlantyku podczas wyprawy do wraku Titanica, wciąż trwa. Na pokładzie batyskafu znajduje się pięć osób. Wcześniej z rejsu zrezygnował podróżnik Chris Brown. Na łamach CNN wytłumaczył dlaczego. Miał poważne wątpliwości.

Batyskaf należący do o firmy OceanGate wyruszył w niedzielę 18 czerwca. Pięć osób na pokładzie chciało zobaczyć wrak Titanica, znajdujący się około 600 kilometrów od wybrzeża Kanady. Niespodziewanie zaledwie po dwóch godzinach od zanurkowania doszło do przerwania kontaktu, a batyskaf nie wynurzył się tam, gdzie powinien. Obecnie trwają poszukiwania, a jednocześnie walka z czasem. Po 13:00 czasu polskiego na pokładzie miał się skończyć tlen.

Zobacz wideo Eemslift Hendrika. Akcja ratunkowa

Miał być na pokładzie Titana. Ostatecznie zrezygnował. "Widziałem zbyt wiele ryzykownych czynników"

Na pokładzie zaginionego Titana znajduje się: brytyjski miliarder i podróżnik Hamish Harding, Shahzada Dawood i jego 19-letni syn Suleman, pochodzący z jednej z najbogatszych pakistańskich rodzin, współzałożyciel OceanGate - Stockton Rush oraz francuski nurek Paul-Henry Nargeolet. Jak się okazuje, nie jest to pełen skład. Jeden z uczestników wcześniej zrezygnował z rejsu.

Chris Brown jest podróżnikiem. Swego czasu miał wielką ochotę obejrzeć wrak Titanica. Mimo to po głębszych przemyśleniach zrezygnował i ostatecznie wycofał się z wyprawy batyskafem. O powodach podjętej decyzji opowiedział w rozmowie z CNN. "Gdy decydujesz się na taką wyprawę, musisz ocenić sam i z pomocą ekspertów wiążące się z tym ryzyko. Zastanawiasz się nad takimi prostymi sygnałami jak zmiana terminu wyprawy. W tym przypadku widziałem zbyt wiele ryzykownych czynników, na które nie miałem wpływu" - wyjaśnił.

Podróżnik wycofał się z rejsu Titanem. Miał poważne wątpliwości. "To nie wyglądało na profesjonalną wyprawę głębinową"

W dalszej części rozmowy Chris Brown dodał, że poczucie niepewności i wątpliwości wzbudziło w nim podejście organizatorów wyprawy. "Na przykład ustalano cele związane z testowym zanurzaniem tej łodzi podwodnej. Mieli je osiągać w wyznaczonych terminach i ciągle im się to nie udawało. (...) Zgłosiłem się do tej wyprawy w 2017 roku. Rok później nadal nie byli w stanie zejść na głębokość 300 metrów, a pamiętajmy, że wrak Titanica jest na głębokości prawie czterech kilometrów. Patrzyłem też na konstrukcję tej łodzi, na przemysłowe skrzynie, które miały służyć jako balast, na kontroler używany zwykle do gier wideo, tam miał służyć do sterowania łodzią. Nie wyglądało mi to na profesjonalną wyprawę głębinową. Zdecydowałem, że rezygnuję i wycofuję zaliczkę" - opowiadał.

Na koniec nie miał optymistycznego przekazu. Jednoznacznie stwierdził, że załoga jest w katastrofalnym położeniu. "Nie wiemy, co się stało, czy uderzyli w dno. A nawet jeśli wypłyną na powierzchnię, łódź otworzyć można jedynie z zewnątrz" - powiedział. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.